Featured

12/recent

Obiad na dworcu kolejowym | Pub Opole Główne

22.6.17
Jest ciepło, świeci słońce, za chwilę zaczynają się wakacje i sezon urlopowy – nadszedł czas na wycieczki krótsze i dłuższe. A jak wycieczki, to najlepiej pociągiem, koleją po Dolnym Śląsku, a nawet koleją po Śląsku. 

Dworzec Opole Główne. Bistro Opole Głównej znajduje się w widocznym po prawej dawnym budynku magazynowym, a na rampie stoją nawet stoliki
Skoro zaś tak, to warto przyjrzeć się temu, co można zjeść w miejscach, w których amatorzy kolei spędzają relatywnie dużo czasu – na dworcach kolejowych i w ich najbliższym sąsiedztwie. Dzisiaj chcemy polecić Wam miejsce, które wprawdzie nie znajduje się na Dolnym Śląsku, jednak w bezpośrednim tego regionu sąsiedztwie – w Opolu.

Zapewne wielu z Was pamięta remont opolskiego dworca, podczas którego nie tylko zniknęły lokale z wnętrza budynku, ale i wiele z tych zlokalizowanych wokół niego przestało działać. Dzisiaj na szczęście czas ten mamy już za sobą, dworzec jest piękny (pod warunkiem, że zapomnimy na chwilę o przykrej sprawie frontowych drzwi), a czekanie na pociągi nie jest już tak uciążliwe, gdy podziwiać można np. wystawę zlokalizowaną w jednej z hal lub architektoniczne i konstrukcyjne detale.

Nie każdy jednak lubi na dworcu przesiadywać. Nie jest to problem, gdy nie mamy takiej potrzeby, tzn. gdy na przesiadkę jest czasu dużo lub nie ma go wcale. Gorzej nieco mają ci, którzy muszą zagospodarować pół godziny lub trochę dłużej, a chcieliby zasiąść w miejscu bardziej przytulnym, kameralnym, milszym po prostu. Na szczęście działa teraz Opole Główne Bistro, które naprawdę gorąco polecamy.


Wnętrze Bistro i drugi ogródek od strony podjazdu z widokiem na płytę dworca autobusowego w Opolu

Nie tylko jako alternatywę dworcowej poczekalni. W bistro jest mnóstwo pysznych dań. Są fajne zupy i dobre dania główne, ciekawe desery (m. in. fantastyczne ciasta) i do picia wiele różności, od kawy i herbaty poprzez soki i lemoniadę po piwa.

Podczas ostatniej podróży przesiadaliśmy się w Opolu i spędziliśmy nasze 40 minut dzielące nas od odjazdu pociągu właśnie w Bistro. Zamówiliśmy cepeliny oraz danie dnia, którym były wtedy klopsiki w sosie musztardowym z zielonym koperkiem i ziemniakami. Dania świeże, ładnie i szybko podane; w smaku tradycyjne, dobre, domowe.



Piękna pogoda sprawiła, że wybraliśmy ogródek, jednak chcemy zauważyć, że wewnątrz lokalu jest przyjemnie, klimatycznie i po prostu ładnie, jeśli więc nie przepadacie za jedzeniem na świeżym powietrzu – lub nie pozwoli na to pogoda – w środku również jest dużo przyjaznej przestrzeni.

Ceny przystępne, szczególny jednak plus dla lokalu za przemiłą obsługę. Wszystkich, dla których Opole będzie przystankiem na trasie lub miejscem docelowym podróży, zachęcamy do odwiedzenia Bistro Opole Główne.



Pub Opole Główne
Opole: ul. Krakowska 48 (budynek dworca kolejowego, wejście od strony podjazdu)
codziennie od 10 do 24, w niedziele od 11, w piątki i soboty do 1 w nocy
obiad od 13 zł, przekąski od 7 zł, kawa od 5 zł, piwo od 7 zł
20-30 miejsc w środku, ogródek letni 30-40 miejsc
(ostatnia wizyta: czerwiec 2017)

Restauracja Hotelu Fado | Świdnica

8.6.17
Czy zdarzyło Wam się nie wejść do restauracji tylko dlatego, że była restauracją hotelową? Czy rezygnowaliście ze spróbowania ciekawie nazwanego dania tylko i wyłącznie przez to, że serwowane było przez lokal będący lokalem hotelowym? Czy podczas turystycznych wypadów szukaliście miejsca, które nie będzie hotelową restauracją, która z definicji jest zbyt elegancka na plecak i wygodne trampki?


Tak, my też zwykle omijamy miejsca tego typu, bo wydają nam się jakoś niepasujące do naszych wycieczek i luźnych ubrań, zaś serwowane tam dania – zbyt wyszukane i przede wszystkim za drogie jak na nasze turystyczne gusta.

Ostatnia jednak wizyta w restauracji hotelowej skłoniła nas do zmiany zdania. W zeszłym miesiącu zajrzeliśmy do Świdnicy, w której bywaliśmy już nieraz i która zajmuje wysoką pozycję na liście naszych kulinarnych destynacji. Już przy poprzednich wizytach zerkaliśmy w stronę restauracji mieszczącej się w hotelu Fado, jednak dopiero tym razem postanowiliśmy przekroczyć jej progi.


Eleganckie wnętrze wbrew naszym przypuszczeniom nie przytłoczyło nas, a przeróżne, interesująco nazwane i kuszące intrygującym doborem składników dania okazały się wcale nie aż tak drogie, jak zakładaliśmy.

Jako że była to nasza pierwsza w tym miejscu wizyta, zdaliśmy się na kelnera, który polecił m.in. żołądki i polędwiczki. Żołądki drobiowe podawane są z pikantnym sosem pomidorowym i pieczywem, znakomite zarówno jako przystawka, jak i danie główne dla mniej głodnych gości. Polędwiczkom zaś towarzyszyła znakomicie przyrządzona i przyprawiona kasza i jedyny w swoim rodzaju sos piernikowy.




Znakomicie przyprawione, sycące i przepyszne dania obiadowe nieco nas rozleniwiły, toteż postanowiliśmy zostać jeszcze na deserze. Zamówionej czarnej kawie towarzyszył fondant czekoladowy, jeden z najlepszych, jakie jedliśmy (a jedliśmy niemało, bo czekolada znajduje się na szczycie listy naszych ulubionych produktów spożywczych).

Restauracja hotelu Fado, to kolejne miejsce na kulinarnej mapie Świdnicy, do którego warto zajrzeć przy okazji bytności w okolicy, ale które jednocześnie samo stanowić może okazję (by nie rzec pretekst) do odwiedzenia miejscowości.

Jeszcze kilka lat temu kamienica, w której się znajduje, była ruiną i zamiast przyciągać oczy przechodniów barwną elewacją, straszyła pustymi oczodołami okien. Na szczęście zapał właścicielki, Kamili Suchorzewskiej, architekta i dyrektorki hotelu, uratował budynek i dał mieszkańcom i turystom jeszcze jedno miejsce, w którym można smacznie zjeść i przyjemnie spędzić na przykład niedzielne popołudnie.



W karcie znajdziemy dania bardzo różne, nie powinniśmy się jednak do nich przyzwyczajać, ponieważ co jakiś czas są zmieniane. Gdy my odwiedzaliśmy Bacalhau, właśnie trwały przygotowania do wprowadzenia nowej karty, w której obok potraw znanych i lubianych miały pojawić się zupełnie nowe, przede wszystkim jednak – pozwalające się cieszyć regionalnymi smakami.

Nieprzesadna elegancja, niewymuszona uprzejmość i przede wszystkim bardzo dobre jedzenie to określenia najpełniej oddające charakter tego miejsca. A o tym, że tak jest, przekonajcie się sami. Gorąco polecamy!



Restauracja Hotelu Fado
Świdnica: ul. Marii Konopnickiej 6
codziennie od 12 do 22
40-50 miejsc

Filmowa Europa na widelcu | Wrocław

25.5.17
2 czerwca w Kinie Nowe Horyzonty rozpocznie się - i potrwa do 4 czerwca - "Filmowa Europa na widelcu". To wyjątkowy przegląd filmowy prezentujący produkcje poświęcone sztuce kulinarnej, odsłaniające kulisy produkcji jedzenia oraz uświadamiające jego wielkie znaczenie społeczne i kulturowe. 


fot. BPUMW
Wszystkim pokazom w kinie towarzyszyć będą poczęstunki związane z tematyką filmów. Przegląd jest elementem programu Festiwalu Europa na widelcu – największego, organizowanego we Wrocławiu od 2009 roku święta kulinariów. Przygotowany został przez FILMS for FOOD – inicjatywę, która od listopada 2016 roku prezentuje w kinach w całej Polsce filmy o tematyce kulinarnej.

 W programie trzydniowego wydarzenia znalazły się najlepsze filmy fabularne i dokumentalne traktujące o szeroko pojętej tematyce jedzenia. Filmy, które do tej pory zobaczyć można było wyłącznie na festiwalach filmowych i pojedynczych pokazach. Obejrzymy między innymi historię międzynarodowego ruchu Slow Food pt. „Slow Food Story” oraz filmy „Głód mięsa” i „W obronie jedzenia” poruszające tematykę jakości współcześnie produkowanego jedzenia, jego wpływu na nasze zdrowie, przemiany społeczne i środowisko naturalne. Będzie też opowieść o kobietach produkujących naturalne wina we Włoszech – „Natura, kobiety i wino” oraz „Wtajemniczeni” – dokumentujący pobyt kilkunastu światowych szefów kuchni na Suwalszczyźnie .

FILMS for FOOD proponuje w swoim przeglądzie przede wszystkim filmy dokumentalne ale będą też dwie fabuły: „Uczta Babette” – wyreżyserowane przez Gabriela Axela arcydzieło światowego kina z 1987 roku, oraz lubiany – zwłaszcza przez najmłodszych widzów – film Tima Bartona „Charlie i fabryka czekolady”. Przed każdym seansem widzowie poczęstowani zostaną przekąskami i napojami nawiązującymi do tematyki filmów.

Filmów podejmujących szeroko rozumiany temat jedzenia powstaje na świecie coraz więcej. Wpisują się one w niezwykle popularny w ostatnich latach trend zainteresowania kulinariami, który przejawia się nie tylko popularnością książek, gazet i blogów o gotowaniu, ale też wciąż rosnącą liczbą restauracji. Bohaterami tych filmów są producenci jedzenia, rolnicy, szefowie kuchni, sommelierzy, aktywiście i społecznicy.

Dziś możemy już mówić o osobnym gatunku filmowym – „food film”, w którym jedzenie stanowi samą istotę filmu i znacząco oddziałuje na widza. Gatunek ten od dziesięcioleci doskonale rozwija się na najważniejszym filmowym rynku, czyli w Stanach Zjednoczonych, ale coraz więcej filmów o tematyce kulinarnej powstaje też w Europie.


W obronie jedzenia / In Defense of Food
reż. Michael Schwarz, USA 2015, 78'

Natura, kobiety i wino / Senza Trucco - Le donne del vino naturale
reż. Giulia Graglia, Włochy 2011, 77'

Wtajemniczeni
reż. Maciej Kowalczuk, Polska 2012, 45’

Slow Food Story
reż. Stefano, Włochy 2013, 74'

Charlie i fabryka czekolady / Charlie and the Chocolate Factory
reż. Tim Burton; obsada: Johnny Depp, Freddie Highmore, Charlie Bucket, David Kelly, Helena Bonham Carter, Noah Taylor; USA, Wlk. Bryt. 2005, 115'

Głód mięsa / Need for Meat 
reż. Marjin Frank, Holandia 2015, 74'

Uczta Babette / Babettes gæstebud
reż. Gabriel Axel; obsada: Stéphane Audran, Birgitte Federspiel, Bodil Kjer,Jarl Kulle, Jean-Philippe Lafont, Dania 1987, 102'

Będzie się działo: Europa na widelcu | Wrocław

25.5.17
Jak co roku na początku czerwca Wrocław ma swoje kulinarne święto – festiwal "Europa na widelcu". Wydarzeniu patronują Piotr Bikont i Robert Makłowicz. 

fot. BPUMW
Festiwal po raz pierwszy odbył się 4 czerwca 2009 roku. Wrocław świętował w ten sposób 20. rocznicę pierwszych wolnych wyborów. Wrocławianom tak zasmakował ten pomysł, że impreza na stałe zagościła w miejskim kalendarzu.

Tegoroczna edycja rozpocznie się w środę 31 maja Jarmarkiem produktów europejskich i regionalnych, podczas którego będzie można skosztować i kupić smakołyki z różnych zakątków Europy, w tym Dolnego Śląska.

W tym dniu rozpocznie się także Maraton Miejskiej Biblioteki Publicznej, czyli cykl działań kierowanych głównie do najmłodszych mieszkańców Wrocławia. Podczas maratonu w wybranych filiach MBP odbędą się m.in. spotkania z autorami książek kulinarnych dla dzieci, warsztaty muzyczne, warsztaty kulinarne, a także Nocny Smak Biblioteki, czyli nocleg, wspólna kolacja i śniadanie w bibliotece.

Również w środę 31 maja rozpoczną się Targi książek kulinarnych organizowane w znanej wrocławskiej księgarni Tajne Komplety. W klubie Proza natomiast odbędą się spotkania autorskie z Robertem Makłowiczem oraz innymi autorami książek poświęconych zagadnieniom kulinarnym. O swoich publikacjach opowiedzą m.in. Hanna i Paweł Lis oraz Paweł Suwała i Aleksander Baron. Wszystkie wydarzenia w tym dniu są bezpłatne.

Już w piątek 2 czerwca na pl. Solnym stanie podniebna restauracja Dinner In the Sky i zostanie z nami do 4 czerwca, a we wrocławskim Kinie Nowe Horyzonty wystartuje Filmowa "Europa na widelcu", czyli przegląd filmów o tematyce kulinarnej, który też potrwa do niedzieli. W programie m.in. "Charlie i fabryka czekolady", "Slow Food Story" czy "Uczta Babette". Bilety do nabycia w kasach kina.

Sobota 3 czerwca to główny dzień festiwalu. To właśnie w tym dniu wrocławscy szefowie kuchni dokonają prezentacji dań najbardziej charakterystycznych dla kuchni 17 krajów oraz... jednego miasta! Wyróżniony zostanie oczywiście Wrocław. Pełne menu znajdziecie w dalszej części tego wpisu.

Porcje degustacyjne będzie można otrzymać w zamian za zakupioną wcześniej w festiwalowych kasach cegiełkę. Tradycyjnie środki ze sprzedaży cegiełek przeznaczone zostaną na stypendia dla uczniów wrocławskiego gastronomika. Cena cegiełki niezmienna – 5 zł. Nowością w menu jest oznaczenie alergenów!

W tym samym dniu w Browarze Mieszczańskim rozpocznie się zlot food trucków i browarów Food o’clock & Beer o'clock Festiwal, który potrwa dwa dni. Będzie sporo atrakcji – wystawy, koncerty, warsztaty, zabawy dla dzieci i prawdziwa fiesta dla koneserów jedzenia z food trucków. Impreza jest bezpłatna.

W ramach festiwalu "Europa na widelcu" w piątek 2 czerwca w Sali Witrażowej budynku Starej Giełdy przy pl. Solnym 16 odbędzie się 2. edycja Wrocławskich Spotkań Nalewkowych. Po raz kolejny we Wrocławiu spotkają się pasjonaci i artyści tworzenia tych niezwykłych trunków. Inicjatywa zastąpiła odbywający się w poprzednich latach "Wrocławski Turniej Nalewek".

Wrocławskie Spotkania Nalewkowe to nowa propozycja otwartych, krótkich wykładów i spotkań warsztatowo-degustacyjnych dla mieszkańców Wrocławia i Dolnego Śląska na temat tradycji, historii nalewek, sposobu ich tworzenia, a także możliwość dyskusji i zadawania szczegółowych pytań mistrzom tego fachu. Uczestnicy będą mogli porozmawiać o różnicach oraz unikatowych cechach produktów do wytwarzania nalewek zależnych od regionu, w którym występują, ze szczególnym uwzględnieniem walorów Dolnego Śląska.

Po raz pierwszy we Wrocławiu wszyscy uczestnicy wydarzenia, czyli twórcy nalewek, goście specjalni oraz uczestnicy-obserwatorzy staną się "Wielką kapitułą dobrego smaku" i wyróżnią twórców najlepszych nalewek. Obecni otrzymają karty do głosowania, za pomocą których będą mogli oddać głos na autora najlepszych nalewek. Nad sprawnym przebiegiem głosowania oraz przeliczeniem głosów czuwać będzie Kapituła Dobrego Smaku powołana przez organizatorów. Karty do głosowania będą rozdawane przed rozpoczęciem spotkania. Podczas tegorocznej edycji Wrocławskich Spotkań Nalewkowych twórcy najlepszych trunków otrzymają dyplomy z tytułem Mistrza Dobrego Smaku Wrocławskich Spotkań Nalewkowych.

Wydarzenie dedykowane jest wyłącznie dla osób pełnoletnich, których pasją jest tworzenie nalewek oraz zdobywanie wiedzy i doświadczenia w tym zakresie. Udział w spotkaniu jest bezpłatny. Warunkiem koniecznym udziału jest wcześniejsze zapisanie się na listę uczestników oraz, w przypadku zgłaszania nalewek do degustacji, wypełnienie specjalnej karty zgłoszenia. Zapisów i zgłoszeń można dokonywać drogą mailową na adres: polskaakademiasmaku@gmail.com lub michal@nmgmedia.pl, tel. kontaktowy: 607 236 256. Liczba miejsc jest ograniczona, a o wpisaniu na listę uczestników zadecyduje kolejność zgłoszeń.

Już po raz czwarty dolnośląscy producenci będą mogli pochwalić się swoimi wyrobami i zwrócić na nie uwagę wrocławian. W sobotę 3 czerwca w restauracji Akropolis – Tawerna, odbędzie się konkurs na "Najlepszy Smak Dolnego Śląska", w którym wyłonione zostaną regionalne produkty o najwyższych walorach smakowych, zapachowych i wizualnych. Lokalni producenci zawalczą o tytuł "Najlepszego Smaku Dolnego Śląska 2017" w dziewięciu kategoriach: produkty mleczne, produkty mięsne, oleje i tłuszcze, produkty rybołówstwa, owoce i warzywa, wyroby piekarnicze i cukiernicze, miody, a także napoje (w tym alkohole).

Wyniki konkursu zostaną ogłoszone 3 czerwca na festiwalowej scenie. W zeszłym roku wśród zwycięskich przysmaków znalazły się m.in. wędzony karp milicki nadesłany przez Karczmę Ruda Żmigrodzka, konfitura z zielonych orzechów włoskich pani Heleny Malinowskiej oraz sok szparagowy marki Agrar Magnice.

AUSTRIA (Damian Jeleń):
Gefüllte Kalbsbrust – mostek cielęcy nadziewany mięsem i jarzynami podany z sałatką ziemniaczaną.
Gefüllter Paprika – papryka faszerowana ryżem i mieloną wołowiną polana sosem pomidorowym. Heringssalat – sałatka śledziowa z ziemniakami.

BELGIA (Edward Jany):
Stoovlees/Carbonade flamande – wołowina w piwie po flamandzku.
Cichorei op z'n Vlaams/Endives á la flamande – cykoria w szynce zapieczona z serem gruyère pod beszamelem.
Sjasliek met aardbei en asperges/Brochettes avec des fraises et aux asperges – szaszłyk z truskawek i szparagów polany czekoladą.

CHORWACJA (Piotr Zieliński):
Svinjska pisanica Stubica – mięso wieprzowe nadziewane śliwką serwowane z roladą chlebową.
Kukuruzna zlevanka – ciasto z mąki kukurydzianej i białego sera.

CZECHY (Agnieszka Hajbura-Michałowska):
Hovĕzi gulaš – gulasz wołowy na piwie.
Bramborová polévka – krem ziemniaczany.

FRANCJA (Henryk Pasternak):
Soupe à l'oignon – zupa cebulowa.
Tarte aux épinards – tarta ze szpinakiem.
Crème brûlée – zapiekany deser serwowany z truskawkami.

GRECJA (Servet Kovaci):
Μουσακάς (moussaka) – zapiekanka z bakłażanów, ziemniaków i mielonego mięsa wołowego.
Σπανακοπιτακια (spanakopitakia) – rożki z ciasta filo ze szpinakiem i fetą podane z sosem tzatzyki.
Μπακλαβάς (baklava) – deser z miodem i orzechami.

HISZPANIA (Robert Grygiel):
Pollo en español – kurczak serwowany z pomarańczą.
Patatas alioli – smażone ziemniaki podane z sosem czosnkowym.

HOLANDIA (Sebastian Witkowski):
Hachee – potrawka z wołowiny podana z purée ziemniaczanym.
Gevulde koeken – ciastka z pastą z migdałów.

IRLANDIA (Damian Kogutiuk):
Pulled lamb – szarpana baranina marynowana w irlandzkiej whiskey podana w formie miniburgera.
Apple crumble – jabłka pieczone z cynamonem na kruszonych biszkoptach.

LITWA (Przemysław Bogucki):
Giros šaltsriubė – chłodnik na kwasie chlebowym.
Jautiena žemaitiškai su kugeliu – duszona wołowina podana z babką ziemniaczaną.

NIEMCY (Ołena Marciniak):
Rostbratwurst – kiełbaski norymberskie z zielonym sosem.
Bayrisch Kraut – kapusta kiszona po bawarsku.
Kartoffelsalat – sałatka ziemniaczana.

POLSKA (Grzegorz Pomietło):
Rolady wołowe
Gołąbki z białą kaszą gryczaną i grzybami
Sernik krakowski

PORTUGALIA (Adam Zieliński):
Caldo verde – zupa z kapusty włoskiej z kiełbasą chorizo.
Bacalhau com natas – dorsz zapiekany pod beszamelem podany z ziemniakami.
Pastéis de nata (Pastéis de Belém) – kruche babeczki z masą jajeczną.

SŁOWACJA (Dariusz Łaźniewski):
Bryndzowé pirohy – pierożki z bryndzą.
Palacinky s syrom a malinami – naleśniki z serem i malinami.

SZWECJA (Daniel Makuch):
Bakad fläskkotlett – schab pieczony w miodzie podany z żurawiną.
Fiskfärsbullar – pulpety rybne w sosie z wędzonego łososia i świeżego koperku.

WĘGRY (Grzegorz Chmolowski):
Gulyás à la Székely – gulasz segedyński.
Hortobágyi húsos palacsinta – pikantne naleśniki.
Fahéjas meggyleves – chłodnik wiśniowy.

WŁOCHY (Dariusz Kulczycki):
Bruschetta – pieczywo z pomidorami, pesto, oliwkami i pudrem z prosciutto crudo.
Semifreddo – deser lodowy z sosem truskawkowym z martini rosato.

KUCHNIA WROCŁAWIA (Zbigniew Koźlik):
Filet z kaczki na salsie z buraka i śliwek 
Piernik aromatyzowany herbatą lipową

Rzepy i czekoladowe pieczywo | Karkonosze | Legnica

18.5.17
Jak dobrze znacie dolnośląskie legendy? A wiecie, że są też takie które wiążą się z jedzeniem?

Legenda postać Ducha Gór w Karkonoszach znana była już średniowieczu. Początkowo wyobrażano go sobie jako złego demona. Przypominał trochę stojącego na tylnych łapach gryfa, posiadał rogi, koźle kopyta i iście diabelski ogon, a w łapach trzymał wysoki kij.

Ten wizerunek jest dziś jednak mało znany, choć rzeźba w takim kształcie i kilkumetrowej wysokości stanęła na deptaku w Karpaczu. Dużo bardziej kojarzymy go ze starym mężczyzną z siwą brodą wspierającym się na drewnianym kiju. Taki wizerunek pojawił się z końcem XVII wieku, a dzięki dziewiętnasto- i dwudziestowiecznym niemieckim pocztówkom z Sudetów upowszechnił się na całym Śląsku.


Wizerunki Liczyrzepy na niemieckich pocztówkach z początku XIX wieku.
Czy wiecie skąd jednak pochodzi imię karkonoskiego Ducha Gór?

Wedle dawnych opowiadań Duch Gór poznał przepiękną księżniczkę, którą porwał do swojego zamku na szczycie Karkonoszy. Księżniczka - jak to księżniczka – miała, jak można się spodziewać, już swojego młodego, ukochanego rycerza. Duch Gór jednak bardzo jej pilnował i cały czas starał się przekonać do siebie, starając się zarazem wkupić w jej łaski przynoszonymi różnymi prezentami.

Wśród nich znalazł się, na pierwszy rzut oka całkiem zwyczajny, kosz rzepy. Była to jednakże niezwykła rzepa, bo każda sztuka z kosza zamieniała się albo w grajka, albo w kuglarza, albo -dwórkę, które to osoby rozweselały księżniczkę. Sprytna dziewczyna, zobaczywszy za oknem całe pole rzepy, poprosiła Ducha Gór, aby przeliczył ile tam jej rośnie, aby mogła wiedzieć ilu grajków, tancerzy i dwórek będzie mogło pojawić się na ich ślubie.

Duch Gór zaczął zatem liczyć. Nie było prosto, często się mylił i musiał zaczynać od początku. Tak go to liczenie zajęło, że nie zorientował się nawet, że panna uciekła i zostawiła go samego. A wszyscy po tym wydarzeniu zaczęli nazywać go Liczyrzepą. Co ciekawe, istnieją zarówno polskie, jak i niemieckie wersje tej legendy. Po niemiecku Duch Gór nosi miano Rübezahl (Rübe = rzepa, zahlen = liczyć). Jedynie Czesi od zawsze nazywają go... Krkonošem.

Już trochę później niż w średniowieczu, bo w początkach XIX wieku, pewnemu czeladnikowi przydarzyła się inna historia. Nie mógł zasnąć, bo bał się zbliżającego egzaminu, dzięki któremu mógłby się z czeladnika stać mistrzem piekarskim. Na egzamin dyplomowy musiał wymyślić jednak jakiś niezwykły przysmak, który wyróżniłby go spośród kolegów.

Tak rozmyślając chłopak przypomniał sobie, jak przebywał jako dziecko u dziadków w Szklarskiej Porębie. Słyszał on wtedy od babci opowieść o dobrym(!) duchu gór, Liczyrzepie, który pomagał wszystkim biednym i nieszczęśliwym ludziom. I tak rozmyślając o szczęśliwym dzieciństwie w końcu zasnął. Ze snu wyrwał go dźwięk dzwonków od sań, a po chwili w piekarni, w której terminował, pojawił się brodaty starzec w kożuchu, a dokoła zaczęły uwijać się krasnale.

Chłopak zdał sobie sprawę, że chyba śni nadal, więc tylko cicho przyglądał się z boku. Starzec otworzył wielką, oprawną w skórę księgę i wynotował z niej coś na kartce. Potem kartkę dał krasnalom, które zaczęły ucierać migdały, imbir, dodawać miód i rozmaite przyprawy. Gdy już sanie odjechały, młodzieńca obudził zapach niezwykłych czekoladowych pralin, a na stole znalazł pięknie wykaligrafowaną kartkę z przepisem podpisaną: Liczyrzepa. Tajne.

I tak powstało pachnące i smaczne czekoladowe pieczywo, dzięki któremu czeladnik zdał egzamin mistrzowski, a Legnica stała się sławna w całych Prusach dzięki Liegnitzer Bombe, czyli Bombom Legnickim.

Współczesne "legnickie bomby" / fot. SKopp (cc-by-sa)

Placki, ser i aromatyczne przyprawy | Chinkalnia | Wrocław

11.5.17
Placki, ser i aromatyczne przyprawy to chyba najbardziej charakterystyczne elementy kuchni gruzińskiej. I placki (które części z Was zapewne bardziej kojarzyć się będą z chlebkami), i ser różnią się w dość dużym stopniu od tych, jakie znajdujemy na co dzień w swojej kuchni. 


A na czym polegają te różnice? Najlepiej, jeśli sami się przekonacie, odwiedzając lokal z tradycyjną gruzińską kuchnią. Gdzie? Na przykład we Wrocławiu, w którym przepyszne dania z tego właśnie kraju serwuje Chinkalnia.

W ofercie znajdziemy oczywiście przede wszystkim chinkali, ponadto różne rodzaje chaczapuri, a także szereg innych: lobio (gęsty gulasz, którego główny składnik stanowi fasola), gruzińską sałatkę, przeróżne dania mięsne i aromatyczną zupę. i oczywiście bardzo słodkie lemoniady o intensywnym i oryginalnym smaku lub – dla tych, co wolą jednak mniej słodko – gruzińskie wino lub piwo.



Chinkalnię odwiedziliśmy, gdy szary majowy dzień zachęcał do poszukania raczej ciepłego i przytulnego miejsca zamiast umiejscowionego na rynkowym bruku ogródka. Weszliśmy więc, wiedzeni wydostającym się z niewielkiego lokalu przy ul. Sukiennice aromatem ziół i sera, do serwującej przepyszne dania gruzińskiej restauracyjki.

Od razu zamówiliśmy chinkali, które smakują nam w każdej wersji – z ziołami, z serem, ale przede wszystkim chyba w tej tradycyjnej. Cienkie, sprężyste ciasto kryje pyszne mielone mięso i oczywiście bulion. Dla tych, którzy nie wiedzą, jak je jeść, przygotowano specjalną instrukcję, która znajduje się na blacie każdego ze stolików i nierzadko ratuje tych, którzy po raz pierwszy biorą do ręki tę sakiewkę.



Ponadto spróbowaliśmy również sycącej gruzińskiej zupy charczo, w której obok ryżu i kawałków mięsa, znalazły się przede wszystkim rozgrzewające przyprawy. Nie mogliśmy odmówić sobie również chaczapuri po adżarsku, czyli placka z serem i jajkiem (w dosłownym tłumaczeniu chaczapuri to właściwie chleb z twarogiem, ale placek jakoś bardziej nam pasuje do tej potrawy). 

Placek jest uformowany na kształt niewielkiej łódki, do której kucharz bezpośrednio przed podaniem wbija … surowe jajko. Cały sekret polega na tym, by szybko je wymieszać z gorącym serem i masłem. Niezapomniany smak!

Tym, co za serem nie przepadają, a surowego jajka na talerzu nie chcą oglądać, polecamy wersję z mięsem lub z fasolą. Są równie pyszne – też już próbowaliśmy.

Bez względu na to, czy jesteście wielkimi fanami kuchni gruzińskiej, czy właściwie wcale jej nie znacie, warto zajrzeć do Chinkalni. Jedzenie jest świeże, pachnące, obsługa przemiła i pomocna – tak w objaśnianiu smaku i wielkości dań, jak i doradzaniu w zakresie sposobu jedzenia poszczególnych potraw. Sącząca się z głośników nieprzesadnie głośna muzyka, unoszący się w powietrzu aromat przypraw i jedyny w swoim rodzaju smak gruzińskiego wina pozwolą na chwilę zapomnieć o szarej codzienności. Gorąco polecamy!


Chinkalnia
Wrocław: ul. Sukiennice 3/4 (blok śródrynkowy)
codziennie od 12 do 22
25-30 miejsc, ogródek letni 15-20 miejsc
ostatnia wizyta: wiosna 2017

Wsiąść do pociągu | Kolejowe Bistro | Jaworzyna Śląska

4.5.17
Dziś chcemy zabrać Was do miejsca, którego na pewno nie może ominąć żaden miłośnik kolei. Mamy jednak nadzieję, że i tym mniej zafascynowanym transportem szynowym też się spodoba.



Wagony restauracyjne zaczęły być dołączane do pociągów stosunkowo późno, bo dopiero ponad pół wieku po uruchomieniu pierwszej linii kolejowej. Wcześniej pasażerowie stołowali się głównie na dworcach, gdzie tworzono rozmaite restauracje, często odrębne dla pasażerów klasy pierwszej i pozostałych klas.

Dziś restauracji dworcowych już prawie nie ma. Poza Wrocławiem Głównym istniejące bary dworcowe można policzyć na palcach. Trochę lepiej mają się wagony restauracyjne, choć i tak w większości są to już wagony barowe, z niewielkim wyborem potraw albo tylko z produktami gotowymi, odgrzewanymi w kuchence mikrofalowej, z plastikowymi sztućcami i naczyniami.

Dla wielu osób klimat wagonów restauracyjnych pozostaje jednak nadal wyjątkowy i dla nich właśnie powstało Kolejowe Bistro w Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku w Jaworzynie Śląskiej. Bistro zlokalizowano w prawdziwym dawnym wagonie restauracyjnym. Są barowe stołki i niewielkie stoliki, wystrój zgodny z duchem minionej epoki. Można usiąść i spróbować poczuć się jak w pociągu.


Jednak wagon barowy w Jaworzynie Śląskiej wyróżnia się na tle wagonów barowych w kursujących obecnie pociągach i to nie tylko z uwagi na wyposażenie rodem z PRLu. Tym, co czyni go wyjątkowym, jest pyszne jedzenie i ceramiczne naczynia. Byliśmy tam wcześnie rano, więc oferta była jeszcze niezbyt bogata, jednak nie pozwolono nam wyjść bez niczego. Dostaliśmy kawę i ciacho. Prawdziwą kawę (sypaną, parzoną w też nieczęsto już spotykanym ekspresie przelewowym) i prawdziwe domowe ciacho, a nie takie w papierku z supermarketu. A później zapewne było jeszcze lepiej, bo gdy my ten wagon opuszczaliśmy, właśnie przywieziono do niego ogromny gar z zupą.

Jeśli więc chcecie zjeść w prawdziwym wagonie kolejowym, na prawdziwych talerzach prawdziwymi sztućcami coś naprawdę dobrego - zapraszamy do Jaworzyny Śląskiej. A zamiast w wagonie można też usiąść przy stolikach na powietrzu i podziwiać, co dzieje się na jaworzyńskiej obrotnicy. A dzieje się sporo i... Nie tylko pod parą.


Kolejowe Bistro
Jaworzyna Śląska: ul. Towarowa 4 (Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku)
30-40 miejsce, ogródek letni 25-30 miejsc
codziennie od maja do września, od 10 do 18
ostatnia wizyta: wiosna 2017



Obsługiwane przez usługę Blogger.