Featured

12/recent

Szklarka Bistro | Szklarska Poręba

28.1.16
Na dworcu kolejowym zawsze chyba sprawdza się lokal gastronomiczny. Czy to latem, czy zimą, wczesnym rankiem czy późnym popołudniem, w oczekiwaniu na pociąg czy po wyjściu zeń – zawsze mamy ochotę na kawę, herbatę, zimną colę lub drobną przekąskę. 


Dlatego też cieszy nas każda kawiarenka, każdy bar dworcowy, najmniejszy nawet kiosk z przekąskami w takiej lokalizacji. Nic zatem dziwnego, że - już jakiś czas temu - radość sprawiła nam niezmierną (i, jak się później okazało, nie tylko nam) Szklarka Bistro, która powitała nas któregoś ranka w Szklarskiej Porębie Górnej.


Ładny, lecz do tej pory pusty budynek dworca oferujący napoje z automatu, zwabił nas zapachem świeżo zaparzonej kawy, a z okienka kasowego wesoło mrugała lampka, w świetle której krzątała się obsługa...

Od tej chwili minęło już trochę czasu (właściwie rok, więc przy okazji składamy Szklarce najlepsze życzenia), lokal jest coraz popularniejszy, ma coraz bogatszą ofertę gastronomiczną (i nie tylko), jedynie obsługa pozostaje bez zmian – zawsze miła i uśmiechnięta. Bistro, jak na bistro przystało, oferuje kawę (bardzo dobrą), herbatę (ale jak zaparzaną!), teraz na przykład w wersji na zimę – naprawdę warto spróbować, gorącą czekoladę, kakao, przeróżne zimne napoje, piwo rozmaite i oczywiście przekąski.


Do kawy i herbaty pasują ciasta i ciasteczka, które również w bistro dostaniemy. Można też zjeść coś na słono, m. in. pieczone ziemniaczki, tosty (w kilku wariantach), pierogi, grillowaną kiełbaskę i smażony ser w bułce (pycha).

Jedzenie świeże i smaczne, w bogatym menu znajdzie dla siebie coś i ten, kto oczekując na pociąg chciałby coś pogryźć z nudów, i ten, kto z górskiej wędrówki poszedł prosto na dworzec i musi się wzmocnić odpowiedniej wielkości posiłkiem. Ceny naprawdę niewysokie (kawa i herbata na przykład za 5 – 6 zł, a gotowane pierogi za 12zł), a jakość pierwszorzędna.

Gdy Szklarka Bistro startowała, uznaliśmy, że to naprawdę świetny pomysł i nadal jesteśmy tego zdania. Jest miło i przytulnie, dworzec wydaje się jeszcze ładniejszy, a wycieczki w góry mniej trudne. Jeśli wysiadacie lub wsiadacie na stacji Szklarska Poręba Górna, koniecznie zajrzyjcie do Szklarki Bistro. Póki zima jakoś się trzyma, polecamy miejsce w namiocie z widokiem na Szrenicę i pysznego grzańca!


A tu jak o Szklarka Bistro "walczyli" alianci z Wehrmachtem podczas Rajdu Arado 2015.
Szklarska Poręba
ul. Dworcowa 10 (dworzec kolejowy Szklarska Poręba Górna)
codziennie od 8 do 20


Casa Italiana | Wrocław

21.1.16
Miejsc z włoską kuchnią na Dolnym Śląsku nie brakuje, toteż nic dziwnego, że co rusz takiej właśnie próbujemy.
Zobacz gdzie już byliśmy: kuchnia włoska na Smaki Dolnego Śląska.
Dzisiaj na naszym blogu jedna z włoskich restauracji we Wrocławiu – Casa Italiana, znana też przez wielu pod nazwą "Pizza u Włocha".


Lokal mieści się przy ul. Więziennej w miejscu, w którym wcześniej było już kilka różnych pomysłów na „światowe” kuchnie, jednak chyba dopiero właśnie włoska się sprawdziła. Wewnątrz przytulnie, choć trochę ciemno, które to wrażenie potęgują bordowe kanapy; niezbyt włosko, ale nie nieprzyjemnie.

Stolików wewnątrz jest niewiele. Latem wystawiany jest ogródek, w którym wprawdzie nieco ciasno, ale i tak miło się siedzi. Gdyby jeszcze tylko jego podłoga nie chwiała się tak przy każdym kroku nawet wątłej kelnerki...

Menu bogate.

Poza pizzą (w wielu różnych wariantach) można zamówić makarony zapiekane i pasty, a także "zwykłe" dania, na przykład polędwiczki, a ostatnio także steki. Są też przystawki i zupy. Jest piwo, wino, soki, kawa oczywiście i herbata, obecnie także sezonowe napoje rozgrzewające (polecamy zwłaszcza Imbir Imbir) podawane w niewyrafinowanej acz ciekawej dekoracji.


Wróćmy jednak do jedzenia. Pizza jest smaczna. Największą jej zaletą jest cienkie ciasto, tak jednak przygotowane, że nie trzeba używać sztućców i można spokojnie wziąć kawałek pizzy do ręki, bez obawy, że złamie się i spadnie nam – oby! - na talerz.

Makarony zapiekane są dość dobre, nieco ciężkie, bo zbyt tłuste, jednak w smaku niczego im nie brakuje. W przeciwieństwie do nich pasty są lekkie, do tego równie smaczne i bogate w składniki. Próbowaliśmy między innymi tagliatelle z łososiem, w którym tego łososia było naprawdę całkiem sporo.



Porcje są duże, obiadowe. Smaki właściwie standardowe, zarówno w przypadku pizzy, jak i makaronu; nie ma w karcie dania, które zadziwiałoby zestawieniem składników lub zaskakującymi dodatkami. Czy to minus, czy plus – oceńcie sami. Nam nie przeszkadza.

Czas oczekiwania bardzo różny, zależny od liczby gości – zdarzało nam się czekać ponad pół godziny, ale bywają dni, kiedy jedzenie dostaje się maksymalnie w ciągu kwadransa od złożenia zamówienia. Różna też jest obsługa, kelnerzy zdecydowanie milsi od kelnerek, bardziej zwracają uwagę na gości.


Warto zaznaczyć jeszcze, że Casa Italiana często kusi promocjami i obniżkami i można zjeść przyzwoite jedzenie w dość dobrej cenie. Jest we Wrocławiu wiele miejsc serwujących dobrą pizzę, Casa Italiana wprawdzie nie wyróżnia się przy nich szczególnie, jednak też nie odstaje. Zachęcamy do odwiedzenia.


Casa Italiana
Wrocław: ul. Więzienna 5B
codziennie od 12 do 23

Herbaciarnia Targowa | Wrocław

14.1.16
Spacery po Starym Mieście i Śródmieściu Wrocławia nierzadko nastrajają nas nostalgicznie. Zabytki architektury, brukowane drogi, piękne kamienice... 


Któż z nas nie myśli wówczas o dawnym Wrocławiu i jego mieszkańcach? O sprawach, którymi niegdyś żyło to miasto? Pozostając w takim nastroju, skierujmy kroki na herbatę do Herbaciarni Targowej.

Zlokalizowana w odnowionej i odmienionej - stanowiącej znany szeroko w Polsce i poza nią zabytek - wrocławskiej Hali Targowej herbaciarnia jest miejscem przemiłym, uroczym i trochę magicznym, bo odtwarzając klimat dziewiętnastowiecznego miasta, nastraja nas z lekka melancholijnie, pozwala oderwać się od codziennego pośpiechu i odpocząć przy filiżance herbaty.


A jest przy czym odpoczywać!

Wybór w karcie taki, że nawet koneserom niełatwo podjąć decyzję. Czarne, czerwone, zielone i białe, w różnych odmianach, o smaku wyrazistym lub jedynie z lekką na przykład owocową nutą, kuszące zapachami, aromatem, zadziwiające kolorami (tam możecie się przekonać, że mała czarna to niekoniecznie musi być kawa), nazwami (czyż nie zachwycają Was „truskawki w szampanie”) i … cenami, bo te ostatnie też bardzo zróżnicowane. Ale to tylko jeśli będziecie kupować herbatę na wagę na wynos, na miejscu każda porcja kosztuje 9 zł.


Przy okazji naszej tam wizyty spróbowaliśmy beczki rumu... I niezależnie jak to zabrzmiało, to też była herbata. Polecamy!

Warto też obejrzeć samą halę targową. Wnętrze ma układ przypominający bazylikę z nawą główną i dwie niższymi nawami bocznymi oraz trzema poprzecznymi - dwiema od północy i dłuższą od południa. W nawach bocznych na poziomie piętra znajduje się galeria obiegająca nawę główną. Największe wrażenie robią jednak zaprojektowane przez Heinricha Küstera żelbetowe łuki wspierające dach o wysokości przekraczającej 17 metrów. Gdy halę otwierano w 1908 roku było to pionierskie rozwiązanie inżynierskie w skali światowej.

Wnętrze Hali Targowej na fotografii z 1928 roku.
Jeśli kogoś nie przekonały herbaty, to może ulegnie dodatkom? Wśród nich godny polecenia na przykład sernik (podobno fantastyczny), baklawa, która ostatnio pojawiła się w menu lub chałwy w przeróżnych smakach.

Dla tych zaś, którzy w herbatach nie gustują, znajdzie się i kawa, i gorąca czekolada, równie smaczne. Wystrój wnętrza utrzymany jest w kolorze sepii, dużo tam zresztą dawnych zdjęć stolicy Dolnego Śląska, starych mebli, zegarów i innych drobiazgów sprzed lat. Można usiąść na dole lub na antresoli; w wygodnym fotelu, na kanapie lub na krześle, przy niskiej ławie lub nieco wyższym stoliku. Jak komu wygodnie. Ceny przystępne, obsługa fantastyczna, naprawdę warto tutaj zajrzeć – i w ramach przerwy od zakupów, i zupełnie od nich niezależnie.


Herbaciarnia Targowa
Wrocław: ul. Piaskowa 17 (wejście od ul. Św. Ducha lub przez halę targową)
codziennie od 8 do 22, w niedziele od 10

Schlesisches Himmelreich / Śląskie niebo

12.1.16
Często opiewane, często gotowane i ponad wszelką miarę lubiane: to jest śląskie niebo! Każdy Ślązak zna tę potrawę, która składa się z suszonych owoców, mięsa i klusek. 

Tak autorka niemieckiego bestsellera kulinarnego o kuchni śląskiej, Marie-Luise Neumann, opisuje Schlesisches Himmelreich, czyli po polsku "śląskie niebo": potrawę ostatnio przez wielu celebrytów kulinarnych wspominaną i wychwalaną jako prawdziwy smak dawnego Dolnego Śląska. Ponoć przepis na to danie jest przekazywany z pokolenia na pokolenie, z matki na córkę, z córki na wnuczkę... I to tylko dlatego nadal możemy cieszyć się jego niebiańskim smakiem.

Schlesisches Himmelreich / fot. (pd) Rob1977
Długo zastanawialiśmy się od czego zacząć ten nowy rok na naszym blogu. Schlesisches Himmelreich jest na pewno jedną z bardziej charakterystycznych dolnośląskich potraw. Ale czy tą najbardziej dolnośląską? Może swoją popularność zawdzięcza nie znakomitemu smakowi, ale przede wszystkim chwytliwej nazwie?

Niemniej jednak danie to znalazło swoje miejsce na aktualnej ministerialnej liście produktów tradycyjnych województwa dolnośląskiego. Lista ta aktualizowana jest co roku, figuruje na niej już ponad 1300 pozycji, jednak stosunkowo niewiele, bo zaledwie trochę ponad czterdzieści, z województwa dolnośląskiego. Jest tutaj zgorzelecki ser wywodzący się z tradycji kulinarnych osiadłych tu po wojnie domowej greckich uchodźców, przywieziona z Wołynia do Niemczy receptura wytwarzania marynowanej słoniny czy łemkowski kompot z suszu. Jest też, naprawdę historyczne danie dawnych niemieckich mieszkańców tych ziem - Schlesisches Himmelreich.

Niemieckie Schlesisches Himmelreich, tłumaczone zazwyczaj jako śląskie niebo - chociaż spotkaliśmy także określenie śląski raj czy śląski przysmak. Mimo wszystko to tak naprawdę niezbyt wyszukana potrawa, co oczywiście wcale nie znaczy, że nie jest smaczna. Składa się na nią gotowana lub peklowana wieprzowina - przeważnie szynka lub schab - oraz sos z suszonych owoców. Właściwie nic trudnego, może warto spróbować zrobić samemu?

Tak nas nawet zaciekawiło - ile z Was, jak wskazują statystyki bloga nawet ponad tysiąca czytelników - też gotuje? I nie mamy tu oczywiście na myśli jajka na twardo czy tosta włożonego do opiekacza. Mamy nadzieję, że przynajmniej część - bo w tym roku zamierzamy także podać kilka przepisów - jak to piszą zazwyczaj - "do samodzielnego wykorzystania".

Schlesisches Himmelreich / fot. (cc-by) SPBer
Chcemy także, poza kolejnymi ciekawymi lokalami do odwiedzenia, pokazać Wam coś więcej, napisać trochę o jakże skomplikowanej historii kulinarnej naszego regionu, która nie w każdym miejscu zmieniła się całkowicie wraz z wymianą ludności w 1945 roku. Chcemy zająć się tradycją i historią kulinarną, odwiedzić miejsca, w których wprawdzie dziś już nic nie spróbujemy, ale które kiedyś tętniły życiem. Opowiedzieć historię różnych smaków Dolnego Śląska, nie tylko tych współczesnych.

Nie znaczy to wcale, że rezygnujemy z tego, co wypracowaliśmy przez ostatni rok. W czwartki nadal będziemy starali się pokazywać kolejne warte wypróbowania miejsca w naszym regionie, jednak tu szczególnie liczymy na Waszą pomoc! Nie tylko na komentarze, choć są one bardzo cenne, a nieraz pozwalają poznać dane miejsce z zupełnie innej strony, ale także na Wasze własne recenzje miejsc, do których nam nie udało się dotrzeć, a które warte są odwiedzenia. A może powiecie nam, gdzie warto jeszcze się wybrać? Albo podacie jakiś przepis na coś, co tylko na Dolnym Śląsku można znaleźć?

Bo z przepisami nie jest wcale tak łatwo. Nie zawsze wystarczy wpisać odpowiednie słowo w wyszukiwarkę. Chociażby ustalenie przepisu na śląskie niebo wcale nie jest proste. Kiedy Magda Gessler przeprowadzała kuchenne rewolucje w Bolesławcu, podała śląskie niebo w wersji wędzone, z suszonymi gruszkami i morelami, zatopione w zredukowanej śmietance zmieszanej z klarowanym masłem oraz cukrem. Jednak przepis ów wzbudził wiele kontrowersji. Na pewno nie można go było nazwać klasycznym, choć w sumie to chyba nikt nie wie, jak taki klasyk powinien wyglądać.

Pierwszy problem pojawia się już przy mięsie. Powinna to być wędzona lub peklowana wieprzowina - schab lub szynka, według niektórych tylko gotowana i pieczona. Na ministerialnej liście produktów regionalnych znajdujemy jeszcze inną propozycję - ma być to połączenie kasslera i boczku. Kassler to rodzaj wędzonej wędliny wyrabianej z peklowanego schabu, karkówki lub szynki, smażonej, pieczonej lub gotowanej.

Tak wygląda prawdziwy kassler wieprzowy / fot. (cc-by-sa) Alpha
Pamiętać trzeba, że w dobie braku lodówek i zamrażarek sam proces wędzenia mięsa był bardzo popularny. Wędziło i przetrzymywało się mięso na strychach lub w spyrnikach - specjalnych drewnianych szafkach do przechowywania żywności. Tak przygotowane mięso mogło być przechowywane nawet do trzech lat.

I właśnie takie trafiało kiedyś do śląskiego nieba. Jak pisze Wera Sztabowa w "Krupniokach i moczce, czyli gawędach o kuchni śląskiej" potrawa ta powstała w wyniku gotowania i odpowiedniego przyprawienia uwędzonego mięsa. Namoczone, następnie ugotowane i przyprawione, z sosem z suszonych owoców i kluskami było daniem urozmaicającym codzienną kuchnię. Świątecznych dni w roku było bowiem niewiele, natomiast dni zwykłych o wiele więcej. Co wtedy gotować? Nad tym łamią sobie głowy gospodynie nie od dziś. Czas przypomnieć kilka prostych dań obiadowych, typowo śląskich. Oprócz podrobów jadało się na Śląsku w zwykły dzień także inne mięsa, lecz już nie w takiej ilości, jak w dni świąteczne. Przeważnie w połączeniu z jarzynami lub suszonymi owocami.

To właśnie to przygotowania sosu potrzebujemy suszonych owoców. Mogą to być jabłka w plasterkach, śliwki, gruszki i morele w połówkach. Wszystkie moczymy w wodzie przez całą noc. Następnego dnia wieprzowinę gotujemy w słonej wodzie około godziny i po wymieszaniu z namoczonymi owocami jeszcze raz zagotowujemy. Przygotowany sos, w zależności od wariantu potrawy, doprawiamy do smaku cukrem, solą, cynamonem, utartą skórką i sokiem z cytryny. Nieraz stosuje się jeszcze zasmażkę z mąki i masła lub powidła śliwkowe, aby sos dodatkowo zagęścić.

Wejście na jarmark z okazji Johannisfest (odpowiednik naszego jarmarku
świętojańskiego) na dawnych terenach wystawowym (obecne ZOO) we Wrocławiu
w 1929 roku. Na górze nad misą widoczny napis "Schlesisches Himmelreich".
Mięso kroimy w grube plastry lub dzielimy na duże kawałki. Polewamy sosem i ozdabiamy owocami. Podajemy - i tu znowu mamy kilka wersji - według niektórych z kluskami na parze, a według innych z kluskami kładzionymi i a nawet - to już chyba ze względu na bliskość czeskiej granicy - z knedlami.

Ta "czeska" bliskość zasadniczo nie powinna dziwić, bo najstarsze wzmianki o tym daniu pochodzą z okolic dawnego Grafschaft Glatz (Hrabstwa Kłodzkiego). W wydanej w 2007 roku "Grafschaft Glatzer Kochbuch" (Książka Kucharską Hrabstwa Kłodzkiego) zawierającej zebrane przepisy dawnych mieszkańców tych ziem zaprezentowano śląskie niebo w dwóch wersjach - podstawowej i pochodzącej z Bystrzycy Kłodzkiej (Schlesisches Himmelreich aus Habelschwerdt).

Gdzie dziś najlepiej wybrać się na śląskie niebo? Według nas - do przygranicznego Görlitz. Mimo że tak właściwie to już środkowe Łużyce, jednak związek ze Śląskiem jest tam mocno podkreślany. Na posiadającej skądinąd niemało uroku starówce w prawie każdej knajpce będziemy mogli spróbować Schlesisches Himmelreich. Mimo że potrawa do wyszukanych nie należy to trzeba się przybywać na wydatek przynajmniej kilkunastu euro.

Schlesisches Himmelreich y knedlami w Patrizierhaus St. Jonathan w Görlitz
fot. (cc-by-sa) Janos Korom Dr.
Może więc jednak da się spróbować śląskiego przysmaku po polskiej stronie Odry? Okazuje się, że na Dolnym Śląsku wcale to nie będzie takie łatwe. Jak nam podpowiedzieli czytelnicy naszego fanpage na Facebooku, poza wspomnianym już przy kuchennych rewolucjach "Pod Złotym Aniołem" w Bolesławcu można też zajrzeć na śląskie niebo do "Wrocławskiej" w stolicy regionu, gospodarstwa agroturystycznego "Skowronki" koło Lądka-Zdroju czy "Browaru Miedzianka" w Janowicach Wielkich. A także poszukać na Górnym Śląsku, mimo że większość autorów książek kucharskich wskazuje to danie jako charakterystyczne dla Śląska Dolnego i Opolskiego, a nie Górnego.

Mamy jednak nadzieję, że nieważne gdzie zdecydujecie się spróbować Schlesisches Himmelreich, będzie Wam smakować, bo połączenie smaków - słodko-kwaśnego sosu i lekko wędzonego mięsa - nie jest wcale tak standardowe jak można by to sobie wyobrażać. Mamy też nadzieję, że podzielicie się z nami opinią na ten temat, a przede wszystkim, że nas znowu odwiedzicie i polubicie kolejne wpisy. Do przeczytania!
Obsługiwane przez usługę Blogger.