Featured

12/recent

5 smaków jesieni | Dolny Śląsk

19.10.17
Czym smakuje jesień? Czy szarugę za oknem można ocieplić kulinarnymi smakołykami? Co dla Was najważniejszym smakiem jesieni - grzyby, dynie, a może swojskie jabłka?


Grzyby, mimo że dzięki ocieplającemu się klimatowi, pojawiają się w lasach coraz wcześniej, nadal nie odparcie kojarzą się z jesienią. Mazurkowa Chata w Jeleniej Górze wychodzi, oprócz tradycyjnego placka po węgiersku, z propozycją nowego oryginalnego dania - połączenie polędwicy, sosu pachnącego grzybami i tradycyjnych placków ziemniaczanych. Te pyszne polędwiczki wieprzowe z sosem grzybowym na plackach ziemniaczanych można w karcie znaleźć pod nazwą Rarytasik na kartoflanych placach.


Ceska Beseda, jak na czeski lokal przystało, nawiązuje jesienią do tradycji piwnych. Wszak czy jesienią nie kojarzy nam się również Oktoberfest? Propozycja trzebnickiej restauracji to Przysmak Piwowara czyli pieczone, marynowane polędwiczki drobiowe prosto z pieca w towarzystwie koktajlu sałat wraz z ćwiartkami ziemniaków. Wszystko to oblane pikantnym sosem borówkowym oraz czosnkowym.


Od zawsze też jesienią cieszyły się popularnością gorące dania jednogarnkowe, określane często mianem ajntopów, które mają rozgrzać wszystkich powracających do domu. Jedną z takich potraw jest Płow w kociołku oferowany przez wrocławską Hortycę. To przysmak kuchni ukraińskiej, mocno doprawiony ryż z mięsem i warzywami, o którym wspominał już Henryk Sienkiewicz w "Ogniem i mieczem" pisząc, iż na stole piętrzyły się góry świniny, wołowiny i tatarskiego piławu, w całej zaś izbie pachniała wódka prośnianka, nalana w srebrne konwie.


I o ciepłych alkoholach na tę ciemniejszą i często pozbawioną słońca porę roku zapomnieć nie można. Gdy przyjdzie zimny i deszczowy wieczór, warto nieco rozgrzać zziębnięte nosy i dłonie ciepłym napojem. W jeleniogórskim Kuciu Smaku, dawnej Kuźni Smaku warto zamówić grzane piwo, które jest niepowtarzalne. Podany w dużym kuflu z grubego szkła grzaniec staropolski jest przepyszny, a dodatkowo cieszy oko wyglądem. Nie wolno go tylko mieszać za szybko - o czym zazwyczaj przypominają kelnerki - bo wykipi!


Dary jesieni to także owoce. Przychodzi czas na dynie, śliwki, gruszki i jabłka. Nadają się idealnie na przeróżne przetwory, które będą nas potem cieszyć do wiosny. Ci bardziej niecierpliwi mogą zdecydować się od razu na przepyszną szarlotkę w świebodzickiej kawiarni Frąckowiaka. Pierwszą szarlotkę stworzył francuski cukiernik Marie-Antoine'owi Carême'owi dla swojego wieloletniego pracodawcy, cara Aleksandra I. Nazwał ją charlotte russe na cześć księżnej Charlotty, szwagierki car i późniejszej carycy.


Międzynarodowy Dzień Kawy | Dolny Śląsk

28.9.17
Kawa na przestrzeni wieków uważana była za napój elitarny i pospolity, smaczny i smaku pozbawiony, dobry i szkodliwy, czy wręcz – niebezpieczny. 29 września obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kawy. Gdzie go najlepiej uczcić na Dolnym Śląsku?

Na świecie kawa znana od zarania dziejów, do Polski dotarła dopiero pod koniec XVII wieku i zdobyła wielu zwolenników, ale też niemało przeciwników. Jeszcze w XVII wieku pisano wiele o jej szkodliwości, jednak już kilkadziesiąt lat później trafiła do podręczników medycznych jako... lekarstwo na schorzenia układu pokarmowego.


Dzisiaj wraca do łask, o prozdrowotnych właściwościach (spożywanej z umiarem) kawy rozpisują się naukowcy, a my jesteśmy coraz bardziej wyrafinowanymi smakoszami. Już nie wystarczy "rozpuszczalna czy sypana". Wiemy o kawie coraz więcej, chcemy wiedzieć, czy to Arabica (chociaż znanych jest ok. 60 odmian kawy, liczą się tylko dwie: Arabica i Canephora (Robusta), z których ta pierwsza jest bardziej ceniona), w zależności od pory dnia i upodobań zamawiamy espresso lub delikatną latte.

W ślad za naszymi gustami podążają zmiany w kawiarniach i innych lokalach gastronomicznych, z których znaczna część zamawia kawy specjalnie palone, wyselekcjonowane, dedykowane tylko swoim klientom. 29 września obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kawy.

Gdzie go najlepiej uczcić?

We Wrocławiu np. w Zenka Cafe. Do śniadania (które tutaj podają wyjątkowo smaczne) lub po śniadaniu warto się skusić i na espresso, i americano - są bardzo dobre. Do każdej kawy dodatkiem jest nie korzenne ciasteczko, do jakiego już przywykliśmy ostatnimi laty, a pyszna krówka.

Inna propozycja to FC Caffe, gdzie kawy dostępne są przeróżne, od „zwykłego” espresso po waniliowe latte. Warto zaznaczyć, że jest mleko sojowe dla tych, co wolą je od krowiego, są też kawy specjalne, w tym jedna z naszych ulubionych serwowanych jesienią: z kasztanowym posmakiem i dodatkiem kardamonu...

Aromatyczną kawę dostaniecie także w CIŻ Cafe, w której warto zamówić zwłaszcza kawę parzoną z użyciem drippera. Co ważne – kawa ta zostanie dobrana w zależności od waszych upodobań – powiecie, czy wolicie delikatną czy bardziej wyrazistą, łagodną w smaku czy raczej – ostrzejszą i dopiero później dripper trafi na Wasz stolik.



Opuszczając ścisłe centrum, warto zajrzeć np. do Gold Cafe – kawiarenki znajdującej się na Karłowicach. Jeśli lubicie tradycyjne kawiarniane wnętrza, przytulny wystrój i spokojną atmosferę niedzielnego popołudnia, jest to miejsce dla Was wymarzone. Jeśli jesteście miłośnikami aromatycznej kawy, również zdecydowanie możemy Wam Gold Cafe polecić. A do niej koniecznie zamówcie kawałek pysznego ciasta.

Nie zapomnijcie też o Black Point Cafe, zlokalizowanej na wrocławskiej Leśnicy. Ta niepozorna kawiarenka serwuje tak doskonałą kawę, że w Międzynarodowym Dniu Kawy nie sposób o niej zapomnieć. A wyjątkowej kawie (np. z dripa) towarzysząły przepyszne ciasta, w tym zdecydowanie nasze ulubione wegańskie brownie.

A poza Wrocławiem? 

Szugar Bejb Cafe w Wałbrzychu, która wprawdzie znajduje się przy ruchliwej ulicy, jednak przyjemne, wypełnione ładnymi przedmiotami wnętrze pozwala nam na chwilę zapomnieć, że tak naprawdę znajdujemy się w środku dużego miasta. Uwagę przykuwa śliczna stylizowana zastawa, w której podawana jest bardzo dobra kawa.

Może być też Bristolka w Jeleniej Górze. Lokal wręcz kultowy, poza niezłą kawą zamówicie tu wyborne ciasta, a i lokalizacja przy stosunkowo często uczęszczanym zarówno przez turystów, jak i mieszkańców deptaku ma swoje zalety.



Ciekawym miejscem na świętowanie będzie też Dom Klahra w Lądku-Zdroju. Pysznej, świeżo parzonej kawie, jaką tutaj serwują, doprawdy trudno się oprzeć. A tym, co zamiast na lądeckim rynku wolą wypoczywać nieco bliżej centrum uzdrowiskowej części, polecamy Drugie życie książek. Można tutaj coś ciekawego poczytać, a jak wiadomo najlepszym towarzyszem dobrej książki jest takie właśnie księgarnio-kawiarnie i czytelnio-kawiarnie są miejscem wymarzonym. Kawiarnia w Bibliotece "Drugie życie książek" w Lądku-Zdroju powinna stać się obowiązkowym przystankiem w podróży po Dolnym Śląsku dla wszystkich, którzy lubią czytać i delektować się pyszną kawę.

Skoro jesteśmy już przy uzdrowiskowych kawiarniach, warto wspomnieć o Etcetera Resto Bar w Kudowie-Zdroju. Chwalą się, że mają najlepszą kawę w mieście. I może coś w tym jest, bo rzeczywiście nam smakowała. Do kawy spory wybór rozmaitych słodkości, smaczne ciasta, lody, jogurt z musem i nieco zdrowsze owocowe sałatki dla tych, co dbają o linię i eliminują z diety cukier.

Oczywiście nie sposób też nie wspomnieć o cudownej Herbaciarni Teatralnej w Szczawnie-Zdroju. Wchodząc do tego lokalu, przenosimy się do innego świata. Takiego, w którym czas płynie wolniej (a odmierzają go maleńkie klepsydry stawiane na stolikach obowiązkowo przy każdym czajniku herbaty), a smaki i zapachy budzą wspomnienia (bądź marzenia) o dawnej domowej kuchni, niespiesznie przygotowywanych specjałach i wnętrzach urządzanych z dbałością o każdy najmniejszy szczegół. Cudownej atmosfery dopełniają delikatne odgłosy domowej krzątaniny: odwiedziliśmy lokal wieczorem, gdy przygotowywano już wypieki na następny dzień. Poza zwykłą, czarną kawą napić się tutaj też możecie kawy zielonej.



Inna propozycja to Marina Cafe Bar w Głogowie, czyli miejsce które oferuje, poza smakołykami i pyszną kawą, ładne widoki. Można stąd popatrzeć na Odrę i Zamek Książąt Głogowskich. Jest to też idealne miejsce dla miłośników kolei, bo dokładnie pod zamkiem - na wprost mariny - przebiega linia kolejowa nr 273 z Wrocławia do Szczecina, zwana popularnie "Nadodrzanką".

Dla miłośników kolei i kolejowych linii mamy też inny pomysł jeszcze – to Kolejowe Bistro w Jaworzynie Śląskiej. Lokal odwiedziliśmy wcześnie rano, więc oferta była jeszcze niezbyt bogata, jednak nie pozwolono nam wyjść bez niczego. Dostaliśmy kawę i ciacho. Prawdziwą kawę (sypaną, parzoną w też nieczęsto już spotykanym ekspresie przelewowym) i prawdziwe domowe ciacho. Pycha!

A skoro już przy kolejowych tematach jesteśmy, nie mogło zabraknąć w zestawieniu noworudzkiej Białej Lokomotywy. Prowadzony przez mistrza baristyki (choć sam o sobie mówi, że jest bardziej czarodziejem niż baristą), od 30 lat związanego z Nową Rudą Leszka Kopcio lokal słynie z charyzmy właściciela, kawy oraz przytulnego wystroju niewielkiego wnętrza, na który składa się m.in. kolekcja różnorodnych małych łyżeczek. Warto zajrzeć latem – można skorzystać z miejsca na tarasie, przez co jest większa szansa, że się zmieścimy, bo w środku znajdują się raptem 4 stoliki (wśród nich ten szczególny, z białą lokomotywą). A gości w Białej Lokomotywie nie brakuje. Można zamówić po prostu zwykłą kawę, ale można też powiedzieć, jakie smaki się lubi, ceni i wtedy otrzymuje się specjalnie dla siebie przygotowaną. Czasami zaskakującą: z żołędziami, z szafranem, z ogórkiem… Bez względu na użyte dodatki kawa jest fantastyczna. A umiejętny dobór tych dodatków oraz niebanalne ich łączenie stanowi o przewadze tego lokalu nad wieloma innymi, które też serwują dobrą kawę.

To jednak nie koniec. Otóż chcemy Wam polecić jeszcze kawiarnię Lotos w Kamiennej Górze. Przestępując próg tego niepozornego (z zewnątrz) lokalu trafiamy do przytulnego mieszczańskiego saloniku, w którym przy niewielkim stoliku w rogu możemy zanurzyć się w miękkim i oddać przyjemności spożycia niespiesznie przygotowanej pysznej kawy.



Zwykle bardziej przekonujące są dla nas „babcine” kawiarenki lub cukiernie o wieloletniej tradycji, jednak chcemy też zachęcić do odwiedzenia np. Ameretto Gelato Cafe. Ten lokal w Świdnicy ma może plastikowe krzesełka, ale ten lekki dyskomfort z nawiązką wynagrodzi wenecka kawa cafe del doge, której nie ma w żadnym innym świdnickim (i nie tylko) lokalu.

Perfekcyjną kawę podaje też, jak na lokal z taką nazwą przystało, Caffe Perfetto w Kłodzku. Napić się tutaj możemy włoskiej Cafe Vergnano, stanowiącej połączenie arabiki [85%] i robusty [15%], której to domieszce zawdzięcza charakterystyczny lekko kwaskowaty smak i delikatną kremową piankę. Poza klasycznym espresso i często zamawianym cappuccino, znajdziemy również inne propozycje, niektóre bardzo ciekawe – mieszanki kawy z likierami i innymi dodatkami. Oko cieszą pięknie udekorowane filiżanki tego niezwykłego czarnego napoju.

A na koniec (choć wcale nie dlatego, że najmniej polecamy) – La Kaloria w Szklarskiej Porębie. Kawa w smaku fantastyczna, do tego jest możliwość zamówienia nie tylko klasycznej wielkości z ekspresu (która często za szybko się kończy), ale także wersji powiększonej. Biorąc zaś pod uwagę rozmiary ciast, zdecydowanie polecamy wybór tej drugiej właśnie.

A Waszym zdaniem – gdzie najlepiej świętować Międzynarodowy Dzień Kawy?

Pizza z widokiem na rynek | Piekielny Kupiec | Wrocław

21.9.17
Kto z nas nie lubi pizzy? A jeśli jeszcze jest niedroga, smaczna i oferuje miejscówkę charakteryzującą się przyjemnym dla oka widokiem, to z pewnością będzie popularnym, często odwiedzanym miejscem.

I taki właśnie jest wrocławski Piekielny Kupiec, o którym dzisiaj kilka słów. Ta pierwsza, założona w 1977 roku (!) wrocławska pizzeria, od wielu lat przyciąga tłumy mieszkańców i turystów.

Wprawdzie receptura, smak i nazwy wypiekanej pizzy uległy od tamtego czasu zmianie już kilka razy, jakość pozostaje na niezmienionym wysokim poziomie. Pizza jest przygotowywana na średnio grubym cieście, podawana w jednym tylko rozmiarze (26 cm), w kilkunastu za to smakach. Bardziej amerykańska niż włoska, ale nam (i nie tylko, sądząc po tłumach zadowolonych klientów) bardzo smakuje. Szczególnie Kupiec i Waćpanna, ale wiele innych również zasługuje na uwagę.

Wprawdzie mało kto przychodzi chyba do Kupca na inne niż pizza jedzenie, ale dla porządku warto dodać, że w ofercie także sałatki i zapiekane makarony. Co wśród zalet? Fajne miejsce (pizzeria położona jest w Rynku) i niska cena (pizza kosztuje kilkanaście złotych). Do tego też relatywnie tanie piwo. A wady? Chyba przede wszystkim taka, że trochę jest w Kupcu za mało miejsca.

Ale w końcu zawsze udaje nam się ten wolny stolik znaleźć – spróbujcie i Wy!




Pizzeria Piekielny Kupiec
Wrocław: Rynek 46/47
codziennie od 11:30 do 24
15-20 miejsc, ogródek letni 20-25 miejsc, popołudniu i w dni wolne trudniej o miejsce
pizza 26 cm (niezależnie od rodzaju) - 16 zł, sałatki/makarony - 14/15 zł, piwo od 7,50 za 0,5, kawa od 7 zł, herbata od 6 zł

Czech w Polsce | Česká Beseda | Trzebnica

14.9.17
Z czym kojarzymy czeską kuchnię? Zapewne większość z nas na tak zadane pytanie odpowie, że z knedlikami i smażonym serem. I zarazem będzie, i nie będzie miała racji. Bo pysznych i sycących czeskich dań jest wiele, a knedliki i ser w panierce wcale nie są wśród nich najważniejsze. 


Aby przekonać się, co jedzą Czesi, zajrzeliśmy ostatnio do restauracji Česká Beseda Beseda w Trzebnicy. Oczywiście – zamówiliśmy knedle z gulaszem (te były z ciasta drożdżowego, poza którym do wyrobu knedli Czesi używają również ciasta ziemniaczanego). Danie spełniło oczekiwania z nawiązką – już dawno nie mieliśmy okazji jeść tak smacznego gulaszu (piwnego), zaś knedle smakowały jak u naszych południowych sąsiadów.

Spróbowaliśmy także drobiowych polędwiczek (świeże smaczne mięso, delikatna panierka; polędwiczki nie ociekały tłuszczem, podobnie zresztą jak towarzyszące im frytki – pycha!) podawanych z sałatką morawską, której głównym składnikiem jest czerwona kapusta. Polędwiczki, sałatka i frytki to zestaw zwany "Strakonicky talerz".



Inne jednak danie skradło nasze serca (bo przez żołądek tam właśnie się trafia, jak powszechnie wiadomo). Była nim "Kaczka po szumawsku". Przede wszystkim docenić należy sposób przyrządzenia mięsa. Było delikatne i soczyste (a nie przesuszone, co jest zmorą „restauracyjnych kaczek”), z cudownie przypieczoną skórką.

Przygotowana po szumawsku kaczka nadziewana jest orzechami i owocami marynowanymi w porto. Mięso podane było na cieście filo z karmelizowaną czerwoną cebulą, szafranem i z towarzyszącym kremem z batatów. Danie nie tylko idealnie smakowało – docenić należy też estetykę podania (popatrzcie na zdjęcia!).

"Kaczka po szumawsku" była jednym z dań specjalnych – tych, które nie są stałymi pozycjami w menu Czeskiej Besedy, a stanowią okazjonalne przysmaki serwowane przez szefa kuchni, który z równą pasją gotuje i opowiada o jedzeniu. František Tlach, bo o nim mowa, stworzył autorskie menu, które ciągle udoskonala i chętnie poznaje opinie gości na temat serwowanych dań. Kontynuator rodzinnych tradycji (związki z branżą gastronomiczną sięgają trzech pokoleń wstecz), specjalizuje się nie tylko w typowo czeskiej kuchni, ale także - jej połączeniu z kuchnią tyrolską.

Pan František opowiedział nam o przygotowywanych przez siebie potrawach i stąd wiemy, że czeska kuchnia jest różnorodna i bogata, że na Święta Bożego Narodzenia serwuje się specjalną kiełbasę z rieslingiem, którą się tylko piecze, zaś nie wolno jej gotować i że takim świątecznym też daniem jest opisana wyżej kaczka.

Właśnie w Czeskiej Besedzie to bogactwo czeskiej kuchni można odkrywać, do czego gorąco Was zachęcamy!



W menu znajdziecie poza wspomnianymi tutaj daniami jeszcze chociażby wędzone żeberka piwne z czeską musztardą, ogórkiem i pieczywem, „katŭv šleh” (polędwica wieprzowa, pieczona papryka, kapary, pepperoni i ćwiartki ziemniaków) czy „šumavská topinka”, czyli smażony chleb, jajko i „strugany” ser.

Czeski lokal nie może się obyć bez piwa – gwarantujemy, że i pod tym względem jest w czym wybierać. Na kranach m.in. Poutnik, Regent i Dudak. W karcie pojawiają się także wina – i to czeskie (co dla wielu kojarzących naszych południowych sąsiadów tylko z piwem może być nie małym zaskoczeniem)! Można zamówić Frankovkę (czerwone) czy Veltlinske zelene (białe).

Na pewno jeszcze nieraz do Czeskiej Besedy zajrzymy i polecamy Wam również odwiedziny w tym miejscu.


Česká Beseda
Trzebnica: ul. Tadeusza Kościuszki 18A (róg Prusickiej)
od wtorku do niedzieli od 13 do 22, w piątki i soboty do 24, w niedziele do 21; kuchnia do 21, w niedziele do 20
40-50 miejsc, ogródek letni 20-25 miejsc, strój nieformalny, w niedziele wskazana wcześniejsza rezerwacja
przystawki od 9 zł, dania główne od 23 zł, menu lunchowe (w tygodniu) 19 zł, desery od 8 zł, piwo od 7 zł za 0,5, wino 12 zł za 0,15

Miasto Ogórków | Legnica

7.9.17
Ogórek to warzywo, którego zalety doceniamy w niejednej sytuacji. Świetny na letnie upały tak w chłodniku, jak i serwowany jako dodatek do drinka, znakomity w wersji konserwowej i zdrowy w wersji kiszonej…

Nic więc dziwnego, że w różnych miejscach doczekał się sobie poświęconych imprez i świąt. Takie właśnie święto organizuje Legnica. Już od końca XVIII wieku właśnie ogórek stanowił jeden z bardziej charakterystycznych symboli Legnicy, przez co zyskała miano Gurkenstadt (miasto ogórków).

fot. archiwum UM Legnica
W tym okresie wokół miasta rozwijał się m.in. przemysł przetwórczy: w 1770 roku powstała firma J. Grolicha, w zakładach przy dzisiejszej ul. Stromej mieściła się wytwórnia ogórków kiszonych, konserwowych, marynowanych, korniszonów i kiszonej kapusty. W drugiej połowie XIX wieku przetwórstwem tych warzyw zajęły się inne legnickie firmy, m.in. O. Puchera, E. Peikerta, E. Kukuliesa, później jeszcze G. Sobansky’ego. Organizowano również targi ogrodnicze, na których ogórków też nie brakowało.

W pierwszym latach XX w. Legnica była bodajże najważniejszym producentem tych warzyw nie tylko na Śląsku ale także w całych wschodnich Niemczech. Z tego też czasu pochodzą humorystycznie nawiązujące do tego faktu liczne pocztówki, ukazujące miasto przez pryzmat najprężniej rozwijającej się branży.






W roku 2017 Legnica odwołała się do tej tradycji w dniach 1-3 września, kiedy odbyło się po kilkuletniej przerwie „Święto Ogórka”. Chleb ze smalcem, piwo, muzyka oraz oczywiście ogórki to elementy współtworzące tegoroczny Legnicki Festiwal Piwa połączony ze Świętem Ogórka. Mamy nadzieję, że na stałe wpisze się w tradycję kończących wakacje imprez.











fot. archiwum UM Legnica

5 miejsc na pożegnanie wakacji | Dolny Śląsk

31.8.17
Ostatni dzień sierpnia to dla wielu koniec lata i wakacji. Nawet jeśli nie macie dzieci w wieku szkolnym, to i tak odczujecie zmiany. W pracy wszystko zacznie toczyć się szybciej, znajomi zamiast planować miejsca, do których pojadą, będą dzielić się wrażeniami z miejsc, które odwiedzili.

Kotlina Jeleniogórska widziana z Chojnika / fot. Wiesław Paździorko
Gdzie najlepiej pożegnać wakacje? Nad wodą czy w górach? To dylemat, przed którym staje wielu, na szczęście jednak czasami udaje się to połączyć. My polecamy Wam urocze miejsce wśród podgórzyńskich stawów, tuż pod zamkiem Chojnik z pięknym widokiem na Karkonosze.

Przystań pod Chojnikiem to gospodarstwo agroturystyczne i restauracja, otoczone przez niewielkie stawy i ogród, w którym Wy znajdziecie miejsce do planowania kolejnych górskich wypraw, a Wasze dzieci (jeśli je macie) plac zabaw. Zaś atrakcją, która zainteresuje wszystkich, niezależnie od wieku, będzie na pewno mini-zoo.

Aha, zapomnieliśmy o najważniejszym – jest bardzo smacznie. Polecamy szczególnie pstrąga w z masłem czosnkowym. Pstrągi świeżutkie, przysmażone tak, jak trzeba, do nich zawsze surówki, kto może sobie pozwolić, zamawia i frytki – pycha!

Główna ulica w Szklarskiej Porębie / fot. Wojciech Głodek
Jeśli u podnóża Karkonoszy gór Wam za mało, to jak najbardziej polecamy udać się wyżej. My w odwiecznej rywalizacji Szklarskiej Poręby i Karpacza wybieramy tę pierwszą miejscowość. Po części dlatego, że można dotrzeć do niej jadąc koleją po Dolnym Śląsku, ale przede wszystkim z uwagi na fakt, że nie ma sztucznego i pełnego plastikowych sztućców deptaka. Aczkolwiek dostrzegamy, że i Szklarska Poręba nie oparła się trendom konsumpcyjnym i masa sztampowych upominków również tutaj powoli zajmuje coraz więcej miejsca w ulicznych straganach.

Zaostrzony czystym górskim powietrzem apetyt zaspokoić można w wielu miejscach odmiennych pod względem wystroju, klimatu i oferty dań. Jest smacznie, a wielkości porcji często okazują się nie do pokonania. Warto spróbować pieczonych ziemniaków w Metaforze czy pierogów w Chacie Ducha Gór. A to wszystko popić zimnych piwem od naszych południowych sąsiadów, na które najlepiej wybrać się do karczmy Na Winklu.

Naleśniki z jagodami i koktajl jagodowy pod Śnieżnikiem / fot. Barbara Przybyłowicz
Można też jeszcze wyżej. Właściwie w większości schronisk górskich w Sudetach karmią dobrze lub... bardzo dobrze. Wybór nie jest łatwy, my jednak polecimy Wam tym razem coś pasującego do obecnej pory roku. Jagody od zawsze traktowano jako lek na wiele chorób, leczono nimi szczególnie zakażenia, ale i dziś lekarze polecają je na przykład osobom z podwyższonym poziomem cholesterolu, bo wzmacniają naczynia włosowate.

Jeśli nie chcecie ich zbierać sami, to polecamy Wam otwarte na początku XIX wieku dzięki staraniom Marianny Orańskiej schronisko przy drodze na Śnieżnik. Podobnie jak dawno temu, tak i dziś można się w tym miejscu zatrzymać na małe (lub większe) co nieco. Dzisiejsze Schronisko “Na Śnieżniku” im. Zbigniewa Fastnacha słynie z naleśników z jagodami, które spokojnie można uznać za specjalność tego miejsca. Niektórzy dodają jeszcze do tego koktajl jagodowy…

Potrawy śniadaniowe w Wielkiej Pieniawie w Uzdrowiskach Kłodzkich / fot. Wojciech Głodek
Czasami zależy nam na tym, aby było nie tylko smacznie, ale i zdrowo. Wtedy pozostaje nam już tylko wyjazd do uzdrowiska, a tych w regionie mamy aż 11! Kiedyś, gdy myśleliśmy o posiłkach w miejscach, do których jedziemy się leczyć, nie przychodziły nam do głowy najlepsze określenia. Niedobre, mdłe, szare, niesmaczne... I może kiedyś była to racja, na szczęście wiele się jednak zmieniło.

O kuchni uzdrowiskowej pisaliśmy już trochę, więc nie będziemy się powtarzać. Jednak wspomnimy też, że dolnośląskie uzdrowiska to także w większości wypadków ogromne zgrupowanie małych i większych kawiarenek, gdzie przy aromatycznej kawie i świeżych wypiekach każdy może miło spędzić czas. Oczywiście przyjeżdżając na pobyt leczniczy trzeba mieć tylko nadzieję, że lekarz nie zabroni nam pomiędzy zabiegami wypadu na małą kawę i ciastko.

Miejska plaża na wrocławski bulwarach nad Odrą / fot. Monika Zakrent
Oczywiście wakacje można pożegnać i w mieście. Jeśli przyjedziecie w tym celu do stolicy regionu (albo po prostu tu mieszkacie i za bardzo nie chce Wam się ruszyć gdzieś dalej) to warto skorzystać z tego, że Wrocław zaczyna się powoli otwierać na Odrę, o czym pisaliśmy w letnim wydaniu kwartalnika Przystanek Dolny Śląsk.

Szkoda niestety, że brakuje całorocznych lokali, jednak póki jeszcze pogoda pozwala, warto wybrać się na którąś z miejskich plaż i wypić piwo z widokiem na przepływające Odrą stateczki.

Smak lata dla każdego jest inny. Może to truskawki? A może jednak jagody? Pierogi? Pstrąg z grilla? A może po prostu zimne piwo lub aromatyczna kawa? Czym dla Was smakowało mijające powoli lato - piszcie w komentarzach!

Na dziedzińcu archeologów | Motyla Noga | Wrocław

24.8.17
Dzisiaj zapraszamy do lokalu, który odwiedziliśmy już kilka razy i zdecydowanie możemy uznać, że wielokrotne testy potraw i napojów wypadły pozytywnie – zaglądnijmy do Motylej Nogi.

Zaczerpnięte z kultowej komedii Stanisława Barei sformułowanie wprowadza nas w świat filmów i filmowych bohaterów, bo do kinematografii właśnie nawiązuje wystrój lokalu. Wewnątrz jest niezbyt jasno, dość przytulnie, ale zdecydowanie bardziej w klimacie piwnym niż jedzeniowym. Toteż jeść chodzimy tam zwykle w letnie jeszcze miesiące, gdy można zająć miejsce na zewnątrz, w zdecydowanie najlepszym wrocławskim ogródku – na dziedzińcu przy ul. Więziennej.

A dziedziniec ten to materiał na zupełnie inną opowieść. Cały kwartał wybudowano jako budynki straży miejskiej i więzienie jeszcze w XIV wieku. Taką rolę przestał pełnić dopiero na początku XIX, kiedy swoje miejsce znalazł tutaj lombard i instytucja pomocy biednym mieszkańcom. Po II wojnie światowej zniszczone budynki tylko zabezpieczono, a ich remont przeprowadzono dopiero na przełomie lat 60. i 70. Wtedy też do jednego z budynków wprowadzili się archeolodzy Polskiej Akademii Nauk, a dziedziniec z czasem stał się ulubionym miejscem spotkań studentów i kadry akademickiej. "Stare czasy" zamknęły się pięć lat temu, gdy spłonął znajdujący się tu klub Pracoffnia.

O ile kiedyś na dziedzinie przy ul. Więziennej przychodzono głównie napić się piwa, o tyle dziś warto zajrzeć do karty dań. Wybór jest zadowalający. Po pierwsze są i mięsne, i bezmięsne, po drugie – obiadowe i przekąskowe, po trzecie wreszcie – pojawiają się sezonowe nowości, które urozmaicają menu smakami ściśle związanymi z porą roku (tutaj wygrywają do tej pory jesienne potrawy z dynią).


Sztandarowe danie to ryba z frytkami, która oczywiście jest smaczna i poprawna, ale znajdziemy we Wrocławiu miejsca, w których smakuje lepiej. Natomiast polecić Wam możemy burrito. Nie żeby było specjalnie zaskakujące, ale właśnie o to chodzi – zamawiasz burrito, licząc na dobre wołowe mięso, wyrazisty smak ostrej papryczki i mięsistą czerwoną fasolę i właśnie to otrzymujesz. Pyszne i sycące i jako przekąska do piwa, i jako danie główne.

Całkiem smaczne są też frytki. Grube, smakujące ziemniakami (niby oczywiste, a jednak…), podawane z różnymi sosami lub keczupem (ostatnio był sos majonezowo-truflowy, ale tatarski jest jednak smaczniejszy). No i niech nie przeraża Was cena za frytki, bo porcja jest naprawdę spora i jeśli idziecie na piwo, do którego chcecie coś przegryzać, to jedna porcja na dwie osoby spokojnie wystarczy.


Skoro już przy piwie jesteśmy to warto wspomnieć, że w Motylej Nodze mamy naprawdę spory wybór trunków (i piwnych, i innych; jest np. bardzo dobry cydr). Wprawdzie minął już czas, gdy tutaj Holbę lano do kufla za 5 zł, jednak i dzisiaj ceny w porównaniu do innych wrocławskich pubów i gastropubów nie są wysokie.

Tym zaś, co nie chcą pić piwa ani innych napojów wyskokowych, proponujemy zamówić lemoniadę, która świetnie orzeźwia w upalne letnie dni i ciepłe jesienne popołudnia. Wykorzystajcie zatem słońce i ciepłe powietrze i spędźcie popołudnie w Motylej Nodze!


Motyla Noga
Wrocław: ul. Więzienna 6 (wejście od dziedzińca)
codziennie od 7 do 1 w nocy, w piątki i soboty do 3 w nocy
50-60 miejsc, ogródek letni 50-60 miejsc
burrito 18, ryba z frytkami 27 zł, lemoniada 14 zł za dzbanek, piwo 0,5 od 7 zł
ostatnia wizyta: lipiec 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.