Featured

12/recent

Pizza przy parku | Pizza nel Parco | Wrocław

16.2.17
Tydzień temu zachęcaliśmy Was do szukania miejsc z najlepszą pizzą nie tylko we Wrocławiu. Jeśli natomiast właśnie w stolicy Dolnego Śląska poczujecie ochotę na pizzę, zajrzyjcie do przytulnej Nel Parco, która oferuje jedną z najlepszych, naszym zdaniem, we Wrocławiu.


Lokal jest niewielki, klimatyczny. Położenie obok Parku Szczytnickiego powoduje, że staje się miejscem zakończenia wielu niedzielnych spacerów. Dlatego też radzimy zarezerwować wcześniej stolik, zwłaszcza w weekend.

Wnętrze jest czyste, ładne i stylowe, widać sporą dbałość o szczegóły i dobór sezonowych dodatków. Zimą ogrzewa nas kominek, latem możemy korzystać z dosyć sporego ogródka przed lokalem. Zawsze – zamówić wyborne jedzenie.

Jaka jest pizza w Nel Parco? Pyszna i świeża. Na cienkim, chrupiącym cieście rozłożone są smaczne dodatki, których nigdy nie jest mało. Nie jest ich też zbyt wiele, dzięki czemu udaje się uniknąć wrażenia „przeładowania”.


Na podkreślenie zasługuje fakt, że bardzo dobre są nie tylko warzywa, ale też szynka, kiełbasa i mięsa, co nie jest przecież w pizzeriach regułą. Wśród wielu przeróżnych rodzajów pizzy znajdują się smaki najbardziej tradycyjne oraz takie, do których nie jesteśmy bardzo przyzwyczajeni. Można więc zamówić np. margheritę, prosciutto czy capricciosę, ale również autorskie połączenie składników w pizzy nel parco lub Lardo e gallinacci – pyszną z boczkiem, kurkami i sosem śmietanowym.

Oczywiście w menu jest nie tylko pizza. Są i inne włoskie przysmaki, dla dbających o linię i zdrowie – pyszne sałatki, których porcje są wystarczające, by się najeść. Na rozgrzanie zimą polecamy zupy.



Do picia kawa i herbata (w zimowej wersji herbata z przyprawami i lekkim aromatem rumu, bardzo dobra, polecamy), soki, ale też oczywiście wino i piwo dla tych, co wolą tradycyjne połączenia. Czasami trzeba trochę dłużej poczekać na realizację zamówienia, ale warto. Czas oczekiwania wynagrodzi jedzenie, a umili przyjemny klimat i dobre wino.

Jako ciekawostkę warto podać, że budynek w którym znajduje się Nel Parco ma swoją historię. Przed wojną był to budynek szaletu miejskiego, natomiast jeszcze kilkanaście lat temu działa tu bardzo popularna cukiernia.


Pizza nel Parco
Wrocław: al. Różyckiego 1
codziennie od 12 do 22, w piątki i soboty do 23
15-20 miejsc, ogródek letni 20-30 miejsc
ostatnia wizyta: styczeń 2017

Międzynarodowy Dzień Pizzy | Dolny Śląsk

9.2.17
Ojczyzną pizzy są, jak wiemy, Włochy. Dokładniej zaś – niewielkie miasteczko portowe Gaeta, aczkolwiek ta w najbardziej znanej dzisiaj, klasycznej formie z mozzarellą, narodziła się w Neapolu. Tajemnicą najlepszej włoskiej pizzy jest… prostota. Cienkie ciasto o lekko chrupiącym spodzie, na którym umieszcza się starannie skomponowane naturalne składniki. 

Dzisiaj, 9 lutego, danie to ma swoje święto. Świętujmy zatem – zapraszamy na pizzę!

Maestro / Świeradów-Zdrój
Zaczynamy we Wrocławiu. W stolicy Dolnego Śląska obecnie najbardziej smakuje nam pizza w Nel Parco – krucha, delikatna, na cienkim spodzie, z prostymi kompozycjami dodatków. Idealna. W dodatku pizzeria zlokalizowana jest tuż obok Parku Szczytnickiego, zaś przytulnie urządzone wnętrze zachęcająco mruga światłami świec i lampek do spacerowiczów zimą, a stosunkowo duży ogródek oferuje chwilę wytchnienia latem.

Nel Parco / Wrocław
Z Wrocławia jedziemy do Świdnicy, do Gusto Italiano. Już Wam zachwalaliśmy to miejsce, bo naprawdę warte polecenia – doskonała włoska kuchnia to, obok świetnych zup i pysznych past, równie doskonała pizza.

Okazuje się, że kuchnia włoska zawitała na dobre także do górskich kurortów. I tak na przykład stosunkowo niedawno otwarta w Szklarskiej Porębie restauracja Retro (którą lubimy zwłaszcza za wystrój) oferuje poza szeregiem innych smacznych dań różne rodzaje pizzy strudzonym po wędrówkach górskimi szlakami turystom, a srebrnogórska Stodoła właściwie na pizzę przede wszystkim stawia. Jest z niej zresztą znana – jeśli byłeś, turysto, w Srebrnej górze i nie jadłeś pizzy w Stodole, to tak naprawdę ta wizyta się nie liczy. Zdecydowanie przepis na tę pizzę odbiega od włoskiej klasyki, ale mimo to warto spróbować.

Stodoła / Srebrna Góra
Podobnie jak serwowanej w znajdującej się w Lwówku Śląskim Qchni Smaków, o której już Wam opowiadaliśmy i która wzbudziła u nas wiele ochów i achów. Pizza jest zdecydowanie jednym z częściej zamawianych dań i nic dziwnego, skoro jest niedroga, duża i bardzo dobra.

Równie dobra jak ta, którą w swojej restauracji oferuje znany naszym Czytelnikom specjalista od współczesnej nowoczesnej kuchni uzdrowiskowej, Michał Koszycki. W Maestro w Świeradowie-Zdroju zjecie na pewno zawsze pyszną pizzę z mnóstwem świeżych, dobrej jakości dodatków. Jak się okazuje – dolnośląskie uzdrowiska mają w temacie pizzy wiele do powiedzenia.

La Nonna / Polanica-Zdrój
Oto bowiem w Polanicy-Zdroju znajduje się restauracja La Nonna, do której warto na pizzę się wybrać. Cienkie ciasto, dobrze skomponowane składniki, aromatyczne oliwy – pycha. A zaraz obok – Kudowa-Zdrój. A w Kudowie – Cudova Bistro, w którym znajdziecie pizzę taką, jak nigdzie indziej. Na przykład na razowym cieście, nieco inną niż standard, choć już właściwie nowy standard ustanawiającą. Klasyka zresztą także smaczna.

Cudova Bistro / Kudowa-Zdrój
Do Cudowa Bistro zaprosimy Was już w najbliższych dniach – wybieramy się bowiem sprawdzić, czy nic się nie zmieniło i czy nadal uśmiechnięta obsługa roznosi przepyszne pizze wśród szczelnie wypełniającego wnętrze (a latem i ogródek) tłumu gości.

Tymczasem – jedzcie pizzę i napiszcie, który lokal serwuje Waszą ulubioną!

Restauracja z dawnych lat | Retro | Oborniki Śląskie

2.2.17
Lubicie retro? My lubimy, nic więc dziwnego, że jak tylko wypatrzymy lokal „retro”, udajemy się do niego niezwłocznie, by sprawdzić, w czym się ów styl w danym miejscu przejawia.


Dziś w Kościele katolickim obchodzone jest Święto Matki Boskiej Gromicznej, które dla wszystkich miłośników bożonarodzeniowego wystroju jest tradycyjnie ostatnim dniem, w którym może stać jeszcze choinka. Dziś rozbieramy więc ostatnie choinki, a skoro rozbieramy choinki to właściwie już wiosna i lato. Postanowiliśmy sobie więc przypomnieć te ciepłe okresy roku.

Latem odwiedziliśmy właśnie restaurację "Retro" w Obornikach Śląskich. Było parno i "żar lał się z nieba", więc miło zaskoczyła na klimatyzacja. Było też miło i smacznie, a ostatecznie również retro – i to zaraz na wejściu, bo przekroczywszy próg lokalu, znaleźliśmy się w hotelowej restauracji z dawnych lat, z pięknym wystrojem, w którym główną rolę odgrywają gustowne tapety i stylowe dodatki.

Jedzenie smaczne, świeże, domowe. Zamówiliśmy placki ziemniaczane oraz sałatkę. Placki okazały się strzałem w dziesiątkę – jeśli lubicie świeże, chrupiące i dobrze przyprawione, to z pewnością jest to danie właśnie dla Was. Sałatka była równie smaczna, idealna zwłaszcza na upalny dzień, w którym odwiedziliśmy restaurację.



Uwagę zwraca również estetyka podania – zdecydowanie najadły się także nasze oczy. Na zakończenie obiadu czekała na nas miła niespodzianka – w prezencie dostaliśmy porcję deseru (panna cotta), który również smakował wyśmienicie. Dziś w "Retro" zapewne menu zimowe, nie mieliśmy (jeszcze) okazji spróbować. Ale może Wy mieliście?



Restauracja Retro
Oborniki Śląskie: ul. marsz. Józefa Piłsudskiego 8
codziennie od 9 do 20
40-50 miejsc
ostatnia wizyta: czerwiec 2016

Osiem Misek | Wrocław

26.1.17
Osiem Misek dało się poznać przede wszystkim jako food truck, który po prostu zachwycił mieszkańców Wrocławia niecodziennymi wersjami dań z makaronem. Od niedawna działa też lokal stacjonarny, znajdujący się przy ul. Włodkowica.


Z uwagi na świetne opinie, wielokrotne polecenia i interesujące menu postanowiliśmy sprawdzić, co i jak serwują w Ośmiu Miskach. Sprawdziliśmy i na pewno jeszcze tam wrócimy. 

Po wejściu do lokalu znaleźliśmy się w nowoczesnym bistro, tętniącym gwarem rozmów, pachnącym egzotycznymi przyprawami i czarującym uśmiechami obsługi. Zamówiliśmy Pad thai w wersji vege oraz oczywiście maślaną bułkę, specjalność lokalu, w połączeniu z wolno pieczoną wieprzowiną. 

Makaron świetny, zachowujący specyficzny smak makaronu smażonego po tajsku, z dużym dodatkiem przypraw zarówno świeżych, jak i suszonych. A na wierzchu – orzechy nerkowca, które na przykład my bardzo lubimy i z pewnością podniosły nam walory smakowe całości. Danie jest dość ostre, w związku z czym warto przemyśleć, czy nie zamówić na przykład pysznej lemoniady lub … przejść się parę kroków, by zamówić piwo z AleBrowaru (o którego ofercie napiszemy jednak innym razem).


Buła z wieprzowiną chyba jeszcze lepsza. Na uwagę zasługuje bardzo dobre mięso, ale napisać trzeba przede wszystkim coś na temat buły. Bo nie jest to taka zwykła bułka. Nieco przypomina bułkę na parze, trochę zaś – czeskiego knedlika. Żadnym jednak nie jest tak do końca, stanowi coś pomiędzy – i jest smaczna. Dodajmy do tego interesujący w smaku sos, świeże warzywa – czegóż więcej wymagać? 

Jest też możliwość zamówienia deseru, a do niego kawy. Bardzo dobrej, aromatycznej kawy, komponującej się dobrze tak ze słodkim, jak i wytrawnym menu. Dania są dosyć duże, sycące, przez to ceny nie są wcale tak wysokie, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Zaglądnijcie do Ośmiu Misek!


Osiem Misek
Wrocław: ul. Pawła Włodkowica 27
codziennie od 12 do 22
30-40 miejsc
ostatnia wizyta: styczeń 2016 

Powrót do przeszłości | Gold Cafe | Wrocław - Karłowice

19.1.17
Gdyby zadać pytanie o to, ile we Wrocławiu jest rynków, ktoś mógłby wykonać wymowny gest stukając się palcem w czoło i odpowiedzieć, że przecież rynek, jak to rynek, jest jeden. 


Sprawa jednak nie jest taka prosta. Już na Starym Mieście pojawiają się wątpliwości, bo funkcję rynku spełniał też Nowy Targ czy Plac Solny. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że niektóre dzisiejsze wrocławskie dzielnice i osiedla były dawniej oddzielnymi miejscowościami, to sprawa jeszcze bardziej się komplikuje i znajdziemy tych placyków rynkowych nieco więcej.

Przykładem może być chociażby plac marszałka Józefa Piłsudskiego (proszę nie mylić z położoną w centrum i prowadzącą do dworca ul. marszałka Józefa Piłsudskiego, ulica i plac chociaż tego samego imienia, leżą bardzo daleko od siebie). Na pierwszy rzut oka plac, jakich wiele, ale tak naprawdę rynek dawnego Carlowitz.




Karłowice, bo o nich mowa, do Wrocławia dołączyły dopiero w roku 1928, jednak jeszcze przez wiele lat ich mieszkańcy nie czuli się wrocławianami. Nawet w pierwszych latach powojennych wybierając się do centrum Wrocławia jeździli „do miasta”, zaś ich codzienne życie płynęło wśród niewysokich kamieniczek i przepięknych budynków willowych z ogromnymi ogrodami. Mieli swoje kina, sklepy, mieli później też zamknięty, przeznaczony dla wojska obszar…

Ale nie o tym chcemy pisać. Do niedawna wydawało się, że serce Karłowic przestanie już za chwilę bić. Na szczęście powstało kilka nowych miejsc, między nimi zaś urokliwa kawiarenka Gold Cafe. Jeśli lubicie tradycyjne kawiarniane wnętrza, przytulny wystrój i spokojną atmosferę niedzielnego popołudnia, jest to miejsce dla Was wymarzone.

Jeśli jesteście miłośnikami aromatycznej kawy, sezonowej herbaty lub grzanego wina, również zdecydowanie możemy Wam Gold Cafe polecić. Gdy marzy Wam się spotkanie w ładnym wnętrzu, z dala od wielkomiejskiego zgiełku, przy dobrej kawie i fenomenalnych ciastach, śmiało tu wstąpcie.

Warto wspomnieć, że Gold Cafe powstała na parterze narożnego budynku, który ma witryny zwrócone zarówno w stronę placu marsz. Józefa Piłsudskiego, jak i ul. Jana Kasprowicza. Jest tak dlatego, że gdy powstawał on w 1914 roku cały parter przeznaczono właśnie na cukiernię. Dziś kawiarnia zajmuje tylko połowę dawnego lokalu, tę wychodzącą na plac. W części wychodzącej na ulicę funkcjonuje sklep spożywczy "Swojskie Wyroby".




Zajrzawszy do Gold Cafe niespełna tydzień temu, zamówiliśmy słodkie czarno-białe ciastko oraz fantastyczny tort bezowy z malinami. Oczywiście jest też sernik, jabłecznik, są także inne smacznie wyglądające wypieki, ponadto lody, po które chętniej sięgać będziemy zapewne za kilka miesięcy. Kawa też nie tylko czarna (chociaż taką zdecydowanie polecamy, bo jest naprawdę dobra).

Wyjątkowe miejsce w wyjątkowej okolicy – spacer po Karłowicach jest dobrym pomysłem tak zimą, jak i latem, a po spacerze nie ma nic przyjemniejszego niż pyszna kawa, ciasto i chwila zadumy przy zdjęciach z dawnych czasów, które zdobią wnętrze Gold Cafe. Odwiedzajcie i dzielcie się wrażeniami!


Gold Cafe
Wrocław: pl. marsz. Józefa Piłsudskiego 1
codziennie od 11 do 20
15-20 miejsc

Karnawał w kuchni | Dolny Śląsk

12.1.17
Za nami już okres świąteczny – czas leniuchowania, spędzania czasu w domowym zaciszu i objadania się świątecznymi potrawami. Nie oznacza to jednak, że nadszedł już gorszy okres dla łasuchów. Wręcz przeciwnie – karnawał, który rozpoczął się kilka dni temu, też ma im dużo do zaoferowania.

"Stillleben mit Bockbierglas", olej na płótnie 1839 | Johann Wilhelm Preyer
Tradycyjnie w dniu 6 stycznia, czyli Trzech Króli, kończyły się bożonarodzeniowe gody, trwające od Wigilii Bożego Narodzenia „święte wieczory”, a rozpoczynały się tzw. Zapusty, czyli karnawałowe zabawy. Ten dzień też miał dla siebie właściwą kulinarną oprawę, m.in. właśnie na 6 stycznia przygotowywano placek lub tort migdałowy (ten, kto trafił w swoim kawałku ciasta na migdał, był później zobowiązany zorganizować karnawałową zabawę). I właściwie te migdały towarzyszyły dawniej m.in. mieszkańcom Dolnego Śląska przez cały karnawał.

Tort orzechowo-migdałowy | Alexander Baxevanls | cc-by
Zupa migdałowa | Cyclonebill | cc-by-sa
I tak na przykład w dużym stopniu urozmaicona karnawałowa kuchnia Wrocławia przesycona była zapachem przepysznej zupy migdałowej. Obok niej w kartach dań i na stołach wielu domostw pojawiała się zupa kasztanowa i mnóstwo przeróżnych dań: od przypominających o dopiero co minionych świętach karpia przez pieczeń wieprzową i sarni comber po steki jagnięce.

Ten karnawał w naszym regionie był podobno dawniej z jednej strony słodki, z drugiej zaś – obfitujący w mięso. Tak, tak, właśnie w czasie karnawału mieszkańcy stolicy Dolnego Śląska jedli znacznie więcej mięsa niż w pozostałe miesiące. Powodów takiego stanu rzeczy szukać należy zapewne w trwającym od listopada do lutego okresie świniobicia, ale przede wszystkim – w przekonaniu, że przed zbliżającym się Wielkim Postem można i należy sobie pofolgować i najeść się do syta.

Stek jagnięcy | Naotake Murayama | cc-by

Knackwurst | fot. Monstourz | cc-by-sa
Iście wrocławskim przysmakiem były tzw. Knackwursty – małe kiełbaski podawane najczęściej w charakterze piwnej przekąski. W XIX wieku na karnawałowe stoły trafiła biała pieczona kiełbasa w sosie piwnym, którą określano mianem "dumny Henryk" – na cześć Henryka Pruskiego, młodszego brata króla Prus Fryderyka II Wielkiego, wybitnego stratega wojskowego i utalentowanego dyplomaty. Zresztą wywodzące się z języka włoskiego słowo „karnawał” znaczy tyle, co … „pożegnanie mięsa”. No i wszystko jasne!

Ale spożywano i inne specjały, na przykład precle, pączki, faworki i … „karpie krawca”, czyli bardzo tłuste śledzie, które najchętniej jadano w śmietanie z posiekaną cebulą lub szczypiorkiem Oczywiście nie tylko jedzono – dolnośląskie stoły uginały się także pod ciężarem przeróżnych napitków spożywanych w nie mniejszej niż słodycze i mięso obfitości. Wśród nich zaś prym wiodło piwo. W tym czasie wypadało też święto piwa – Bockbierfest (którego nazwa wywodziła się od piwa określanego mianem koźlaka), obchodzone w różnym miejscach już od pierwszych dni nowego roku (np. w Kunicach czy Miłkowicach) lub dopiero od połowy stycznia (Przemków, Bolesławiec).

Do czasów I wojny światowej w każdej właściwie miejscowości, w każdej gospodzie obchodzono Bockbierfest; często imprezy nie sprowadzały się li i jedynie do lania i picia piwa, ale i tańców, obdarowywania prezentami towarzyszących mężom pań, przebieranek, pokazów filmów i przeróżnych występów.

Stoły wigilijne | Dolny Śląsk

22.12.16
Kulinarna różnorodność Dolnego Śląska znajduje odzwierciedlenie w różnorodności i bogactwie potraw – tych serwowanych na co dzień i tych podawanych od święta. Nie inaczej jest w przypadku stołów wigilijnych. 

fot. Mazurkowa Chata 
Przybywający po II wojnie światowej na dolnośląską ziemię z różnych strona kraju i z zagranicy przywozili ze sobą tradycyjne przepisy i przyzwyczajenia do określonych potraw. Z czasem te tradycje poczęły się przenikać wskutek mieszanych małżeństw, ale i kontaktów sąsiedzkich. Dzisiaj mamy tutaj potrawy charakterystyczne dla dawnej kuchni śląskiej, ale i takie, które stanowią o specyfice kuchni kresowej.

Zapraszamy do stołu!

Zestaw stałej liczby określonych dań to tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie i w wielu rodzinach nadal ściśle przestrzegana. Czy potraw na Waszym stole jest dwanaście? Jeśli tak, jesteście wśród większości, bo w prawie każdym domu zwyczajowi temu się hołduje, chociaż tak naprawdę badacze kultury i obyczajowości nie do końca wiedzą, dlaczego akurat taka liczba.

Ma być dwanaście, bo tylu było apostołów – to chyba najczęstsze uzasadnienie, z którym się spotykamy. A co wśród tych dwunastu?

Oczywiście karp. I mimo że większość potraw wykazuje przedchrześcijańskie pochodzenie (zboża, rośliny strączkowe, grzyby, suszone owoce), to właśnie ryby, które wraz z chrześcijaństwem przywędrowały do naszych domów, są jedną z najczęściej kojarzonych z Wigilią potraw. Karpia robimy różnie: smażymy, pieczemy, podajemy w galarecie lub faszerujemy. Śląska rdzenna kuchnia to podobno karp w śmietanie duszony z grzybami – czy takiego jednak gdzieś się jeszcze jada?

Ze wschodu przywędrowała do nas kutia, którą jeszcze kilka pokoleń wstecz dzielono się na rozpoczęcie wigilijnej wieczerzy w miejsce dzisiejszego opłatka. Ten pojawił się tu dopiero w wieku XX i w niektórych miejscach ludność do dzisiaj pamięta, że dawniej wypiekano te opłatki w różnych kolorach (żółte dla drobiu, różowe dla bydła) – zwyczaj kontynuowano jeszcze w czasach powojennych w części dolnośląskich wsi, później jednak zarzucono.

Kutia / fot. Zserghei
Ludność z Wileńszczyzny przywiozła ze sobą zwyczaj jadania przy Wigilii kisieli owsianych, którym smaku dodawano żurawiną. Niewiele jest jednak już domów, w których pojawia się ta potrawa. Kresową proweniencję ma też barszcz z uszkami, z Lubelszczyzny zaś pochodzi zupa grzybowa. Bardzo rzadko pojawia się na naszych stołach barszcz biały. Bez względu jednak na to, którą zupę jemy, powinny pojawić się w niej grzyby, umożliwiające podobno łączność z zaświatami (co też jest przeświadczeniem z czasów przedchrześcijańskich zresztą).

Z magią urodzaju wiąże się natomiast spożywanie roślin strączkowych, toteż ich także obfitość gości na naszych stołach. Groch z kapustą to potrawa najczęściej spotykana, fasola ze śliwkami oraz bób smażony z czosnkiem to dania niewątpliwie ciekawe, ale znacznie rzadsze, zwyczaj ich jadania przywieźli górale czadeccy, z kolei przybysze z Polesia przywieźli ze sobą przepis na fasolę z cebulką.

Pierogi / fot. Wojciech Głodek
Niemal wszędzie na Dolnym Śląsku pojawiają się pierogi (zwykle te z kapustą i grzybami, choć Podolanie faszerują je także … śledziem).  Podobnie popularna jest kapusta, występująca w różnych wersjach i z różnymi dodatkami (na przykład z kaszą gryczaną, z grzybami albo w formie nadzienia – do kulebiaków, tak popularnych w kuchni kresowej).

Tradycyjna potrawa na tę wyjątkową wieczerzę to także kołacz drożdżowy (czasem po prostu świąteczny chleb). Według zwyczajów m.in. górali czadeckich tego wigilijnego pieczywa, które ma najczęściej postać plecionki, nie można kroić nożem, a łamać się nim.

Chleb okolicznościowy / fot. Jan Kleps Piekarnia Ulijanka
Wigilia to także specjalne ciasta – z nadzieniem makowym lub owocowym. W wielu dolnośląskich domach pojawiają się kluski z makiem. I tutaj też nie ma jednego przepisu: czasem jest to drobny makaron lub łazanki z makiem, innym razem przygotowuje się ciasto podobne jak na kluski śląskie i nadziewa farszem makowo-bakaliowym. Są też makiełki (na sąsiedniej Opolszczyźnie zwane makówkami), potrawa rodem z wielkopolski, którą przygotowuje się z maku, bakalii i namoczonej w mleku, pokrojonej bułeczki pszennej, a słodzi cukrem lub miodem. Są przepyszne.

Na Wigilii święta się nie kończą, a wręcz przeciwnie, toteż i na kolejne dni wiele jest specjalnych dań i smakołyków. Dość przypomnieć charakterystyczne dla tych terenów pierniczki, maślane ciasteczka tak popularne w niemieckiej kuchni (Plätzchen) oraz znane i w innych krajach ciasteczka korzenne (w wersji niemieckiej funkcjonujące pod nazwą Spekulatius).

Plätzchen / fot. Tommy Rumrich
Nie można zapomnieć też o dawnym specjale regionalnym – legnickich bombach, czyli piernikowego ciasta w polewie czekoladowej o kształcie zbliżonym do bomby właśnie. Legenda mówi, że pierwsze tego typu ciasto stworzył ubogi legnicki czeladnik cukierniczy przygotowując się do egzaminu mającego uczynić z niego cukierniczego mistrza i szukając pomysłu na przysmak niecodzienny, oryginalny i zachwycający, a przepis zdradzić miał mu sam Liczyrzepa…

Bomby Legnickie / fot. SKopp (cc-by-sa)
Tak naprawdę jednak w 1853 roku Eduard Mueller po raz pierwszy stworzył to ciasto i początkowo przygotowywano je i pieczono tylko i wyłącznie w okolicy Świąt Bożego Narodzenia. Z czasem przepis się rozpowszechnił, uległ rozlicznym modyfikacjom i na Dolnym Śląsku legnickich bomb pojawiało się całkiem sporo. Może też o nich słyszeliście?

Na naszym stole przysmaki mieszane, z różnych stron pochodzące, odwzorowujące skomplikowane losy naszych rzuconych w wiry historii rodzin. Cieszymy się smakami, śledzimy ich pochodzenie i szukamy pierwowzorów. A co pojawia się na Waszych Wigilijnych stołach?


Obsługiwane przez usługę Blogger.