Featured

12/recent

Pod Muflonem | Duszniki-Zdrój | Góry Bystrzyckie

16.5.19
Odwiedziliśmy to miejsce chyba już o każdej porze roku i za każdym razem było tu równie pięknie. Najbardziej bajkowo jednak wyglądało tu w zimie, gdy wszytko delikatnie przyprószył świeży śnieg.






Schronisko górskie "Pod Muflonem" powstało w połowie XIX wieku pod Ptasią Górą jako gospodarstwo specjalizujące się w produkcji żętycy, serwatki i koziego mleka. Były to bardzo pożądane produkty do kuracji uzdrowiskowej w leżącym nieopodal dusznickim zdroju. Już w 1800 roku powstał w Dusznikach-Zdroju zakład mleczny i żętyczny, który korzystał z nowego sposobu wykwaszania serwatki i żętycy opracowanego przez opolskiego lekarza dr Mogalli. Rok później lekarz zdrojowy dr Blottner wydał w Kłodzku Przewodnik dla tych, którzy chcą skorzystać z kuracji mlecznej i źródeł zdrowotnych w Kudowie i Dusznikach jako środka leczniczego.

W 2 połowie XIX wieku gospodarstwo przebudowano na  gospodę turystyczną. Początkowo nosiło nazwę Liebe Stille, czyli Miła Cisza. Jednak kuracjusze szybko przestawili słowa w nazwie i powstało Stille Liebe, czyli... Cicha Miłość. Największą popularność osiągnęło to miejsce na przełomie XIX i XX wieku, dzięki rosnącej popularności sportów zimowych i wybudowaniu tu kończącego się w Dusznikach toru saneczkowego.

Po II wojnie światowej początkowo był tu Dom Turysty Biura Podróży "Orbis", ale stosunkowo szybko obiekt został przejęty przez Polskie Towarzystwo Tatrzańskie (późniejsze Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze). Mimo poważnego pożaru, do którego doszło w 1959 roku, schronisko przetrwało i działa do dzisiaj. Swoją polską nazwę zawdzięcza głowie muflona wiszącej w jadalni.

Schronisko "Pod Muflonem" jest typowym obiektem turystycznym. Wnętrze posiada stylizowane drewniane stoły i krzesła, rzeźbione żyrandole, kaflowy piec, kolekcję poroży i śląskich talerzy. Przed wojną oferowano tu około 20 miejsc noclegowych, obecnie jest 48 łóżek w 14 pokojach od 2 do 7 osób. Można tu zjeść klasyczne dania - fasolkę po bretońsku, smażony ser czy pierogi. Kuchnia działa od 10 do 21.

Będąc tutaj koniecznie trzeba zwrócić uwagę na trzy lokalne piwa - Muflonowe, Bolka i Jasiek-Ptasiek. Są one ważone specjalnie dla schroniska "Pod Muflonem" w Browarze Rebelia w Ząbkowicach Śląskich. Najlepiej smakują oczywiście na platformie widokowej, gdzie ulokowano dwa stoliki i skąd można oglądać przepiękną panoramę Dusznik-Zdroju, a każdy miłośnik kolei może wypatrzyć dworzec i biegnącą nad miasteczkiem linię kolejową z Polanicy do Kudowy.

Skąd nazwa "Muflonowe" zapewne wyjaśniać nie trzeba, ale dwie pozostałe nazwy mogą nie być już takie oczywiste. Bolko to jesion posadzony w 1866 roku przed schroniskiem i będący obecnie już pomnikiem przyrody. Jasiek-Ptasiek to duch mieszkający pod Ptasią Górą, który za życia był piwowarem dzierżawił tawernę przy kłodzkim rynku. Nie był zbyt miłym człowiek, a gdy kiedyś nawymyślał biednej wdowie spotkała go kara boska - dostał apopleksji i umarł. Straszył potem okropnie aż schwytał go kłodzki kat do skórzanego wora i wywiózł do lasu między Polanicą a Dusznikami...






Jak dotrzeć?

Schronisko znajduje się na terenie miasta Duszniki-Zdrój. Prowadzi tu ścieżka z części zdrojowej (żółty szlak turystyczny), które - w zależności od kondycji - dojdziemy w 30-40 minut (część drogi jest stromo pod górę, 160 m podejścia, 1,3 km). Można też wybrać okrężną, ale łagodniejszą drogę, która najpierw prowadzi asfaltówką, a później bitą drogą leśną (szlak niebieski z centrum, 3 km).




Schronisko PTTK Pod Muflonem
Duszniki-Zdrój: ul. Górska 14
z dworca kolejowego Duszniki-Zdrój do rynku (15 min) i dalej szklakiem turystycznym żółtym lub niebieskim
schronisko otwarte całą dobę, kuchnia działa od 10 do 21
ok. 80-100 miejsc w jadalni, ogródek letni ok. 20-30 miejsc
atmosfera swobodna, strój nieformalny, schronisko górskie
dania obiadowe ok. 15-20 zł, piwo od 6 zł
ostatnia wizyta: marzec 2019

Mo(r)że kawy? | Urban Coffee Marathon 2019 | Wrocław

9.5.19
Ile można wymyśleć rodzajów kawy? Całe morze. Przekonuje o tym organizowany cztery razy do roku Coffee Marathon. W Polsce impreza wystartowała w 2013 roku w Poznaniu, dziś jednak największa jest właśnie w stolicy Dolnego Śląska. 


Co to takiego "maraton kawy"? To festiwal, w którym uczestniczy od kilku do nawet kilkudziesięciu kawiarni, które przygotowują specjalne zestawy - deser i kawa - dla swoich klientów. Wszystkie zestawy są dostępne w tej samej cenie i często nie znajdują się na co dzień w menu. Festiwal trwa zawsze tydzień i kończy się głosowaniem uczestników na najlepszy zestaw w edycji. Koleje edycji mają też swój temat przewodni. Są bardzo różne, od tak oczywistych jak "cappucino" lub "kawa mrożona", po pozwalające na większą inwencję - "wycieczki" czy "trendy".

 Obecnie - od poniedziałku 6 maja do niedzieli 12 maja - trwa we Wrocławiu Urban Coffee Marathon. Czego można spróbować? Może to być tęczowe jaśminowe cappuccino z minitartaletkami z malinami, musem z białej czekolady udekorowanymi minimakaronikami w kolorze koralu z nadzieniem różanym. Albo puszysta kawa cappucino parzona z ziaren odmiany arabica z nutami smakowi migdałów, cytrusów i orzechów wraz z chrupiącym ptysiem z kremem malinowym. Albo mleczna kawa na bazie świeżo mielonych ziaren, w której wyczujemy nuty masła kakaowego, pistacji i suszonych owoców wraz z deserem z masy ciasteczkowej z dodatkiem legendarnych, belgijskich herbatników i kremu ciasteczkowego z kruchym ciastkiem cookie monster. Albo... coś z prawie 60 innych propozycji we Wrocławiu.

 Każda kawa - niezależnie od lokalu - i każdy deser kosztuje tylko 7 zł. Jeśli zaś zdecydujemy się na cały zestaw - a raczej warto - zapłacimy zamiast 14 zł tylko 12 złotych. Ceny są więc przystępne, a propozycje zazwyczaj bardzo ciekawe, stąd staramy się uczestniczyć w każdej kolejnej dolnośląskiej edycji. Pozwala nam to często odkryć nowe i ciekawe lokale we Wrocławiu, co i Wam polecamy. Wybrane miejsca, które już odwiedziliśmy, możecie zobaczyć na zdjęciach.

WuWA Cafe: cappucino jaśminowe i lody z polewą truskawkowo-różaną z wegańską pralinką migdałowo-żurawinową

Bez Przesady: ptyś i karmelowa kawa creme brule ze złotym makaronikiem

Bistro 8 1/2: włoska kawa mokasirs serwowana czarna lub z mlekiem i trufla z białej belgijskiej czekolady z migdałami i wiórkami kokosowymi podana na włoskim ciasteczku abbracci  
Cherubiny Wędrowiec: americano na ziarnie z Etiopii, podawane z kostkami logu z nutą czarnego bzu i pigwy oraz delikatny kremowy sernik pieczony na parze z dodatkiem letnich owoców


Gold Cafe: ptyś z gorącą konfiturą oraz macchiato o smaku prażonych orzechów

Port Cafe: pomarańczowe cappucino oraz brownie w malinowym musie z gałką lodów mango

Czarna Magia: kawa z chałwą oraz prawdziwe czekoladowe brownie z konfiturką

Na koniec jednak jeszcze mała łyżka dziegciu do tej beczki miodu. Oczywiście zdarzają się też problemy. Pyszne miniptysie, które widzicie na jednym zdjęć, były ostatnimi na stanie i dwie osoby, które przyszły po nas, musiały już się obyć smakiem, choć było dopiero wczesne popołudnie, a kawiarnia czynna do wieczora. Tu jednak barmanki stanęły na wysokości zadania i szybko zaproponowały "deser zastępczy". Rzadko, ale niestety zdarzają się także i drobne lub większe oszukaństwa ze strony restauratorów. Nie zawsze wszystko na miejscu wygląda tak, jak na zdjęciu. Największe rozczarowanie zaserwował nam Black Point Sądowa i stąd - mimo że zazwyczaj staramy się nie pisać negatywnie - tym razem innego wyjścia nie było.

Black Point Sądowa we Wrocławiu: rzeczywistość vs. reklama


100 lat temu | Dawne piwiarnie Wrocławia

25.4.19
Dziewiętnasty wiek był dla browarnictwa wiekiem przełomowym. Pierwsza połowa to ustawa o wolności rzemiosła, druga - nowe metody schładzania i słodowania zbóż, to także pionierskie badania nad fermentacją i pasteryzacją.

W średniowieczu piwo było najpopularniejszym napojem, a do tego dużo bezpieczniejszym od wody, która była zazwyczaj bardzo zanieczyszczona i jej picie groziło nawet śmiercią. Piwa nie traktowano jako alkoholu, którego miało dużo mniejszą zawartość niż dzisiaj. Z czasem jego popularność wcale nie spadała, mimo że pojawiały się nowe napoje jak kawa czy herbata, a woda nie była już taka najgorsza. W prawie każdej kamienicy była jakaś knajpka, bo mieszkańcy Wrocławia bardzo często stołowali się poza domem. Panowie spotykali się na piwie po pracy, a piwiarnie wiodły prym wśród dziewiętnastowiecznych wrocławskich lokali.



Piwiarnia Alter Weinstock w Breslau przy Poststrasse 3 (nieistniejący dziś budynek przy ul. Bł. Czesława 3 we Wrocławiu) 



Piwiarnia browaru Nussbaum przy Schmiedebrücke 20 w Breslau (nieistniejący dziś budynek przy ul. Kuźniczej 20 we Wrocławiu). Browar Zum Nussbaum działał przy Kletschkaustrasse 49 (ul. Kleczkowska 49, na terenie obecnego portu)



Piwiarnia Münchener Augustiner w Breslau przy Blücherplatz 17 (obecnie pl. Solny 17 we Wrocławiu, Pub "Wywrotowa")



Piwiarnia Pschorra w Breslau przy Tauentzien Platz 14 (nieistniejąca kamienica przy obecnym pl. Tadeusza Kościuszki 14 we Wrocławiu).



Strehlener Bierhalle (Piwiarnia Strzelińska) w Breslau w narożnej kamienicy przy Ohlauer Strasse i Schweidnitzer Strasse (obecnie nieistniejąca kamienica Kornecke "Jęczmienny Narożnik", dziś ul. Świdnicka ma zabudowę cofniętą wgłąb kwartału). Podawane tu piwo warzono w Wiązowie i Strzelinie.



Piwiarnia Würzburger Hofbräu w Breslau w kamienicy "Pod Słoniem" przy rogu Schweidnitzer Strasse i Hummerei Strasse (nieistniejąca kamienica, w miejscu dzisiejszego budynku przy ul. Świdnickiej 12-16 we Wrocławiu).



Piwiarnia Conrada Kisslinga w Breslau przy Junkern Strasse 15 (kamienica przy dzisiejszej ul. Ofiar Oświęcimskich 15 we Wrocławiu, mieści się tu pub "Z Innej Beczki").

Ciastko dla architekta | WuWA Cafe | Wrocław

11.4.19
To nie będzie opowieść o jedzeniu, bo nie ono jest tu najważniejsze. Do Cafe WuWA zajrzeliśmy po drodze, planując spacer po osiedlu, a jednak ciasto drożdżowe, które mieliśmy okazję spróbować do kawy sprawiło, że chyba jeszcze nieraz tu zajrzymy. 





Unikalna wartość osiedla WuWA w skali światowej jest niezaprzeczalna, podobnie jak jego znaczenie jako jednego z 6 eksperymentalnych osiedli modernistycznych, które powstały w ramach wystaw budowlanych organizowanych przez Werkbund. W tym roku Niemcy obchodzą setną rocznicę powstania Bauhausu, szkoły artystyczno-rzemieślniczej, która dała początek projektowaniu prostych form i odrzuceniu zbędnej dekoracyjności na rzecz funkcjonalności. Jednym z problemów, przed którym stanęli architekci, była budowa tanich i małych mieszkań dla masowego odbiorcy. Także celem powstałego we Wrocławiu w 1929 roku między dzisiejszymi ulicami Wróblewskiego, Tramwajową, Dembowskiego, Zielonego Dębu i Kopernika wzorcowego osiedla było zaprezentowanie nowych typów tanich małych i średnich mieszkań.

Dzisiaj architektura i epoka modernizmu cieszą się coraz większym zainteresowaniem, nie tylko w kręgach fachowych. Coraz częściej organizowane są wycieczki „szlakiem modernizmu”, coraz więcej turystów indywidualnych szuka niebanalnych celów zwiedzania, coraz więcej mieszkańców interesuje się historią własnego miasta. Osiedle WuWA jest więc nadal typowo mieszkalne, jednocześnie jednak staje się ikoną architektury i celem turystycznym. O pracach na rewitalizacją wrocławskiego osiedla Werkbundu możecie przeczytać więcej w nr 1(22)/2019kwartalnika "Przystanek Dolny Śląsk".






Dwa miesiące temu, 8 lutego 2019 roku, otwarty został punkt informacji o osiedlu - InfoWuWA. Można tam otrzymać publikacje i mapki, obejrzeć prezentacje multimedialne, kupić książki i katalogi o architekturze modernizmu, zapoznać się z materiałami o pozostałych osiedlach Werkbundu, a także napić się dobrej kawy i zjeść coś słodkiego.

Cafe WuWA znajduje w przybudówce do Domu Wzorcowego nr 1. Był to galeriowy dom czynszowy, gdzie na trzech kondygnacjach znalazło się 12 mieszkań o powierzchni 48 m2 i 6 mieszkań o powierzchni 60 m2. Po 6 na każdym piętrze. Zaprojektowali go Paul Heim i Albert Kempter. Ma konstrukcję żelbetową wypełnioną cegłami żużlowymi. Obecnie budynek nadal wykorzystywany jest w celach mieszkalnych. Od jego frontu w parterze dobudowano półokrągłą poczekalnię dla pasażerów tramwajów. Taką rolę pełniła jednak w latach 30. XX wieku. W okresie PRL funkcjonował tu przez długie lata zakład fryzjerski. Potem stała opuszczona, a po remoncie swoje miejsce znalazła w niej Cafe WuWa.

Najbardziej "klasycznym" wypiekiem, jakiego możecie spróbować w Cafe WuWa, jest ciastko architekta. Nam zdecydowanie bardziej do gustu przypadło ciasto drożdżowe z orzechami, które jednak nie zawsze jest dostępne, bo oferta wypieków zmienia się z dnia na dzień. Są jednak zawsze świeże i pyszne, o czym mieliśmy okazję przekonać się już kilkukrotnie. Do picia polecamy kawę, ale są także inne ciekawe napoje, jak chociażby napar ze świeżej mięty i orzeszków pinii.


Cafe WuWa
Wrocław: ul. Tramwajowa 2 (koło d. zajezdni Dąbie)
z dworca Wrocław Główny tramwajem nr 2 (20 min.) lub autobusami nr 145 i 146 (18 min.) do przystanku Tramwajowa
od poniedziałku do piątku od 7:30 do 17, w dni wolne od 11 do 19
ok. 10 miejsc, ogródek letni ok. 10 miejsc
atmosfera swobodna, strój nieformalny
kawa od 5 zł, herbata 8 zł, napoje od 7 zł, ciasteczko 4 zł, ciasto od 10 zł, kanapki od 5 zł
ostatnia wizyta: marzec 2019

Kawa u Wokulskiego | Bielawa | Wokulski Cafe

4.4.19
Tak, lubimy małe miasteczka. Lubimy je odwiedzać. Lubimy też obserwować, jak w końcu podnoszą się z upadku, który dokonał się w okresie transformacji ustrojowej. Sudeckie miasteczka są urocze i stają się coraz lepszymi miejscami do życia.


O Bielawie wspominano już w XIII wieku, jednak miejscowość tak naprawdę zaczęła się rozwijać dopiero w XIX wieku. W 1805 roku powstała tu największa i najnowocześniejsza na Dolnym Śląsku fabryka włókiennicza zbudowana przez Christian Dieriga. Zatrudniała 9 tysięcy pracowników. Zakłady pracowały nieprzerwanie prawie do końca II wojny światowej, a potem - w Polsce Ludowej - kontynuowały produkcję jako Państwowa Fabryka Wyrobów Bawełnianych Nr 1 w Bielawie, zatrudniając w najlepszym okresie ponad 13 tysięcy pracowników. Ostatnie krosna zamilkły w Bielawie w 2005 roku, a dziś po zakładach pozostały tylko ruiny.

Gdy w Bielawie od dobrych kilku lat działały zakłady Christian Dierig AG, w Warszawie urodził się bohater powieści Bolesława Prusa, który stał się w polskiej kulturze masowej symbolem przedsiębiorczości. Stanisław Wokulski nigdy raczej Dolnego Śląska nie odwiedził, a jednak w ostatnim czasie stał się patronem niewielkiej kawiarenki w Bielawa. To, czy stało się tak ze względu na skojarzenia z przemysłem włókienniczym czy też ze względu na skojarzenia z przedsiębiorczością, pozostaje tajemnicą.




Wokulski Cafe powstała przy bielawskim rynku. Lokal znajduje się w malutkiej kamieniczce wciśniętej między dwóch większych "braci". W weekendy nie otwiera się za wcześnie, ale na pewno warto na jego otwarcie poczekać. Czas można wykorzystać chociażby na spacer wśród starych zabudowań Bielawy w stronę zbiornika "Sudety", który stanowi miejskie centrum letniego wypoczynku i właśnie przechodzi remont, dzięki czemu już na wakacje będziemy mogli skorzystać z wygodnych alejek spacerowych.

Najlepsze "u Wokulskiego" są ciasta. Tu po raz kolejny przekonaliśmy się o wyższości ciast "domowych" nad tymi z masowej produkcji. Oczywiście nie zawsze są te same, ale za to są naprawdę pyszne. My zachwyciliśmy się kruchym ciastem z truskawkami oraz pomarańczowym biszkoptem z wiśniami. A do tego oczywiście czarna kawa, do której jeszcze, w ramach dodatku, kruche ciasteczko z cukrem*. Mniam.

* ps. a spróbujcie się domyśleć, jaki kształt ma to ciastko... przynajmniej teoretycznie










Wokulski Cafe
Bielawa: pl. Wolności 4 (dawny rynek miejski)
z dworca kolejowego w Dzierżoniowie autobusem miejskim nr 1, 2, 3 lub 6 (17 minut) do przystanku Bielawa Bielbaw 29, stamtąd na pieszo ul. Piastowską na północ ok. 5 minut
codziennie od 8 do 19, w sobotę od 10, w niedzielę od 12
15-20 miejsc
atmosfera swobodna, strój nieformalny
kawa od 5 zł, kawy smakowe od 9,50 zł, herbata od 6 zł, napoje od 3 zł, ciasto od 6 zł, desery od 9 zł
ostatnia wizyta: marzec 2019
Obsługiwane przez usługę Blogger.