Featured

12/recent

Stoły wigilijne | Dolny Śląsk

22.12.16
Kulinarna różnorodność Dolnego Śląska znajduje odzwierciedlenie w różnorodności i bogactwie potraw – tych serwowanych na co dzień i tych podawanych od święta. Nie inaczej jest w przypadku stołów wigilijnych. 

fot. Mazurkowa Chata 
Przybywający po II wojnie światowej na dolnośląską ziemię z różnych strona kraju i z zagranicy przywozili ze sobą tradycyjne przepisy i przyzwyczajenia do określonych potraw. Z czasem te tradycje poczęły się przenikać wskutek mieszanych małżeństw, ale i kontaktów sąsiedzkich. Dzisiaj mamy tutaj potrawy charakterystyczne dla dawnej kuchni śląskiej, ale i takie, które stanowią o specyfice kuchni kresowej.

Zapraszamy do stołu!

Zestaw stałej liczby określonych dań to tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie i w wielu rodzinach nadal ściśle przestrzegana. Czy potraw na Waszym stole jest dwanaście? Jeśli tak, jesteście wśród większości, bo w prawie każdym domu zwyczajowi temu się hołduje, chociaż tak naprawdę badacze kultury i obyczajowości nie do końca wiedzą, dlaczego akurat taka liczba.

Ma być dwanaście, bo tylu było apostołów – to chyba najczęstsze uzasadnienie, z którym się spotykamy. A co wśród tych dwunastu?

Oczywiście karp. I mimo że większość potraw wykazuje przedchrześcijańskie pochodzenie (zboża, rośliny strączkowe, grzyby, suszone owoce), to właśnie ryby, które wraz z chrześcijaństwem przywędrowały do naszych domów, są jedną z najczęściej kojarzonych z Wigilią potraw. Karpia robimy różnie: smażymy, pieczemy, podajemy w galarecie lub faszerujemy. Śląska rdzenna kuchnia to podobno karp w śmietanie duszony z grzybami – czy takiego jednak gdzieś się jeszcze jada?

Ze wschodu przywędrowała do nas kutia, którą jeszcze kilka pokoleń wstecz dzielono się na rozpoczęcie wigilijnej wieczerzy w miejsce dzisiejszego opłatka. Ten pojawił się tu dopiero w wieku XX i w niektórych miejscach ludność do dzisiaj pamięta, że dawniej wypiekano te opłatki w różnych kolorach (żółte dla drobiu, różowe dla bydła) – zwyczaj kontynuowano jeszcze w czasach powojennych w części dolnośląskich wsi, później jednak zarzucono.

Kutia / fot. Zserghei
Ludność z Wileńszczyzny przywiozła ze sobą zwyczaj jadania przy Wigilii kisieli owsianych, którym smaku dodawano żurawiną. Niewiele jest jednak już domów, w których pojawia się ta potrawa. Kresową proweniencję ma też barszcz z uszkami, z Lubelszczyzny zaś pochodzi zupa grzybowa. Bardzo rzadko pojawia się na naszych stołach barszcz biały. Bez względu jednak na to, którą zupę jemy, powinny pojawić się w niej grzyby, umożliwiające podobno łączność z zaświatami (co też jest przeświadczeniem z czasów przedchrześcijańskich zresztą).

Z magią urodzaju wiąże się natomiast spożywanie roślin strączkowych, toteż ich także obfitość gości na naszych stołach. Groch z kapustą to potrawa najczęściej spotykana, fasola ze śliwkami oraz bób smażony z czosnkiem to dania niewątpliwie ciekawe, ale znacznie rzadsze, zwyczaj ich jadania przywieźli górale czadeccy, z kolei przybysze z Polesia przywieźli ze sobą przepis na fasolę z cebulką.

Pierogi / fot. Wojciech Głodek
Niemal wszędzie na Dolnym Śląsku pojawiają się pierogi (zwykle te z kapustą i grzybami, choć Podolanie faszerują je także … śledziem).  Podobnie popularna jest kapusta, występująca w różnych wersjach i z różnymi dodatkami (na przykład z kaszą gryczaną, z grzybami albo w formie nadzienia – do kulebiaków, tak popularnych w kuchni kresowej).

Tradycyjna potrawa na tę wyjątkową wieczerzę to także kołacz drożdżowy (czasem po prostu świąteczny chleb). Według zwyczajów m.in. górali czadeckich tego wigilijnego pieczywa, które ma najczęściej postać plecionki, nie można kroić nożem, a łamać się nim.

Chleb okolicznościowy / fot. Jan Kleps Piekarnia Ulijanka
Wigilia to także specjalne ciasta – z nadzieniem makowym lub owocowym. W wielu dolnośląskich domach pojawiają się kluski z makiem. I tutaj też nie ma jednego przepisu: czasem jest to drobny makaron lub łazanki z makiem, innym razem przygotowuje się ciasto podobne jak na kluski śląskie i nadziewa farszem makowo-bakaliowym. Są też makiełki (na sąsiedniej Opolszczyźnie zwane makówkami), potrawa rodem z wielkopolski, którą przygotowuje się z maku, bakalii i namoczonej w mleku, pokrojonej bułeczki pszennej, a słodzi cukrem lub miodem. Są przepyszne.

Na Wigilii święta się nie kończą, a wręcz przeciwnie, toteż i na kolejne dni wiele jest specjalnych dań i smakołyków. Dość przypomnieć charakterystyczne dla tych terenów pierniczki, maślane ciasteczka tak popularne w niemieckiej kuchni (Plätzchen) oraz znane i w innych krajach ciasteczka korzenne (w wersji niemieckiej funkcjonujące pod nazwą Spekulatius).

Plätzchen / fot. Tommy Rumrich
Nie można zapomnieć też o dawnym specjale regionalnym – legnickich bombach, czyli piernikowego ciasta w polewie czekoladowej o kształcie zbliżonym do bomby właśnie. Legenda mówi, że pierwsze tego typu ciasto stworzył ubogi legnicki czeladnik cukierniczy przygotowując się do egzaminu mającego uczynić z niego cukierniczego mistrza i szukając pomysłu na przysmak niecodzienny, oryginalny i zachwycający, a przepis zdradzić miał mu sam Liczyrzepa…

Bomby Legnickie / fot. SKopp (cc-by-sa)
Tak naprawdę jednak w 1853 roku Eduard Mueller po raz pierwszy stworzył to ciasto i początkowo przygotowywano je i pieczono tylko i wyłącznie w okolicy Świąt Bożego Narodzenia. Z czasem przepis się rozpowszechnił, uległ rozlicznym modyfikacjom i na Dolnym Śląsku legnickich bomb pojawiało się całkiem sporo. Może też o nich słyszeliście?

Na naszym stole przysmaki mieszane, z różnych stron pochodzące, odwzorowujące skomplikowane losy naszych rzuconych w wiry historii rodzin. Cieszymy się smakami, śledzimy ich pochodzenie i szukamy pierwowzorów. A co pojawia się na Waszych Wigilijnych stołach?


Wrocławski Bazar Smakoszy | Browar Mieszczański | Wrocław

15.12.16
Browar Mieszczański to miejsce szczególne na mapie Wrocławia. Zlokalizowany na osiedlu Huby piękny, dziewiętnastowieczny budynek (czy też właściwie – kompleks budynków) funkcjonował przez ponad 100 lat zgodnie z jego pierwotnym przeznaczeniem, tj. jako miejsce, w którym produkowano piwo. 


Produkcji zaprzestano w roku 1996. Opuszczone budynki zaczęły powoli niszczeć i gdyby nie nowy właściciel, czekałby je być może los wielu innych poprzemysłowych opuszczonych obiektów. Na szczęście w roku 2003 Krzysztof Wojtas odkupił obiekty i zaadaptował je na centrum kulturalno-rozrywkowo-szkoleniowe. Od tego czasu Browar zamienił się w przestrzeń szkoleniową, eventową, biurową i teatralną - któż z nas przynajmniej nie słyszał o odbywających się tutaj przedstawieniach Ad Spectatores!

Od pewnego czasu co niedzielę Browar Mieszczański we Wrocławiu zmienia się w gwarną halę targową pełną smakołyków z regionu, kraju i zagranicy, których wspólnym mianownikiem jest wyśmienity smak i zdrowie. Są przeróżne wędliny, pieczywo, sery, wysokogatunkowe herbaty, ekologiczne wina, zdrowe wypieki i dania obiadowe – na miejscu i na wynos.




Bazar odwiedziliśmy w minioną niedzielę. Latem zapewne znacznie bardziej tu gwarno, okres przedświąteczny jednak zapewnił bonus w postaci kiermaszu prezentów.

Obok smakołyków można było nabyć rękodzieło – ładne, nietuzinkowe drobiazgi w sam raz na prezent. Również w najbliższą niedzielę, 18 grudnia, będzie taka możliwość, więc jeśli jeszcze szukacie jakiegoś drobiazgu pod choinkę, zajrzyjcie na Hubską.






Oczywiście odwiedzając Browar, spróbowaliśmy bazarowego jedzenia. Skusiły nas przysmaki znanej nam miejskich wycieczek Kozackiej Chatki (lokal znajduje się na Wejherowskiej). Pyszne bliny z gęstą śmietaną, pierogi i różne inne ukraińskie i krymskie specjały zawsze smakują i można się nimi najeść.

Do picia polecamy przygotowywane na bieżąco soki lub, jeśli wolicie coś na ciepło, aromatyczne herbaty i kawy – stoiska z tymi napojami nigdy nie zawodzą.

Na wynos natomiast, do niedzielnej kawy, kupiliśmy sernik na stoisku z serami cypryjskimi. Ciasto okazało się strzałem w dziesiątkę. Pyszne, aksamitne, z chrupką posypką i owocami pod białkową pierzynką, umiarkowanie słodkie – po prostu wyśmienite! Jeśli będziecie na Bazarze, zakupcie koniecznie!




Wrocławski Bazar Smakoszy
Wrocław: Browar Mieszczański, ul. Hubska 44
w każdą niedzielę

Jarmarki bożonarodzeniowe | Dolny Śląsk

8.12.16
Aromat prażonych orzechów i grzanego wina miesza się z zapachem kiełbasy i kiszonej kapusty. Bombki i dzwoneczki, choinki i światełka, to wszystko pokazuje, że szykujemy się do Świąt. W niektórych miejscach rozpoczynamy te przygotowania bardzo wcześnie, bo gdy tylko znikną listopadowe znicze, w wielu sklepach pojawiają się świąteczne produkty. 

Świdnicka Kolęda / fot. UM w Świdnicy
Niedaleko w tyle pozostają miasta, które w chwilę później zaczynają prześcigać się w stawianiu choinek i ozdabianiu ulic, a ostatecznie organizowaniu na rynkach świątecznych i adwentowych jarmarków. Niektóre tak wcześnie, że nawet jeszcze przed Adwentem!

A jeszcze 10 lat temu jarmarki bożonarodzeniowie nieodmiennie kojarzyły się tylko z naszym zachodnim sąsiadem...

Chemnitz w sąsiedniej Saksonii / fot. gravitat-OFF cc-by
Budziszyński Jarmark Wacła­wa (od Wacława IV, który w 1384 roku nadał przywilej jego organizowania) rzeczywiście większość Niemców uważa za najstarszy. Nie ustępuje mu jednak zbytnio i Śląski Jarmark Bożonarodzeniowy w przygranicznym Goerlitz, na który najłatwiej dotrzeć uruchomionym od grudnia zeszłego roku bezpośrednim pociągiem Kolei Dolno­śląskich z Jeleniej Góry i Węglińca oraz Wrocławia.

Śląski Jarmark Bożonarodzeniowy w Goerlitz
fot. Wojciech Głodek / Przystanek Dolny Śląsk
Na jarmarku w Goerliz co roku nie braknie oryginalnych towarów, kulinarnych specjałów i atrakcyjnych warsztatów, które wybrani wystawcy przywożą z Czech, Saksonii i Dolnego Śląska. Na świąteczny program trwającego aż 17 dni jarmarku składają się przede wszystkim występy artystyczne, można zagrać w curling, stworzyć coś własnoręcznie w wozie do zabaw plastycznych, poczytać w namiocie-czytelni, zobaczyć zwierzątka w żywej szopce i spróbować, codziennie o 17, innego dania przygotowywanego przez jeden z 17 zespołów kucharskich.

Kolejnym świątecznym jarmarkiem, którego nie można nie odwiedzić, jest Kiermasz Adwentowy w Pałacu i na Folwarku Łomnica. Jeszcze kilkanaście lat temu nic nie zapowiadało, że zespół pałacowy w Łomnicy nie podzieli smutnego losu wielu dolnośląskich zabytków. Stało się jednak inaczej. Dokładnie pod koniec ubiegłego wieku pałac, a potem reszta majątku, powrócił do mieszkającej tam przed wojną rodziny von Küster. Urlich von Küster, którego babka urodziła się w Schloss Lomnitz, i jego żona Elisabeth przez prawie 10 lat pracowali nad przywróceniem świetności pałacowi i otaczającym go budynkom.

Kiermasz Adwentowy na Folwarku w Pałacu Łomnica
fot. Wojciech Głodek / Przystanek Dolny Śląsk
Obecnie majątek należy do jednego z bardziej zadbanych, a na pewno jest najbardziej otwartym pałacem w całej Dolinie Pałaców i Ogrodów. Poza działającym cały rok hotelem, dwoma restauracjami oraz kilkoma sklepikami, właściciele majątku co rusz zapraszają mieszkańców i turystów na weekendowe imprezy.

Jedną z najpopularniejszych, na którą przyjeżdżają wycieczki – głównie zza naszej zachodniej granicy – całymi autokarami, jest Kiermasz Adwentowy, trwający aż trzy weekendy. Kulinarne specjały, swojskie wędliny i sery łomnickie, regionalne rękodzieło i ręcznie robione ozdoby świąteczne prezentowane są głównie przez lokalnych wystawców. W sumie jeśli mielibyśmy sobie wy­obra­zić obraz dolnośląskiego dworku szlacheckiego w XXI wieku, to chyba właśnie tak.

Największy dolnośląski jarmark bożonarodzeniowy stawia oczywiście co roku Wrocław. Podobnie jak w innych europejskich miastach, także tu tradycja organizowania jarmarków sięga wczesnego średniowiecza, chociaż nie były to akurat jarmarki bożonarodzeniowe.

Choinka na Jarmarku Bożonarodzeniowym we Wrocławiu
fot. Wojciech Głodek / Przystanek Dolny Śląsk
Najstarsza wzmianka o wrocławskim targu pochodzi z 1149 roku, kiedy to książe Bolesław IV Kędzierzawy nadał benedyktynom z nieistniejącego już opactwa na Ołbinie prawo organizowania Jarmarku w dniu ich patrona św. Wincentego i osiem dni po nim.

Kolejne wrocławskie targi odbywały się już na lewym brzegu Odry w dniu św. Jana Chrzciciela, patrona Wrocławia, w dniu św. Elżbiety i w dniu św. Barłomieja. W Breslau, na wzór innych niemieckich miast, zaczęto organizować jarmarki bożonarodzeniowe stosunkowo późno, bo dopiero w początku XIX wieku.

Jak można było przeczytać w berlińskim "Zeitung für die elegante Welt. Mode, Unterhaltung, Kunst und Theater" w styczniu 1837 roku: tutejszy jarmark bożonarodzeniowy odróżnia się zewnętrznie od innych nie tylko handlem trwającym w budach wieczorną porą w świetle lamp, ale przede wszystkim tym, jak wielki skutek ma ta mała różnica na frekwencję o tej porze dnia. Ów jarmark stał się prawdziwym świętem mieszkańców miasta, a jego osobliwość wypływa z wewnętrznego stylu bycia wrocławian, jak i z ich jedynej w swoim rodzaju wrażliwości. Jest nierozerwalnym zespoleniem interesów rzemiosła i handlu z potrzebą rozrywki, jaką niesie ze sobą kupowanie prezentów. To czyni go odmiennym od wszystkich innych jarmarków.

Ostatni Kindelmarkt na wrocławskim rynku w 1903 roku (fragment pocztówki)
Tu warto wspomnieć, że słowo "Jarmark" trafiło do polszczyzny właśnie z języka niemieckiego, od wyrazu "Jahrmarkt", czyli targ doroczny. Niejako podobnie jak to słowo, w ostatnich kilkunastu latach do Polski trafiły z  Niemiec Jarmarki Bożonarodzeniowe. Wrocławski jarmark w Polsce otwarto po raz pierwszy w 2008 roku, nawiązując częściowo do przedwojennej tradycji.

Feria barw i ozdób świątecznych poraża zarówno w rynku, jak i na sąsiadujących uliczkach. Znajdziemy tutaj wszystko... wszystko, co w każdej dobrej galerii handlowej. Jeśli nigdy nie byliście we Wrocławiu na Jarmarku Bożonarodzeniowym, to koniecznie przyjedźcie. Warto raz to zobaczyć. Ale jeśli już byliście, to spokojnie możecie sobie darować kolejne odwiedziny, bo każdego roku wygląda dokładnie tak samo, zmieniają się tylko ceny. Są już niestety wyższe nawet niż u naszych zachodnich (zdecydowanie lepiej zarabiających) sąsiadów – w Goerlitz czy Budziszynie grzanego wina napijemy się już od 2 euro (czyli ok. 8-9 zł), a we Wrocławia za nie mniej niż 12 zł!

Drugim największym jarmarkiem na Dolnym Śląsku jest jarmark świdnicki, organizowany ostatnio wraz z cyklem imprez imprez okołoświątecznych pod wspólną nazwą Świdnicka Kolęda. W tym roku stanęło na nim prawie 50 drewnianych domków, w których znalazły się ozdoby choinkowe, światełka, stroiki, zabawki, również drewniane - ręcznie robione, miody, różnego rodzaju słodkości, tra­dy­cyjne wędliny, litewski chleb, oscypki, obwarzanki, oleje roślinne tłoczone na zimno, góralskie paputki, imienne skarpetki, dla kobiet srebrna biżuteria, galanteria skórzana.

Świdnicki Jarmark Bożonarodzeniowy / fot. UM w Świdnicy
Jest jeszcze kilka długich jarmarków, chociażby w Wałbrzychu, Legnicy, Świebodzicach czy Głogowie, który - skojarzony z dniem św. Mikołaja - właśnie się kończy. Na każdym z nich można kupić świąteczne pyszności i prezenty, zjeść smakowite pierogi czy zaopatrzyć się w choinkę. Jednak większość miejscowości decyduje się na jedno lub dwudniową imprezę w ostatni lub przedostatni weekend Adwentu.

I tak na przykład 11 grudnia magię Bożego Narodzenia można poczuć w Ścinawce Średniej gdzie pojawiają się zarówno polskie, jak i czeskie stragany. Stałym elementem tego jarmarku jest Stół Wigilijny Ziemi Radkowskiej, oddający kulturę oraz zwyczaje, kultywowane przez mieszkańców, które ich dziadkowie lub rodzice przywieźli z Podhala, Kresów i centralnej Polski.

Tydzień później warto zajrzeć do Zą­bkowicac Śląskich. Na ząbkowickim rynku kilkadziesiąt straganów wypełni się regionalnymi potrawami i rękodziełem prosto od lokalnych przedsiębiorców i  rzemieślników. Świąteczną atmosferę stworzą pierniki, miody, kartki, stroiki, ciasta, zabawki oraz wiele innych potraw, produktów i ozdób świątecznych.

Ząbkowicki Jarmark Bożonarodzeniowe / fot. UM Ząbkowice Śląskie
10 grudnia na warsztaty dekorowania bombek i wykonywania dekoracji choinkowych zaprasza Kudowa-Zdrój. W pijalni wód mineralnych oraz "Teatrze pod Blachą" staną stragany z rękodziełem polskich i czeskich artystów oraz regionalne produkty z aronii. W poprzednich latach nam szczególnie przypadły do gustu choinki wykonane z papieru i słomy, gdyż trudno było uwierzyć, że tak piękne rzeczy można zrobić z tak prostych materiałów.

W ostatni przedświąteczny weekend halę zabytkowego Domu Zdrojowego w Uzdrowisku Świeradów-Czerniawa wypełnią kolędy, regionalne ozdoby świąteczne i bożonarodzeniowe przysmaki w ramach corocznego Izerskiego Jarmarku Rękodzieła i Sztuk Wszelakich. Dwudniowy jarmark świąteczny w Hali Spacerowej, najdłuższym tego rodzaju obiekcie na Dolnym Śląsku, łączący dwa budynki Domu Zdrojowego, to nie tylko kulminacja przedświątecznej atmosfery w Górach Izerskich, ale szansą dla dolnośląskich artystów, by zaprezentować swoje prace: kartki, albumy, biżuterię, obrusy, bombki, stroiki, choinki i wiele innych. Na stoiskach można kupić unikatowe, ręcznie wykonane ozdoby świąteczne lub produkty codziennego użytku z naturalnych surowców, a także zobaczyć proces ich tworzenia i samemu podjąć taką próbę.

Lubański Jarmark Bożonarodzeniowy / fot. Łuzyckie Centrum Rozwoju
Będąc w Świeradowie-Zdroju, w sobotę warto zahaczyć o Lubań. W samym sercu polskie stolicy Łużyc już po raz kolejny kramarze zaoferują rozmaite smakołyki, zaczynając się od tradycyjnych wędlin, szynek, pasztetów, a kończąc na aromatycznych piernikach i przepysznych ciastach (także domowej roboty). Można będzie też podejrzeć niektórych rękodzielników przy produkcji ich wyjątkowych cudeniek.

W ostatni weekend przed Bożym Narodzeniem na wspólne świętowanie zaprasza nas Długołęka, gdzie przez cały dzień będzie można usłyszeć muzykę na żywo, a na wszystkich zmarzniętych będzie czekał gorący, aromatyczny grzaniec i co nieco z grilla. Zapraszają Jawor, Duszniki-Zdrój, Jelenia Góra i... zapewne jeszcze wiele innych miast i miasteczek Dolnego Śląska, gdzie nie zabraknie regionalnych produktów, bożonarodzeniowych pierników i świątecznych makowców czy gwiazdkowych ozdób z duszą, których próżno szukać w sieciowych sklepach. Jeśli tylko odwiedzicie któryś z nich lub taki o którym nie wspomnieliśmy, koniecznie o tym do nas napiszcie: smaki@przystanekd.pl

Właściwie to nieważne do którego, nawet z najodleglejszych krańców Dolnego Śląska w grudniu zajrzycie, wszędzie można poczuć atmosferę zbliżających się świąt. Bożonarodzeniowe światełka i aromat jedyny w swoim rodzaju, i może będzie właściwie brakowało tylko tego jednego co co roku... Śniegu! 

Ukraińskie smaki | Hortyca | Wrocław

1.12.16
Powojenne zmiany dolnośląskiego krajobrazu objęły całokształt życia społecznego, w tym także kuchnię. Rewolucja kulinarna, jaka wówczas zaszła, wprowadziła do dolnośląskich jadłospisów dania kresowe, a my, Dolnoślązacy, do dzisiaj lubujemy się w kresowych smakach. 



Nic więc dziwnego, że powodzeniem wielkim cieszą się u nas m.in. restauracje serwujące dania kuchni ukraińskiej. Jedną z nich jest Hortyca, zlokalizowana we Wrocławiu przy ul. Więziennej.

Jej nazwa nawiązuje do ukraińskiej wyspy – największej na Dnieprze, z której mieszkańcy tego kraju są bardzo dumni i dla których ma ona znaczenie niejako symboliczne, związane ze starożytnymi kultami. Tam bowiem stoi posąg starosłowiańskiego Chorsa, tam odnaleziono kamienny posąg skołockiej bogini z VII wieku p.n.e., tam też znajduje się kopiec - kurhan z czasów starożytnych. 

Kierowniczką lokalu jest mieszkająca od kilku lat w Polsce Ukrainka, która, postanowiwszy zaznajomić mieszkańców miasta z prawdziwą ukraińska kuchnią, otworzyła niewielką restaurację, serwującą przepyszne, starannie przygotowywane dania. W menu mnóstwo smaków: pielmieni, solianka, buraczki po kozacku, czebureki, ale też – wydawałoby się: dobrze nam znane – barszcz ukraiński i gołąbki, smakujące jednak nieco inaczej niż te, które robimy w domu.




W karcie właściwie nie ma dania, którego byśmy Wam nie polecili. Spróbowaliśmy już wielu przysmaków, bo Hortyca jest położona wygodnie, w centrum miasta; w miejscu, które latem stosunkowo szybko staje się zacienione, dzięki czemu można uciec przed palącym słońcem i schłodzić się zimnym pysznym ukraińskim piwem lub kwasem chlebowym, zimą zaś - kusi przytulnym i ciepłym wnętrzem. Dekoracje – od tych dużych po najmniejsze fragmenty – nawiązują do Ukrainy, charakterystycznych dla tego kraju barw, wzorów i przedmiotów.

Porcje w Hortycy nie są specjalnie duże, ale w sam raz na obiad, ceny zaś adekwatne do wielkości i jakości posiłku. Do tego przyjazna atmosfera, miła i szybka obsługa – gorąco polecamy!


Hortyca
Wrocław: Więzienna 18/1
codziennie od 12 do 22
20-25 miejsc, ogródek letni 15-20 miejsc


Obsługiwane przez usługę Blogger.