Featured

12/recent

Love & Chocolate | Wrocław

25.2.16
Jakie miejsce najczęściej jest odwiedzane we Wrocławiu, zarówno przez turystów, jak i przez mieszkańców podczas świątecznych i niedzielnych spacerów? 


Aczkolwiek jednoznacznej odpowiedzi udzielić trudno, można zaryzykować stwierdzenie, że jest to Ostrów Tumski i Wyspa Piasek. Jedną z piękniejszych tam budowli jest bez wątpienia gotycki kościół Najświętszej Marii Panny na Piasku. Mimo że posiada wielowiekową burzliwą i ciekawą historię, najbardziej znany jest wrocławianom i odwiedzającym stolicę Dolnego Śląska turystom z czynnej prawie przez cały rok ruchomej szopki (teraz, po ekspozycji świątecznej, figurki powędrowały do czyszczenia, konserwacji i naprawy, jednak już w maju przynajmniej część z nich wróci na swoje miejsce).



Wybierającym się w tamte okolice, pragniemy polecić niewielką kawiarnię zlokalizowaną naprzeciw tego kościoła: Love & Chocolate. Fenomenalna czekolada, zdaniem wielu najlepsza nie tylko we Wrocławiu. Bardzo dobra kawa, a do niej przeróżne smakołyki. Spróbowaliśmy rogalika i czekoladowe ciasteczka. Obydwa produkty zostały podane na ciepło. Były przepyszne, świeże i pachnące, o delikatnym czekoladowym smaku.

W ofercie tych słodyczy oczywiście jest znacznie więcej. Można na przykład zamówić kawałek tortu, a jeśli ktoś ma ochotę – torcik w całości. Jest tiramisu, mus owocowy, a także tradycyjne ciasta, jak na przykład sernik. Można również kupić lody (Polish Lody, te słynne, po które kolejki ustawiają się kolejki na pl. Bema). Wypieki są nie tylko bardzo dobre, pięknie także wyglądają.

Ciasteczka są umieszczone w przezroczystych naczyniach, rogaliki kuszą z talerzyków ustawionych na ladzie, a za szkłem można podziwiać misterne zdobienia tortów. Całości wrażeń organoleptycznych dopełnia unoszący się w kawiarence zapach czekolady. Doprawdy, trudno się oprzeć...


Oczywiście ważne jest nie tylko to, co jemy, ale również otoczenie, w którym czynność tą wykonujemy. W Love & Chocolate jest uroczo. Jest złoto, dużo luster, stylizowane meble, ale także designerskie lampy. I to wszystko współgra ze sobą i tworząc harmonijną całość sprzyja chwilom wytchnienia, relaksu i odpoczynku w tym pięknym i tajemniczym zakątku Wrocławia.

Rozglądając się we wnętrzu zauważyliśmy również, że można tutaj zjeść nie tylko na słodko, ale i na słono. O tym jednak, co można zamówić i jak smakują zestawy śniadaniowe i dania lunchowe, napiszemy być może innym razem...


Love & Chocolate
Wrocław, Wyspa Piasek: ul. Św. Jadwigi 10/1a
od wtorku do niedzieli od 10 do 19, w soboty i niedziele do 20

Mrugała | Jelenia Góra

18.2.16
Wieloletnie doświadczenie i długa obecność na rynku są zwykle gwarancją dobrej jakości. Jeśli jeszcze dotyczy to niewielkiej rodzinnej firmy, w której tradycje rzemiosła przekazywane są z pokolenia na pokolenie, zasada ta sprawdza się tym bardziej.


Potwierdzeniem jej słuszności jest jakość wyrobów oferowanych przez Cukiernię Mrugała, do której ostatnio zajrzeliśmy na kawę. W Jeleniej Górze firma funkcjonuje od lat 90. XX wieku, jednakże początki działalności sięgają roku 1970. Wtedy to bowiem w Świerzawie Stanisław Mrugała założył mały zakład cukierniczy. Obecnie nieco się powiększył - zatrudnia ponad 40 pracowników i posiada dwa zakłady produkcyjne, unowocześnił też produkcję, ale jedno pozostało bez zmian: przepyszne wypieki.



Lokal przy ul. Długiej w Jeleniej Górze – bo to tam zawitaliśmy - to, jak często bywa w przypadku cukierni, połączenie sklepu z miejscem, do którego można wpaść na kawę. Klasyczny wystrój, ściana udekorowana dyplomami i fotografiami sprzed lat nie pozostawiają wątpliwości, że znaleźliśmy się w cukierni z tradycjami.

Siedząc przy stolikach, możemy podziwiać - stanowiące ucztę i dla oka, i dla podniebienia – rozmaite ciasta, ciasteczka, finezyjne torty i desery lub przyglądać się toczącemu się za oknem życiu spokojnej ulicy. Umili ten czas z pewnością filiżanka świeżej aromatycznej kawy oraz kawałek wyśmienitego ciasta. Polecamy klasyczne smaki: sernik i ciastko firmowe.



Te właśnie ciasta próbowaliśmy i bardzo nam smakowały. Sympatię naszą do lokalu spotęgowały smaczne kawy podane z ładnym wzorkiem. Być może tak się rozsmakujecie, że najdzie was ochota na więcej. Wtedy można wypieki kupić na wynos, ale też zamówić na przykład na rodzinną uroczystość. Ciasta na pewno zachwycą gości, zaś precyzyjnie wykonane wcale nie takie proste torty dla dzieci będą z pewnością ozdobą każdego kinderbalu.

Zdradzimy jeszcze, że pracownia cukiernicza znajduje się zaraz obok lokalu, dzięki czemu umieszczone za ladą słodkości są zawsze świeże. Gorąco polecamy na chwilę przepysznego zapomnienia!
Cukiernia i Piekarnia Mrugała
Jelenia Góra, ul. Długa 20
codziennie od 7 do 18, w soboty od 8 do 16, w niedziele od 10 do 16

Teatralna | Jelenia Góra

11.2.16
Czy może mieć ze sobą coś wspólnego teatr i dobre jedzenie? Może!

Przy ul. Wojska Polskiego 38 w Jeleniej Górze znajduje się przepiękny budynek Teatru Miejskiego im. Cypriana Kamila Norwida.

fot. Piotr Matryga (cc-by-sa)
Jeleniogórski miejski teatr około 1930 roku
Budowla powstała w latach 1903-1904 wg projektu architekta i rzeźbiarza Alfreda Daehmela jako tzw. Dom Sztuki i Stowarzyszeń, ale już od lat 20. XX wieku mieści się w nim miejski teatr. Przepiękny secesyjny budynek na szczęście nie ucierpiał podczas działań wojennych (przechowywano wówczas w nim m.in. kostiumy Opery Berlińskiej).

Po wojnie działalność rozpoczął właściwie natychmiastowo – w roku 1945, a pierwszym przedstawieniem była „Zemsta” wyreżyserowana przez Stefanię Domańską, która była też pierwszym powojennym dyrektorem teatru.

Zachwycający urodą budynek możemy podziwiać z zewnątrz, ale również od środka. Wystarczy po prostu wejść i na przykład zapoznać się z repertuarem czy obejrzeć galerię zdjęć, kupić bilet i wybrać się na przedstawienie lub... wpaść na obiad.


W teatrze mieści się bowiem restauracja „Teatralna”, która zaprasza na różne smaczne dania i zestawy obiadowe. Przebogate menu pozwoli każdemu znaleźć coś dla siebie. Wielbiciele kuchni włoskiej mogą wybrać którąś pizzę lub makaron (np. Przysmak Schakespeara, Gromkie Brawa), lubujący się w tradycyjnych smakach – dania polskiej kuchni, w tym zwłaszcza pierogi, amatorzy zdrowego odżywiania – sałatki (np. Grecką Zorbę lub Sen Nocy Letniej), zaś ci, co lubią eksperymentować, sięgnąć mogą po samosę albo smażoną mozarellę.



My wypróbowaliśmy Carbonarę Show (poprawna, ale nie wyróżniała się niczym szczególnym) oraz Samosę po meksykańsku (i to danie zdecydowanie wygrało – ciasto cieniutkie, farszu bardzo dużo, smaczne i aromatyczne, do tego dobre frytki i surówka ze świeżych warzyw). Minusem jest nieco długi czas oczekiwania na danie, zatem polecamy zwłaszcza na niespieszne popołudniowe wyjścia. Czas ten jednak umilić można sobie podziwianiem wnętrz – naprawdę warto.
Restauracja Pizzeria Teatralna
ul. Wojska Polskiego 38 (budynek Teatru im. C.K.Norwida)
codziennie od 11 do 23, w niedziele od 12

Tłusty Czwartek we Wrocławiu

4.2.16
Dzisiaj przyjrzymy się jednemu z naszych świąt; dniu, w którym bezkarnie (no prawie) możemy się objadać tłumacząc to nie tyle swoim łakomstwem, co poszanowaniem dla tradycji. 

P.T. Czytelnicy: zapraszamy na Tłusty Czwartek.

Tłusty Czwartek jest tłusty, bo ostatni przed Wielkim Postem. Kończy Zapusty, czyli okres noworocznych zabaw, tańców i biesiad. W tym dniu zjeść należało dużo i tłusto, by przetrwać rozpoczynające się niedługo sześć tygodni Wielkiego Postu. Ponadto takie jedzenie – obfite, tłuste, spożywane u progu wiosny – odgrywało też swoją „magiczną” rolę: miało zapewnić urodzaj i dobrobyt przez cały rok.

fot. Tomek Augustyn (cc-by-sa)
Pączki, zwane także pampuchami, jemy w Tłusty Czwartek na ziemiach polskich już od XVII wieku (choć niektórzy twierdzą, że od XVI nawet). Początkowo zwyczaj ten występował raczej w miastach i na dworach. Na wsi pojawiły się na przełomie XIX i XX w.

Skąd w Polsce ta tradycja? 

Tego nie wiedzą do końca nawet etnografowie, chociaż wskazują, że od dawien dawna, jeszcze w okresie kultury słowiańskiej, istniał zwyczaj jadania tłustych wypieków z okazji ważnych uroczystości. Później pampuchy jadano również w święta Bożego Narodzenia i w niektórych rejonach do dziś są to właśnie jedne z wielu bożonarodzeniowych specjałów.

Wprawdzie współcześnie trudno nam to sobie wyobrazić, ale te pyszne słodkości wcale nie były nimi od początku – kiedyś jadano je okraszone skwarkami, a nie z dodatkiem konfitury, czekolady czy słodką polewą.

Oczywiście jemy nie tylko pączki, ale też m.in. faworki, jednak chyba właśnie z pączkami dzień ten kojarzy się każdemu najbardziej. Konieczność zjedzenia pączka – przynajmniej jednego – w tym dniu jest bezsprzeczna. Według staropolskiej tradycji bowiem tego, kto w Tłusty Czwartek ciastkiem pogardzi, szczęście będzie omijać szerokim łukiem. Jedzmy zatem pączki!

A gdzie najlepiej? 

Oczywiście każda szanowana cukiernia ma swój przepis, swoją niezawodną recepturę sprawdzoną przez kilka pokoleń podniebień, dopracowaną mistrzowską ręką szefa kuchni. Zapewne każdy z Czytelników mógłby nam podpowiedzieć, gdzie w ich miejscowości warto zajrzeć w Tłusty Czwartek, by spróbować wyśmienitych wypieków.

My też mamy swoje ulubione miejsca. Jedną z wrocławskich cukierni, której pączki naprawdę warto polecić, jest niewątpliwie Warszawska. Przygotowywane na bieżąco wypieki mają przeróżne nadzienia, wielkości, smaki... A każdy bardzo dobry. Nam do gustu przypadły szczególnie tutejsze pączki z różą, ale są i z czekoladą, i z budyniem, i takie bez nadzienia.

Cukiernia Warszawska przy ul. Jedności Narodowej we Wrocławiu
Od kilku jednak lat furorę we Wrocławiu robi nowy – stary przepis na pączki. Oto bowiem wrocławscy seniorzy odnaleźli w archiwach zapomnianą już prawie recepturę na dawne specjały. We współpracy z nimi Grzegorz Sobel, bazując na oryginale, odtworzył przedwojenny przepis, podszepnął co nieco na temat zapomnianego, a jakże smacznego nadzienia śliwkowo-cynamonowego i tak mamy dzisiaj pączki wrocławsko-lwowskie. Takich nie znajdziecie nigdzie indziej!

Receptura ponoć przedwojenna, dlaczego zatem wrocławsko-lwowska? Otóż okazuje się, że tak w Breslau, jak i we Lwowie pączki królowały na karnawałowych stołach, zaś odtwarzając dawne tradycje kulinarne sięgnięto do przedwojennych przepisów z obu tych miejscowości i stworzono jeden niepowtarzalny. Przed wojną we Wrocławiu pączki nadziewano konfiturą śliwkową z cynamonem, z kolei na wschodzie wkładano w nie całą śliwkę i posypywano cynamonem. Dlatego nazwali je pączkami wrocławsko-lwowskimi (seniorzywakcji.blogspot.com/2015/02/wrocawski-brylancik.html)

Pączki te są jedyne w swoim rodzaju i to właśnie specyficzne połączenie smaków, niespotykane właściwie nigdzie, decyduje o ich wyjątkowości. Niemało do popularności przydaje im też fakt, że dostępne są tylko w Tłusty Czwartek i właściwie tylko na wrocławskim Nadodrzu.

Gdzie można je zakupić? 

Przede wszystkim w piekarni u państwa Krajewskich przy ul. Henryka Pobożnego, o której pisać można by bardzo dużo, ale dzisiaj wspomnimy tylko, że legitymuje się ona statusem „Złota Nadodrza” i można tam kupić naprawdę przepyszny chleb, np. Poligonowy i do odwiedzenia której zachęcamy nie tylko z okazji pączkowego święta.

Piekarnia Krajewscy na ul. Henryka Pobożnego we Wrocławiu
To w tej piekarni wypiekana będzie większość pączków, które następnie trafią do rozsianych po Nadodrzu kawiarni, kawiarenek, barów i resto-barów.

Kto pierwszy kupi pączka? Piekarnia jest czynna od 6 rano. Od wczesnych godzin porannych (7.30) będzie je można nabyć w zlokalizowanym przy ul. Wojciecha Cybulskiego Cafe Rozrusznik. Warto przy okazji zamówić też aromatyczną, świetną kawę, zasiąść w wygodnym fotelu i delektując się smakami, rozpocząć przyjemnie dzień.

Cafe Rozrusznik przy ul. Wojciecha Cybulskiego we Wrocławiue
Jeśli tam już nie zdążycie, przejdźcie nieco dalej, np. na pl. Bema do Bema Cafe (tutaj otwierają o 8), a jeśli i to dla Was za wcześnie, to np. do Macondo przy ul. Pomorskiej. Wybierając się tutaj, warto zarezerwować nieco więcej czasu. Po pierwsze dlatego, że zanim dotrzecie do części gastronomicznej, przechodzić będziecie przez galerię – sklep, a rzadko komu udaje się przejść obojętnie. Cudowne rękodzieła – szyte, wyklejane, malowane,wypalane.... Cuda i cudeńka. Po drugie dlatego, że części gastronomicznej także tak szybko opuszczać się nie chce. Jest miło i przytulnie, a w dodatku tyyyle rodzajów pysznej kawy i herbaty w niecodziennych połączeniach.

Kawiarnia Macondo przy ul. Pomorskiej we Wrocławiu
Można też po pączki zajrzeć do Narożnika, mieszczącego się na rogu – oczywiście! - ul. Ludwika Rydygiera, w miejscu, gdzie krzyżuje się ona z ul. Wąską. A jak już zajrzycie, może pączka popijecie np. zacnym rzemieślniczym piwem? Ewentualny brak pączków w Narożniku niech Was nie zniechęca – nieopodal mieści się bowiem niepozorna Cafe Nożownicza.pl (Rydygiera), w której też będą dostępne.

Dla tych, co na Nadodrze zmierzają z drugiej strony, bliższą lokalizację ma na przykład Wincentego 21, w którym to lokalu również będzie można zakupić wrocławsko-lwowskie specjały i napić się pysznej kawy. I uwaga! Tutaj też zaczynają wcześnie, już od ósmej rano!

Klubokawiarnia Wincentego 21 przy ul. św. Wincentego we Wrocławiu
Pączki wypiekać będą też seniorki z uczniami i uczennicami Publicznej Szkoły Gastronomicznej HO-GA, znajdującej się we Wrocławiu przy ul. Jedności Narodowej 46a. Te wypieki nabyć będzie można w Infopunkcie Nadodrze – Łokietka 5 (zresztą to tak naprawdę dzięki inicjatywie osób tutaj działających te pączki możemy dzisiaj jeść).

Poza nadodrzańskimi lokalizacjami jest też kilka innych miejsc, w których możecie posmakować pączka wrocławsko-lwowskiego, np. w Cafe Targowa, Turkawce, Szynkarni czy Dolnośląskich Rarytasach.

Oczywiście wymieniliśmy tylko kilka lokali, w których dostępne będą te wyjątkowe wypieki. Jest ich jednak więcej, zaś znak rozpoznawczy miejsca, w którym można nabyć pączki wrocławsko-lwowskie, to plakat z wąsatym kucharzem na granatowym tle, z dumą prezentującego – a jakże! - pączka. Wszędzie tak samo dobre, przygotowane pod fachowym okiem Krajewskich, według przepisu pilnowanego przez Nadodrzańskich Seniorów.

Jeśli nigdy nie próbowaliście, gorąco zachęcamy. Jeśli nawet mieliście okazję – zjedzcie raz jeszcze.

Nauczeni doświadczeniem radzimy nie spać długo w Tłusty Czwartek, ewentualnie – wziąć wolne u szefa chociaż na kilka godzin, bo pączków bardzo szybko ubywa. Trudno się jednak temu dziwić – nie kupicie ich w żadnym innym dniu.

Chcecie sami spróbować je przygotować? 

Oto przepis na pączki wrocławsko-lwowskie zaczerpnięty z bloga lesmirabelle.blogspot.com/2013/03/paczki-wrocawsko-lwowskie.html
30g świeżych drożdży
trochę ciepłego mleka lub wody, mąki i cukru na przygotowanie zaczynu
500g mąki
1 jajko
200ml mleka
50g masła
40g cukru
1/2 łyżeczki soli
1 łyżka rumu
dżem śliwkowy
smalec do smażenia
cukier puder
mielony cynamon  
Z drożdży, mleka (wody), mąki i cukru należy przygotować zaczyn. Składniki te trzeba dość dobrze wymieszać - tak, aby zaczyn miał konsystencję podobną do śmietany, po wymieszaniu zaś - odstawić w ciepłe miejsce, najlepiej pod przykryciem. Masło należy rozpuścić. Kiedy zaczyn zwiększy objętość, dodać go trzeba do przesianej mąki, razem z mlekiem, jajkiem, cukrem i solą. Następnie, po zmieszaniu tych składników, dodać należy rozpuszczone masło i rum. Otrzymane ciasto odstawić w ciepłym, spokojnym miejscu pod ściereczką i czekać, aż podwoi swoją objętość.

Wyrośnięte ciasto wylać należy na stolnicę i wyrabiać do momentu, w którym przestanie się kleić (tradycyjnie pomagamy sobie mąką, oprószając od czasu do czasu stolnicę, byle nie za często, by pączki nie wyszły zbyt twarde).

Wyrobione ciasto uformować trzeba w wałek grubości 2cm i podzielić na kawałki o długości 4-5 cm. Następnie przykryć je ścierką i zostawić na ok. 10 min do wyrośnięcia. Z tych kawałków z kolei uformować należy placuszki, oprószyć je z jednej strony cynamonem i dać łyżeczkę (lub mniej, jak kto woli) dżemu. Końce uformowanego placuszka zebrać należy delikatnie u góry - żeby dżem nie wypłynął - zlepić i rękami nadać mu kształt pączka (czyli kulisty).

Surowe pączki zostawić trzeba jeszcze na kilka minut do wyrośnięcia. Jest to o tyle ważne, że pominięcie tego etapu może skutkować zakalcem w pączku.

fot. Tomek Augustyn (cc-by-sa)
Końcowy etap to smażenie pączków. Należy w garnku rozgrzać smalec – użyć go na tyle dużo, żeby pączki swobodnie w nim pływały. Przed włożeniem surowych pączków warto sprawdzić, czy tłuszcz jest wystarczająco gorący (wrzucony okruch ciasta powoduje bąblowanie). Jak długo smażyć? Trudno dokładnie określić – aż uzyskają ciemnozłoty kolor. Jak radzi Autorka bloga: dobrze na pierwszym pączku przetestować nasze wyczucie czasu i stopnia wysmażenia pączka.

Gotowe już pączki należy osuszyć na papierowym ręczniku i, jak wystygną, posypać cukrem pudrem. Jeśli kupicie pączki, napiszcie, jak Wam smakowały. Jeśli wypróbujecie przepis, podzielcie się z nami informacją, czy się udało.

Smakujmy i świętujmy!
Obsługiwane przez usługę Blogger.