Featured

12/recent

Przestrzeń w Parku Szczytnickim | Wrocław

25.8.16
W wielkim mieście często narzekamy na brak przestrzeni. Jest głośno, gwarno, duszno; brakuje miejsca, w każdą najdrobniejszą szczelinę wciskają się biurowce i budynki, każdym wolnym obszarem przechodzą i przejeżdżają ludzie.


Ta ciasnota szczególnie dotkliwa jest latem, gdy słońce, ciepły wiatr i długie wieczory kierują nasze myśli ku odległym zakątkom, dzikiej przyrodzie i wypoczynkowi.

Jeśli nie zawsze możemy sobie pozwolić na krótki nawet wyjazd, warto znaleźć sobie miejsce do relaksu w swojej najbliższej okolicy. Nam udało się ostatnio na takie trafić – odkryliśmy Przestrzeń. Znajduje się ona przy zbiegu ulic Paderewskiego i Mickiewicza. Jest miejscem, w którym każdy dobrze się poczuje i znajdzie dla siebie jakąś rozrywkę. Jest to duży ogrodzony plac, na którym poustawiano stoliki, krzesła i leżaki.




Można wypożyczyć jakiś drobny sprzęt sportowy (badminton), szachy lub planszówki, można przyjść z własnym. Dzieciaki mają piaskownicę i spory obszar do biegania, dorośli – wygodne miejsca do siedzenia, leżenia i wypoczynku. Można tutaj wypić sobie piwo, pyszny sok, aromatyczną kawę lub orzeźwiającą lemoniadę. A do tego zjeść smaczne domowe ciacho.

Dla tych zaś, którzy zgłodnieją i zamiast słodyczy będą woleli sięgnąć po nieco bardziej treściwe danie, również coś się znajdzie. Na miejscu rozstawia się 66 American Burger oferujący, naszym zdaniem, jedne ze smaczniejszych burgerów we Wrocławiu. Przestrzeń odwiedziliśmy trzy razy, za każdym razem próbując innego burgera z oferty – nie zawiedliśmy się ani razu. Proste zestawy, klasyczne dodatki, ale przede wszystkim dobre składniki – świeże warzywa i dobrej jakości mięso są gwarancją naprawdę dobrego smaku.


Co jeszcze oferuje Przestrzeń? Dobrą muzykę, plenerowe kino (z naprawdę świetnymi filmami!), miejsce na przyjemne, leniwe popołudnie we dwoje lub przyjemną imprezę ze znajomymi. A wszystko to w otoczeniu pięknych, starych dębów...


Przestrzeń
al. Paderewskiego 35 (wejście od ul. Mickiewicza)
codziennie od 13 do 22, w weekendy od 12 do 24
ogródek letni 50-60 miejsc

Wafle z uzdrowiska | Londofino | Lądek-Zdrój

18.8.16
Przebywający na leczeniu w uzdrowiskach kuracjusze oraz odwiedzający je turyści od zawsze wracali z pamiątkami. Bywały one różne, zaś wpływ na ich różnorodność miały: położenie geograficzne, sezonowa moda i lokalne tradycje. 


Nie inaczej jest i dzisiaj; mimo że zalewa nas potok jednakowych, uniwersalnych gadżetów pamiątkowych, da się w całym gąszczu znaleźć przejaw pomysłowości, lokalnych uwarunkowań lub po prostu oryginalności.
Któż z nas bowiem jest w stanie oprzeć się pokusie zakupu drobiazgu, pamiątki – wspomnienia, małego przedmiotu przywołującego wspomnienia? 


Oczywiście najczęściej zbierają one później kurz, są przesuwane w coraz to inne miejsca, by w końcu trafić do pudła, ustępując miejsca nowym bibelotom. Wśród pamiątek zdarzają się jednak i takie, które nie zostają z nami na zawsze; modna obecnie turystyka kulinarna przyczyniła się jeszcze do ich popularyzacji. W efekcie w wielu miejscach możemy dzisiaj nabyć w charakterze suweniru jakiś lokalny przysmak. Na przykład coś słodkiego. 


Taką słodycz proponuje m.in. uzdrowisko Lądek – Zdrój. Wśród wielu innych (pijałki, figurki, kosmetyki) pamiątkowych towarów znaleźć możemy także Londofino. To słodkie kruche wafle z nadzieniem w czterech różnych smakach. Idealne, by o miejscu nie zapomnieć zaraz po wyjeździe, ale też – by nie zajmować miejsca na półeczce zbyt długo; jak znalazł do jesiennych i zimowych kaw i herbat, gdy wieczorową porą, ogrzewając dłonie kubeczkiem gorącego napoju, wspominamy radość budzącej się do życia przyrody lub długie beztroskie letnie wieczory.

My w Lądku-Zdroju nabyliśmy wafle o smaku czekoladowym. Jakie były nasze Londofino? Rozpływające się w ustach, z delikatnym acz wyraźnym smakiem czekolady, ładnie opakowane i dość długo w tym opakowaniu zachowujące świeżość. Wypróbowawszy je zgodnie uznaliśmy, że kolejna wizyta w tym uroczym uzdrowisku nie obędzie się bez zakupu nstępnego opakowania wafelków, tym razem może orzechowych. Tym bardziej, że długie zimowe wieczory tuż tuż...




Dodajmy, że takie słodkie pamiątki są popularne także m.in. w sąsiednich Czechach, gdzie wiele miejscowości turystycznych oferuje specjalne edycje smacznych wafelków. Nam się podoba, że Lądek-Zdrój ma swoje, w opakowaniu z lądeckim, przywołującym wspomnienia widoczkiem...



Zdrój "Wojciech"
Lądek-Zdrój: plac Mariański 13
codziennie od 8 do 19

Obiad w Domu Królewskim | Kredens Sudecki | Lądek-Zdrój

11.8.16
Willa Cecylia to pensjonat wybudowany w 1801 roku przez generałową von Rotkirch w centrum części uzdrowiskowej Lądka-Zdroju, później zakupiony przez lekarza zdrojowego A. Forstera. W domu tym w lipcu i sierpniu 1813 roku mieszkał przebywający na kuracji w Bad Landeck król pruski Fryderyk Wilhelm III. Tu też prawdopodobnie spotkał się z carem Rosji Aleksandrem I. Na upamiętnienie tego wydarzenia od 1813 aż do 1945 roku pensjonat nosił nazwę Königshaus (Dom Królewski).


Willa Cecylia do dziś działa jako obiekt noclegowy, więc zawsze możemy zanocować tam, gdzie spał Fryderyk Wilhelm III. Niestety nie położymy się już na tym samym łóżku, wokół nas także nie będą znajdować się już oryginalne meble z których korzystał król, jednak i dzisiaj całość jest urządzona w stylu nawiązującym trochę do dawnej świetności. Tym razem jednak zainteresowały nas nie tyle wygodne łoża, ile znajdująca się na parterze restauracja.

Jest niewielka i w środku nieraz trudno znaleźć miejsce. Szczególnie w zimie. Latem natomiast z opresji ratuje nas ogródek na tarasie. Rozpościera się z niego widok na Park Świętojerski i kapliczkę św. Jerzego. Spoglądając w drugą stronę można natomiast podziwiać zakład przyrodoleczniczy oraz obserwować turystów i kuracjuszy podążających do centrum parku zdrojowego, które jest tuż za rogiem.



Restauracja nosi teraz nazwę „Kredens Sudecki”, choć podobno jeszcze parę lat temu było to „Milimoi”. Nam jednak ta dzisiejsza pasuje dużo bardziej, bo oddaje w pełni to, co znajdziemy w karcie: potrawy kuchni polskiej i regionalnej. Świeże i smaczne jedzenie, prawdziwa domowa kuchnia, swojsko, niespecjalnie wykwintnie, ale przyjemnie.




Przy okazji naszej ostatniej wizyty w Lądku-Zdroju zamówiliśmy schabowego i zupę dnia oraz pierogi, które to dania bardzo nam smakowały. Godne uwagi są też ponoć kartacze lądeckie, jednak tym razem się skończyły. Mamy nadzieję, że zdążymy na nie przy następnym wyjeździe do tego uroczego uzdrowiska!

Kredens Sudecki
Lądek-Zdrój: ul. Orla 1
codziennie od 10 do 22
15-20 miejsc, ogródek letni 15-20 miejsc

P.K.P. Pyszne Kurcze Pyszne | Gliwice

4.8.16
Dzisiaj mamy nie lada gratkę dla wszystkich, którzy lubią lokale z pomysłem, dobre jedzenie i …pociągi.


Zapraszamy do P.K.P. w Gliwicach!

Gliwice to położone na Górnym Śląsku miasto, które warto odwiedzić z co najmniej kilku powodów. Piękna zabudowa, interesujące zabytki, najkrótsza w Polsce (a może i Europie) linia tramwajowa, słynna drewniana radiostacja i liczne muzea zapewnią rozrywkę na kilka dni.

My odwiedziliśmy Gliwice w ubiegłym miesiącu i miasto zrobiło na nas pozytywne wrażenie. Będąc w Gliwicach, na obiad wybraliśmy się – jak na miłośników szynowego transportu publicznego przystało – do P.K.P.

Skrót wprawdzie pochodzi od nazwy Pyszne Kurczę Pyszne, ale skojarzenie z pociągami nie jest przypadkowe.



Przed wejściem mrugają do nas kwiatki z rabatek ułożonych na podkładach kolejowych, zaś po wejściu trafiamy do innego świata. Świata, w którym pociągi są najważniejsze.

Wzdłuż ścian lokalu ułożono tutaj 120 metrów torów, po których poruszają się modele kolejki, w tym między innymi duża lokomotywa z wagonem towarowym, którym do naszych stolików dowożone są zamawiane napoje. Można też spotkać tramwaj – słynną gliwicką „czwórkę”.


Wokół mnóstwo modeli lokomotyw, kolejek, wagonów, do tego liczne pamiątki związane z koleją; wystrój bowiem nawiązuje do historii wąskotorówki Gliwice-Racibórz. Nie zdziwi was zatem, że dania w menu też swoimi nazwami jak: śledź kolejarza czy pociąg do jelenia.

Ale są także polędwiczki po gliwicku i kufel raciborski, które to dania zamówiliśmy my i do dzisiaj nie możemy zdecydować, jakie z tych dwóch bardziej nam smakowało. Wszystko świeże i smaczne, ładnie (i z pomysłem) podane, a porcje całkiem słuszne. Ceny niewygórowane, a do tego przemiła obsługa.



W karcie dań dużo potraw z kurczaka, zupy (szpinakowa, rosół, bocznica), są także specjalne dania dla dzieciaków (te jednak i tak są tak zaabsorbowane kolejką, że mało zwracają uwagi na jedzenie). Wszystko to razem sprawia, że możemy tylko żałować, że Gliwice tak daleko od Wrocławia leżą, bo w przeciwnym wypadku częściej moglibyśmy odwiedzać ten świetny lokal!
P.K.P. Pyszne Kurcze Pyszne Restauracja
Gliwice: Jasnogórska 14A
codziennie od 10 do 22, w weekendy od 12
60-80 miejsc, ogródek letni 30-40 miejsc












Gdzie jadała księżna Daisy… | Punkt G | Pszczyna

28.7.16
Mary Theresa Olivia Cornwallis-West, znana lepiej jako Księżna Daisy von Pless, mieszkała w zachwycającym nas do dzisiaj i często odwiedzanym Książu, jednak wiele czasu spędziła także w Pszczynie i to tam położony pałac szczególnie polubiła. Wtedy bowiem Śląsk był jeden, toteż arystokracja siedziby swoje rozrzucone miała po nim całym.



Podążając śladem jednej z najbardziej znanych śląskich arystokratek, opuściliśmy ostatnio granice dolnego Śląska i odwiedziliśmy właśnie Pszczynę.

Obejrzeliśmy piękny pałac, urokliwy rynek i oczywiście spróbowaliśmy pszczyńskich specjałów. Naszą uwagę przykuł deser księżnej Daisy (oficjalny przysmak tego miasta podawany w kilku lokalach), czyli specjalnie przygotowane „jabłko z książęcego sadu" w sosie czekoladowym, nadziewane orzechami, podawane - w zależności od pory roku - na ciepło bądź zimno, ale szukaliśmy przede wszystkim miejsca na obiad.

Zdecydowaliśmy się na Punkt „G”astronomiczny. Sobotnie letnie popołudnie, w większości ogródków zajęte były pojedyncze stoliki, tutaj: prawie komplet, ale udało nam się zająć niewielki, przeznaczony dla dwóch osób, stolik pod oknem. Zamówiliśmy po szklance orzeźwiającej mrożonej herbaty (opracowanej wg sekretnej „g”-receptury) i zajęliśmy się studiowaniem menu.



Okazało się, że menu Punktu nie jest szczególnie rozbudowane, ale po wielu rozmaitych doświadczeniach z bogatymi kartami dań takie niewielkie poczytujemy raczej za zaletę niż wadę lokalu. Szybko podjęliśmy decyzję i złożyliśmy zamówienie.

Pozostając w owocowych książęcych smakach zdecydowaliśmy się na burger z gruszką („G”ruszka burger), podawany w komplecie z frytkami. Co tu dużo pisać. Jest pyszny. Bardzo dobre mięso, smacznie przyrządzone, połączenie z przyprawami i słodką gruszką  daje niecodzienny, zachwycający efekt smakowy. Frytki zdecydowanie najlepsze z jedzonych do tej pory (a możecie nam wierzyć, zjedliśmy ich niemało): bez ściekającego po palcach tłuszczu, świeże, pachnące, po prostu smaczne.


Drugim ze spróbowanych przez nas dań był makaron ze szpinakiem, czyli potrawa nieco lżejsza, acz nie mniej smaczna. Makaron przygotowywany na miejscu, wszystko świeże i pachnące, do tego posypane przepysznym serem… Poezja.


Obsługa miła, szybka i nienachalna, porcje słuszne, wystrój nowoczesny, nieprzytłaczający, ceny zaś może niespecjalnie niskie, ale w stosunku do jakości serwowanych potraw – niewygórowane.


Za czasów księżnej Daisy lokale, dania i zwyczaje kulinarne były nieco inne. Jednak zważywszy na jej nietuzinkowy charakter, zamiłowanie do nowości i ciągły bunt przeciwko sztywnej dworskiej etykiecie i konwenansom jesteśmy pewni, że gdyby żyła dzisiaj, z pewnością podobałoby jej się eksperymentowanie ze smakami i jadałaby w Punkcie „G”astronomicznym. I Was również do tego zachęcamy. 


Punkt "G"astronomiczny Bistro&bar
Pszczyna: ul. Bankowa 1
codziennie od 11 do 21, w piątki i soboty do 23
20-30 miejsc, ogródek letni 20-25 miejsc
Technologia Blogger.