Featured

12/recent

Międzynarodowy Dzień Kawy | Dolny Śląsk

28.9.17
Kawa na przestrzeni wieków uważana była za napój elitarny i pospolity, smaczny i smaku pozbawiony, dobry i szkodliwy, czy wręcz – niebezpieczny. 29 września obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kawy. Gdzie go najlepiej uczcić na Dolnym Śląsku?

Na świecie kawa znana od zarania dziejów, do Polski dotarła dopiero pod koniec XVII wieku i zdobyła wielu zwolenników, ale też niemało przeciwników. Jeszcze w XVII wieku pisano wiele o jej szkodliwości, jednak już kilkadziesiąt lat później trafiła do podręczników medycznych jako... lekarstwo na schorzenia układu pokarmowego.


Dzisiaj wraca do łask, o prozdrowotnych właściwościach (spożywanej z umiarem) kawy rozpisują się naukowcy, a my jesteśmy coraz bardziej wyrafinowanymi smakoszami. Już nie wystarczy "rozpuszczalna czy sypana". Wiemy o kawie coraz więcej, chcemy wiedzieć, czy to Arabica (chociaż znanych jest ok. 60 odmian kawy, liczą się tylko dwie: Arabica i Canephora (Robusta), z których ta pierwsza jest bardziej ceniona), w zależności od pory dnia i upodobań zamawiamy espresso lub delikatną latte.

W ślad za naszymi gustami podążają zmiany w kawiarniach i innych lokalach gastronomicznych, z których znaczna część zamawia kawy specjalnie palone, wyselekcjonowane, dedykowane tylko swoim klientom. 29 września obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kawy.

Gdzie go najlepiej uczcić?

We Wrocławiu np. w Zenka Cafe. Do śniadania (które tutaj podają wyjątkowo smaczne) lub po śniadaniu warto się skusić i na espresso, i americano - są bardzo dobre. Do każdej kawy dodatkiem jest nie korzenne ciasteczko, do jakiego już przywykliśmy ostatnimi laty, a pyszna krówka.

Inna propozycja to FC Caffe, gdzie kawy dostępne są przeróżne, od „zwykłego” espresso po waniliowe latte. Warto zaznaczyć, że jest mleko sojowe dla tych, co wolą je od krowiego, są też kawy specjalne, w tym jedna z naszych ulubionych serwowanych jesienią: z kasztanowym posmakiem i dodatkiem kardamonu...

Aromatyczną kawę dostaniecie także w CIŻ Cafe, w której warto zamówić zwłaszcza kawę parzoną z użyciem drippera. Co ważne – kawa ta zostanie dobrana w zależności od waszych upodobań – powiecie, czy wolicie delikatną czy bardziej wyrazistą, łagodną w smaku czy raczej – ostrzejszą i dopiero później dripper trafi na Wasz stolik.



Opuszczając ścisłe centrum, warto zajrzeć np. do Gold Cafe – kawiarenki znajdującej się na Karłowicach. Jeśli lubicie tradycyjne kawiarniane wnętrza, przytulny wystrój i spokojną atmosferę niedzielnego popołudnia, jest to miejsce dla Was wymarzone. Jeśli jesteście miłośnikami aromatycznej kawy, również zdecydowanie możemy Wam Gold Cafe polecić. A do niej koniecznie zamówcie kawałek pysznego ciasta.

Nie zapomnijcie też o Black Point Cafe, zlokalizowanej na wrocławskiej Leśnicy. Ta niepozorna kawiarenka serwuje tak doskonałą kawę, że w Międzynarodowym Dniu Kawy nie sposób o niej zapomnieć. A wyjątkowej kawie (np. z dripa) towarzysząły przepyszne ciasta, w tym zdecydowanie nasze ulubione wegańskie brownie.

A poza Wrocławiem? 

Szugar Bejb Cafe w Wałbrzychu, która wprawdzie znajduje się przy ruchliwej ulicy, jednak przyjemne, wypełnione ładnymi przedmiotami wnętrze pozwala nam na chwilę zapomnieć, że tak naprawdę znajdujemy się w środku dużego miasta. Uwagę przykuwa śliczna stylizowana zastawa, w której podawana jest bardzo dobra kawa.

Może być też Bristolka w Jeleniej Górze. Lokal wręcz kultowy, poza niezłą kawą zamówicie tu wyborne ciasta, a i lokalizacja przy stosunkowo często uczęszczanym zarówno przez turystów, jak i mieszkańców deptaku ma swoje zalety.



Ciekawym miejscem na świętowanie będzie też Dom Klahra w Lądku-Zdroju. Pysznej, świeżo parzonej kawie, jaką tutaj serwują, doprawdy trudno się oprzeć. A tym, co zamiast na lądeckim rynku wolą wypoczywać nieco bliżej centrum uzdrowiskowej części, polecamy Drugie życie książek. Można tutaj coś ciekawego poczytać, a jak wiadomo najlepszym towarzyszem dobrej książki jest takie właśnie księgarnio-kawiarnie i czytelnio-kawiarnie są miejscem wymarzonym. Kawiarnia w Bibliotece "Drugie życie książek" w Lądku-Zdroju powinna stać się obowiązkowym przystankiem w podróży po Dolnym Śląsku dla wszystkich, którzy lubią czytać i delektować się pyszną kawę.

Skoro jesteśmy już przy uzdrowiskowych kawiarniach, warto wspomnieć o Etcetera Resto Bar w Kudowie-Zdroju. Chwalą się, że mają najlepszą kawę w mieście. I może coś w tym jest, bo rzeczywiście nam smakowała. Do kawy spory wybór rozmaitych słodkości, smaczne ciasta, lody, jogurt z musem i nieco zdrowsze owocowe sałatki dla tych, co dbają o linię i eliminują z diety cukier.

Oczywiście nie sposób też nie wspomnieć o cudownej Herbaciarni Teatralnej w Szczawnie-Zdroju. Wchodząc do tego lokalu, przenosimy się do innego świata. Takiego, w którym czas płynie wolniej (a odmierzają go maleńkie klepsydry stawiane na stolikach obowiązkowo przy każdym czajniku herbaty), a smaki i zapachy budzą wspomnienia (bądź marzenia) o dawnej domowej kuchni, niespiesznie przygotowywanych specjałach i wnętrzach urządzanych z dbałością o każdy najmniejszy szczegół. Cudownej atmosfery dopełniają delikatne odgłosy domowej krzątaniny: odwiedziliśmy lokal wieczorem, gdy przygotowywano już wypieki na następny dzień. Poza zwykłą, czarną kawą napić się tutaj też możecie kawy zielonej.



Inna propozycja to Marina Cafe Bar w Głogowie, czyli miejsce które oferuje, poza smakołykami i pyszną kawą, ładne widoki. Można stąd popatrzeć na Odrę i Zamek Książąt Głogowskich. Jest to też idealne miejsce dla miłośników kolei, bo dokładnie pod zamkiem - na wprost mariny - przebiega linia kolejowa nr 273 z Wrocławia do Szczecina, zwana popularnie "Nadodrzanką".

Dla miłośników kolei i kolejowych linii mamy też inny pomysł jeszcze – to Kolejowe Bistro w Jaworzynie Śląskiej. Lokal odwiedziliśmy wcześnie rano, więc oferta była jeszcze niezbyt bogata, jednak nie pozwolono nam wyjść bez niczego. Dostaliśmy kawę i ciacho. Prawdziwą kawę (sypaną, parzoną w też nieczęsto już spotykanym ekspresie przelewowym) i prawdziwe domowe ciacho. Pycha!

A skoro już przy kolejowych tematach jesteśmy, nie mogło zabraknąć w zestawieniu noworudzkiej Białej Lokomotywy. Prowadzony przez mistrza baristyki (choć sam o sobie mówi, że jest bardziej czarodziejem niż baristą), od 30 lat związanego z Nową Rudą Leszka Kopcio lokal słynie z charyzmy właściciela, kawy oraz przytulnego wystroju niewielkiego wnętrza, na który składa się m.in. kolekcja różnorodnych małych łyżeczek. Warto zajrzeć latem – można skorzystać z miejsca na tarasie, przez co jest większa szansa, że się zmieścimy, bo w środku znajdują się raptem 4 stoliki (wśród nich ten szczególny, z białą lokomotywą). A gości w Białej Lokomotywie nie brakuje. Można zamówić po prostu zwykłą kawę, ale można też powiedzieć, jakie smaki się lubi, ceni i wtedy otrzymuje się specjalnie dla siebie przygotowaną. Czasami zaskakującą: z żołędziami, z szafranem, z ogórkiem… Bez względu na użyte dodatki kawa jest fantastyczna. A umiejętny dobór tych dodatków oraz niebanalne ich łączenie stanowi o przewadze tego lokalu nad wieloma innymi, które też serwują dobrą kawę.

To jednak nie koniec. Otóż chcemy Wam polecić jeszcze kawiarnię Lotos w Kamiennej Górze. Przestępując próg tego niepozornego (z zewnątrz) lokalu trafiamy do przytulnego mieszczańskiego saloniku, w którym przy niewielkim stoliku w rogu możemy zanurzyć się w miękkim i oddać przyjemności spożycia niespiesznie przygotowanej pysznej kawy.



Zwykle bardziej przekonujące są dla nas „babcine” kawiarenki lub cukiernie o wieloletniej tradycji, jednak chcemy też zachęcić do odwiedzenia np. Ameretto Gelato Cafe. Ten lokal w Świdnicy ma może plastikowe krzesełka, ale ten lekki dyskomfort z nawiązką wynagrodzi wenecka kawa cafe del doge, której nie ma w żadnym innym świdnickim (i nie tylko) lokalu.

Perfekcyjną kawę podaje też, jak na lokal z taką nazwą przystało, Caffe Perfetto w Kłodzku. Napić się tutaj możemy włoskiej Cafe Vergnano, stanowiącej połączenie arabiki [85%] i robusty [15%], której to domieszce zawdzięcza charakterystyczny lekko kwaskowaty smak i delikatną kremową piankę. Poza klasycznym espresso i często zamawianym cappuccino, znajdziemy również inne propozycje, niektóre bardzo ciekawe – mieszanki kawy z likierami i innymi dodatkami. Oko cieszą pięknie udekorowane filiżanki tego niezwykłego czarnego napoju.

A na koniec (choć wcale nie dlatego, że najmniej polecamy) – La Kaloria w Szklarskiej Porębie. Kawa w smaku fantastyczna, do tego jest możliwość zamówienia nie tylko klasycznej wielkości z ekspresu (która często za szybko się kończy), ale także wersji powiększonej. Biorąc zaś pod uwagę rozmiary ciast, zdecydowanie polecamy wybór tej drugiej właśnie.

A Waszym zdaniem – gdzie najlepiej świętować Międzynarodowy Dzień Kawy?

Pizza z widokiem na rynek | Piekielny Kupiec | Wrocław

21.9.17
Kto z nas nie lubi pizzy? A jeśli jeszcze jest niedroga, smaczna i oferuje miejscówkę charakteryzującą się przyjemnym dla oka widokiem, to z pewnością będzie popularnym, często odwiedzanym miejscem.

I taki właśnie jest wrocławski Piekielny Kupiec, o którym dzisiaj kilka słów. Ta pierwsza, założona w 1977 roku (!) wrocławska pizzeria, od wielu lat przyciąga tłumy mieszkańców i turystów.

Wprawdzie receptura, smak i nazwy wypiekanej pizzy uległy od tamtego czasu zmianie już kilka razy, jakość pozostaje na niezmienionym wysokim poziomie. Pizza jest przygotowywana na średnio grubym cieście, podawana w jednym tylko rozmiarze (26 cm), w kilkunastu za to smakach. Bardziej amerykańska niż włoska, ale nam (i nie tylko, sądząc po tłumach zadowolonych klientów) bardzo smakuje. Szczególnie Kupiec i Waćpanna, ale wiele innych również zasługuje na uwagę.

Wprawdzie mało kto przychodzi chyba do Kupca na inne niż pizza jedzenie, ale dla porządku warto dodać, że w ofercie także sałatki i zapiekane makarony. Co wśród zalet? Fajne miejsce (pizzeria położona jest w Rynku) i niska cena (pizza kosztuje kilkanaście złotych). Do tego też relatywnie tanie piwo. A wady? Chyba przede wszystkim taka, że trochę jest w Kupcu za mało miejsca.

Ale w końcu zawsze udaje nam się ten wolny stolik znaleźć – spróbujcie i Wy!




Pizzeria Piekielny Kupiec
Wrocław: Rynek 46/47
codziennie od 11:30 do 24
15-20 miejsc, ogródek letni 20-25 miejsc, popołudniu i w dni wolne trudniej o miejsce
pizza 26 cm (niezależnie od rodzaju) - 16 zł, sałatki/makarony - 14/15 zł, piwo od 7,50 za 0,5, kawa od 7 zł, herbata od 6 zł

Czech w Polsce | Česká Beseda | Trzebnica

14.9.17
Z czym kojarzymy czeską kuchnię? Zapewne większość z nas na tak zadane pytanie odpowie, że z knedlikami i smażonym serem. I zarazem będzie, i nie będzie miała racji. Bo pysznych i sycących czeskich dań jest wiele, a knedliki i ser w panierce wcale nie są wśród nich najważniejsze. 


Aby przekonać się, co jedzą Czesi, zajrzeliśmy ostatnio do restauracji Česká Beseda Beseda w Trzebnicy. Oczywiście – zamówiliśmy knedle z gulaszem (te były z ciasta drożdżowego, poza którym do wyrobu knedli Czesi używają również ciasta ziemniaczanego). Danie spełniło oczekiwania z nawiązką – już dawno nie mieliśmy okazji jeść tak smacznego gulaszu (piwnego), zaś knedle smakowały jak u naszych południowych sąsiadów.

Spróbowaliśmy także drobiowych polędwiczek (świeże smaczne mięso, delikatna panierka; polędwiczki nie ociekały tłuszczem, podobnie zresztą jak towarzyszące im frytki – pycha!) podawanych z sałatką morawską, której głównym składnikiem jest czerwona kapusta. Polędwiczki, sałatka i frytki to zestaw zwany "Strakonicky talerz".



Inne jednak danie skradło nasze serca (bo przez żołądek tam właśnie się trafia, jak powszechnie wiadomo). Była nim "Kaczka po szumawsku". Przede wszystkim docenić należy sposób przyrządzenia mięsa. Było delikatne i soczyste (a nie przesuszone, co jest zmorą „restauracyjnych kaczek”), z cudownie przypieczoną skórką.

Przygotowana po szumawsku kaczka nadziewana jest orzechami i owocami marynowanymi w porto. Mięso podane było na cieście filo z karmelizowaną czerwoną cebulą, szafranem i z towarzyszącym kremem z batatów. Danie nie tylko idealnie smakowało – docenić należy też estetykę podania (popatrzcie na zdjęcia!).

"Kaczka po szumawsku" była jednym z dań specjalnych – tych, które nie są stałymi pozycjami w menu Czeskiej Besedy, a stanowią okazjonalne przysmaki serwowane przez szefa kuchni, który z równą pasją gotuje i opowiada o jedzeniu. František Tlach, bo o nim mowa, stworzył autorskie menu, które ciągle udoskonala i chętnie poznaje opinie gości na temat serwowanych dań. Kontynuator rodzinnych tradycji (związki z branżą gastronomiczną sięgają trzech pokoleń wstecz), specjalizuje się nie tylko w typowo czeskiej kuchni, ale także - jej połączeniu z kuchnią tyrolską.

Pan František opowiedział nam o przygotowywanych przez siebie potrawach i stąd wiemy, że czeska kuchnia jest różnorodna i bogata, że na Święta Bożego Narodzenia serwuje się specjalną kiełbasę z rieslingiem, którą się tylko piecze, zaś nie wolno jej gotować i że takim świątecznym też daniem jest opisana wyżej kaczka.

Właśnie w Czeskiej Besedzie to bogactwo czeskiej kuchni można odkrywać, do czego gorąco Was zachęcamy!



W menu znajdziecie poza wspomnianymi tutaj daniami jeszcze chociażby wędzone żeberka piwne z czeską musztardą, ogórkiem i pieczywem, „katŭv šleh” (polędwica wieprzowa, pieczona papryka, kapary, pepperoni i ćwiartki ziemniaków) czy „šumavská topinka”, czyli smażony chleb, jajko i „strugany” ser.

Czeski lokal nie może się obyć bez piwa – gwarantujemy, że i pod tym względem jest w czym wybierać. Na kranach m.in. Poutnik, Regent i Dudak. W karcie pojawiają się także wina – i to czeskie (co dla wielu kojarzących naszych południowych sąsiadów tylko z piwem może być nie małym zaskoczeniem)! Można zamówić Frankovkę (czerwone) czy Veltlinske zelene (białe).

Na pewno jeszcze nieraz do Czeskiej Besedy zajrzymy i polecamy Wam również odwiedziny w tym miejscu.


Česká Beseda
Trzebnica: ul. Tadeusza Kościuszki 18A (róg Prusickiej)
od wtorku do niedzieli od 13 do 22, w piątki i soboty do 24, w niedziele do 21; kuchnia do 21, w niedziele do 20
40-50 miejsc, ogródek letni 20-25 miejsc, strój nieformalny, w niedziele wskazana wcześniejsza rezerwacja
przystawki od 9 zł, dania główne od 23 zł, menu lunchowe (w tygodniu) 19 zł, desery od 8 zł, piwo od 7 zł za 0,5, wino 12 zł za 0,15

Miasto Ogórków | Legnica

7.9.17
Ogórek to warzywo, którego zalety doceniamy w niejednej sytuacji. Świetny na letnie upały tak w chłodniku, jak i serwowany jako dodatek do drinka, znakomity w wersji konserwowej i zdrowy w wersji kiszonej…

Nic więc dziwnego, że w różnych miejscach doczekał się sobie poświęconych imprez i świąt. Takie właśnie święto organizuje Legnica. Już od końca XVIII wieku właśnie ogórek stanowił jeden z bardziej charakterystycznych symboli Legnicy, przez co zyskała miano Gurkenstadt (miasto ogórków).

fot. archiwum UM Legnica
W tym okresie wokół miasta rozwijał się m.in. przemysł przetwórczy: w 1770 roku powstała firma J. Grolicha, w zakładach przy dzisiejszej ul. Stromej mieściła się wytwórnia ogórków kiszonych, konserwowych, marynowanych, korniszonów i kiszonej kapusty. W drugiej połowie XIX wieku przetwórstwem tych warzyw zajęły się inne legnickie firmy, m.in. O. Puchera, E. Peikerta, E. Kukuliesa, później jeszcze G. Sobansky’ego. Organizowano również targi ogrodnicze, na których ogórków też nie brakowało.

W pierwszym latach XX w. Legnica była bodajże najważniejszym producentem tych warzyw nie tylko na Śląsku ale także w całych wschodnich Niemczech. Z tego też czasu pochodzą humorystycznie nawiązujące do tego faktu liczne pocztówki, ukazujące miasto przez pryzmat najprężniej rozwijającej się branży.






W roku 2017 Legnica odwołała się do tej tradycji w dniach 1-3 września, kiedy odbyło się po kilkuletniej przerwie „Święto Ogórka”. Chleb ze smalcem, piwo, muzyka oraz oczywiście ogórki to elementy współtworzące tegoroczny Legnicki Festiwal Piwa połączony ze Świętem Ogórka. Mamy nadzieję, że na stałe wpisze się w tradycję kończących wakacje imprez.











fot. archiwum UM Legnica

Obsługiwane przez usługę Blogger.