Featured

12/recent

Zamknięcia i otwarcia | 4 sezony na Dolnym Śląsku

17.1.19
Na przestrzeni ostatnich kilku lat zapraszaliśmy Was do miejsc, które pozytywnie odbieraliśmy podczas wizyt w różnych miejscowościach Dolnego Śląska. Jedne oferowały przepyszne jedzenie, inne wyróżniały się wyjątkowymi daniami, jeszcze inne urzekały atmosferą.

Losy tych miejsc są jednak różne: czasami informowaliście, że jakiś z opisanych przez nas lokali jest już nieczynny, czasami sami ze zdumieniem stwierdzaliśmy, że w miejscu polecanej przez nas restauracji znajduje się inny już lokal.


W związku z tym przygotowaliśmy dla Was listę z aktualizacją statusów tych lokali – dowiecie się dzięki niej, które niestety zamknięto, a na miejscu których można trafić na nieco inny wystój i menu niż te w naszym opisie. Będziemy starali się również starali się zaktualizować istniejące wpisy i odwiedzić ponownie miejsca, w których kiedyś już byliśmy.

Zaczynamy!

Jako pierwsze pokażemy te, które są już nieczynne. Okazuje się, że jest takich sporo (głównie kawiarnie) i bardzo żałujemy, bo każdy z nich wspominamy z sentymentem. I tak na przykład nie ma już we Wrocławiu zlokalizowanej w okolicach pl. Staszica kawiarni Aromaty, w której można było nie tylko napić się kawy, ale również przyjrzeć się pięknym starociom, a nawet nabyć niektóre z nich. Dziś w tym miejscu nadal jest pusty lokal oczekujący na wynajęcie.

Szczególny był też klimat dzierżoniowskiej Art Caffe, do której chętnie zaglądaliśmy przy każdej wizycie w tym mieście, czy Nota Bene Cafe Club w Kłodzku – miejsca z niepowtarzalną teatralną atmosferą, które niestety już dzisiaj też nie uraczy nas wyśmienitym deserem. Art Caffe miała w ofercie i słodkie, i słone przekąski i dania oraz przeróżne napoje. Nas zachwycały sałatki, przygotowywane na miejscu, które w niczym nie przypominały lekko wymiętych zwiędłych sałat, jakie jeszcze nierzadko zdarza się nam dostać w niektórych restauracjach, cieszyły oko kolorami, a podniebienie wyśmienitą kompozycją smaków.

       

       

Nota Bene Cafe Club w Kłodzko poznaliśmy całkiem przypadkiem, przy okazji przygotowywaniu materiału od Teatrze w Kłodzku, który ukazał się w nr 1/2015 kwartalnika Przystanek Dolny Śląsk. To właśnie w tej kawiarni spotkaliśmy się ówczesnym dyrektorem Teatru, Michałem Tramerem. W tej chwili nie ma już w kłodzkim Teatrze Michała Tramera, nie ma też w Kłodzku Nota Bene Cafe Club, choć te dwa zdarzenia nie muszą być ze sobą powiązane.

We Wrocławiu zamknęła się też Ciż Cafe (choć podobno nie jest to definitywny koniec) i w efekcie zniknęło jedno z miejsc z wyśmienitą kawą, parzoną na rozmaite sposoby. Zamknięcie Ciż Cafe (Ciż to skrót od Centrum Informacji Żydowskiej przy synagodze Pod Białym Bocianem) spowodowało też, że Wrocław stracił jedyną kuchnię w mieście, w której mogły powstawać - zgodnie ze wszystkimi zasadami - koszerne wypieki.

Taką nieostateczną likwidację obserwujemy też w przypadku La Kalorii w Szklarskiej Porębie, która od wielu miesięcy nie otworzyła dla klientów swoich drzwi (choć na razie i wyposażenie, i szyld pozostały) oraz Dzień Dobry Cafe w Dusznikach-Zdroju, do której już dwukrotnie nie udało nam się dostać. Nie wiadomo też, jaki jest status restauracji Teatralnej w Jeleniej Górze (poczekamy na zakończenie remontu Teatru, może coś się wyjaśni) oraz Białej Sali w Szczawnie-Zdroju, która do niedawna oferowała gościom m.in. znakomitą focaccię, a w ostatnim czasie wydaje się być zarezerwowana jedynie na większe zorganizowane imprezy.

        

        

Obok tych miejsc jest jeszcze sporo, które przeszły drobne zmiany i dzisiaj nadal zapraszają, choć pod inną nazwą czy z innym menu. I tak na przykład Inna Bajka we Wrocławiu to przecież Brajt, do którego często zaglądali studenci i wykładowcy, a który po zmianie przybrał nieco pastelowych barw i przyciąga już nieco inną klientelę. Jedzenie nadal jest na niezłym poziomie, jednak ceny już wzrosły, choć i tak jak na centrum Wrocławia nie są jeszcze wygórowane.

Mieszczący się w willi Cecylia w Lądku-Zdroju Kredens Sudecki jest obecnie Lawendowym Wzgórzem. W odświeżonym wnętrzu z dominującym fioletowym kolorem oferuje smaczne i bardzo sycące dania. Polecamy szczególnie zapiekanki, których ofercie jest kilka. Tutaj jednak uważajcie, bo porcje są całkiem spore i jeśli nie macie naprawdę wilczego apetytu, to warto zamówić jedną porcję na dwie osoby.

Niespodzianką była także zmiana Szugar Bejb w Wałbrzychu (to teraz Tarta Bułka w Szczawnie-Zdroju) czy Drugie Życie Książek w Lądku-Zdroju, które obecnie jest nadal kawiarnią, jednak funkcjonuje pod nazwą Piwnica pod Adamem. W Tartej Bułce możecie nadal zjeść przepyszne ciasta, na których sam widok zaczyna cieknąć ślinka. Zdjęcia wypieków możecie znaleźć na naszym facebookowym profilu. Piwnicy pod Adamem nie udało nam się jeszcze odwiedzić, ale na pewno zrobimy to podczas kolejnej wizyty w Lądku-Zdroju.

        

        

        

Niewielki lifting przeszła też Kuźnia Smaku z Jeleniej Góry i jest obecnie Kuciem Smaku (i karmi tak samo dobrze, a może i lepiej niż przed zmianą). Z ogromnym zdziwieniem powitaliśmy natomiast w miejscu Czeskiej Jedynej w Kłodzku, niepozbawionego specyficznego uroku lokalu ze specjałami czeskiej kuchni, opis którego jest do dziś jedną z popularniejszych recenzji na naszej stronie, kawiarnię „Pan Kawka” (w której w czystym jasnym wnętrzu serwuje się m.in. doskonałe ciasta).

Zdziwimy się pewnie nieraz jeszcze, bo zmiany następują bardzo szybko i co i rusz powinniśmy aktualizować naszą listę. Jeśli wiecie coś o innych przeobrażeniach lub zamknięciach polecanych przez nas lokali, koniecznie dajcie nam znać!

Starszy mężczyzna i Dzieciątko | Jarmarki Bożonarodzeniowe

6.12.18
Byliście grzeczni? Znajdziecie pod choinką prezent czy rózgę? Kto u Was przynosi prezenty? A może chcecie otrzymać jakiś upominek od naszej redakcji? Czytajcie dalej!


Starszy mężczyzna z białą brodą ubrany w czerwony strój przywozi dzieciom prezenty saniami ciągniętymi przez zaprzęg reniferów z bieguna północnego prawdopodobnie od 1823 roku. Wtedy holenderski poeta Clement Clarke Moore napisał wiersz Noc wigilijna, w którym właśnie tak przedstawił świętego mikołaja. Wcześniej do Holandii Sinterklass (tak nazywa się po holendersku) przybywał na statku z Hiszpanii, a wór z prezentami niósł czarnoskóry pomocnik Zwarte Piet (po polsku Czarny Piotruś). To on według holenderskiej tradycji wchodzi przez kominy domów aby zostawić prezenty od Sinterklaasa.

Spopularyzowanie obecnego wizerunku świętego mikołaja zawdzięczamy Coca-Coli w reklamie napoju z 1930 roku wykonanej przez Freda Mizena. Nie jest to jednak pierwsze przedstawienie świętego mikołaja z czapką zamiast biskupiej mitry. Pierwszy raz zrobił to najprawdopodobniej inny amerykański rysownik, Thomas Nast, który 1 stycznia 1881 roku opublikował w Harper's Weekly ilustrację świętego mikołaja rozdającego prezenty żołnierzom amerykańskiej wojny secesyjnej.

Czy jednak na Dolnym Śląsku prezenty przynosi święty mikołaj? Nie zawsze. Mieszanka kulturowa, jak powstała w naszym regionie po II wojnie światowej sprawiła, że jest z tym bardzo różnie. Prezenty dostają wszystkie (grzeczne) dzieci, ale nie przynosi ich tylko święty mikołaj.  Bardzo charakterystycznym elementem śląskiej wigilii jest Dzieciątko. Według tradycji gdy domownicy modlą się i dzielą opłatkiem po cichutku przychodzi Dzieciątko i zostawia prezenty. Można je jednak odpakować dopiero po zakończonej wieczerzy wigilijnej.

Dziś tradycja Dzieciątka jest popularna głównie na Górnym Śląsku i wschodniej części opolskiego, choć kiedyś Dzieciątko było obecne w całej prowincji śląskiej. Na Dolnym Śląsku, o przyniesienie prezentów pod choinkę konkurują ze sobą przede wszystkim święty mikołaj i Gwiazka. Dzieciątko jest równie mało popularne jak wielkopolski Gwiazdor czy małopolski Aniołek. Czy zatem Dzieciątko to niemiecki zwyczaj? Nie, za naszą zachodnią granicą prezenty zazwyczaj przynosi Weihnachtsmann, będący odpowiednikiem naszego mikołaja.

Dzieciątko to wynik wpływu kultury czeskiej i skutek przebywania Śląska przez kilkaset w granicach Czech. Choć są też tacy, którzy próbują stawiać odwrotną hipotezę, że to nasi południowi sąsiedzi przejęli tą tradycję od Ślązaków. Dziś aż 92% Czechów mówi, że w ich domach prezenty przynosi Ježíšek. Dzieciątko zaczyna tam także wygrywać ze świętym mikołajem w kulturze masowej. Pojawia się na świątecznych jarmarkach czy kubeczkach z grzanym winem. Jego wygląd wzorowany jest zazwyczaj figurce Dzieciątka z praskiego Kościoła Matki Bożej Zwycięskiej.

Pierwszy śląski jarmark zorganizowano w połowie XII wieku, kiedy to wrocławscy Benedyktyni z nieistniejącego już dziś opactwa na Ołbinie otrzymali od Bolesława IV Kędzierzawego przywilej organizowana jarmarku w dzień św. Wincentego i przez osiem dni po nim. Nie był to jednak jarmark bożonarodzeniowy. Te akurat na Śląsk, w przeciwieństwie do innych niemieckich miast, trafiły stosunkowo późno, bo dopiero w początku XIX wieku, gdy na przykład pierwszy jarmark bożonarodzeniowy w Budziszynie (najstarszy w Niemczech) zorganizowano już pod koniec wieku XIV.

Jednak dzięki temu, że trafiły tu późno, wrocławskie jarmarki świąteczne stały się wyjątkową atrakcją. Jak napisano w berlińskim Zeitung für die elegante Welt. Mode, Unterhaltung, Kunst und Theater w styczniu 1837 roku wrocławski jarmark bożonarodzeniowy odróżnia się zewnętrznie od innych nie tylko handlem trwającym w budach wieczorną porą w świetle lamp, ale przede wszystkim tym, jak wielki skutek ma ta mała różnica na frekwencję o tej porze dnia. Ów jarmark stał się prawdziwym świętem mieszkańców miasta, a jego osobliwość wypływa z wewnętrznego stylu bycia wrocławian, jak i z ich jedynej w swoim rodzaju wrażliwości. Jest nierozerwalnym zespoleniem interesów rzemiosła i handlu z potrzebą rozrywki, jaką niesie ze sobą kupowanie prezentów. To czyni go odmiennym od wszystkich innych jarmarków.



My polecamy Wam jednak koniecznie rozejrzeć się po całym regionie, bo o ile na obecnym wrocławskim jarmarku bożonarodzeniowym królują produkty masowe, o tyle w miastach i miasteczkach Dolnego Śląskiego można dużo częściej spotkać lokalnych wytwórców, dzie nie zabraknie regionalnych produktów, bożonarodzeniowych pierników i świątecznych makowców czy gwiazdkowych ozdób z duszą, których próżno szukać w sieciowych sklepach.

Warto odwiedzić Świdnicę, gdzie jak co roku także w ramach Świdnickiej Kolędy świdnicki Rynek zamieni się tradycyjnie w wielki jarmark bożonarodzeniowy ze świątecznymi ozdobami i specjałami. Zobaczymy wyroby z drewna, bombki, gipsowe figurki aniołów, góralskie skarpety i kapcie, domowe soki i przetwory, kiełbasy, sery, miody, ceramika. W programie Świdnickiej Kolędy nie zabraknie też licznych atrakcji dla dużych i małych. Odbędą się występy, koncerty, wystawy i konkursy, a także będzie można podziwiać ruchomą szopkę przygotowaną przez Młodzieżowy Dom Kultury. Z kolei Świdnicki Ośrodek Sportu i Rekreacji przygotowuje kolędę na sportowo zapraszając do wspólnego kolędowania przy gorącym barszczyku i pieczeniu kiełbasek. Podczas Kolędy każdy znajdzie coś atrakcyjnego dla siebie.



Warto zajrzeć do Jeleniej Góry, gdzie w trzeci weekend grudnia czekają świąteczne warsztaty dla dzieci, wspólne kolędowanie, ręcznie wykonane podarki pod choinkę, ceramiczne i szklane świąteczne ozdoby, zabawki, gwiazdki, anioły, kowalstwo artystyczne, ubranka lniane, bombki malowane, słodkie stroiki, pierniczki, ciasteczka, domki z piernika, przetwory wszelakie i wigilijne potrawy. Zaś w pierwszy i drugi weekend tuż pod Jelenią Górą odbywa się Kiermasz Adwentowy na Folwarku i w Stodole Świątecznej Magii , gdzie znajdziemy bogaty wachlarz oryginalnych wyrobów – idealnych prezentów dla najbliższych pod choinkę, kulinarne specjały, warsztaty zdobienia bombek. Bajeczny świąteczny urok tego kiermaszu na pewno zaczaruje Was blaskiem świec, dźwiękami kolęd, zapachem grzańca i radosną atmosferą.



Warto odwiedzić niewielkie Jerzmanki koło Zgorzelca, gdzie bez problemu dojedziemy wygodnym szynobusem Kolei Dolnośląskich kursującym na trasie Jelenia Góra - Görlitz. Impreza odbędzie się w drugi weekend grudnia. Przyciąga ona rękodzielników i artystów z regionu. Znaleźć tu będzie można wyroby wykonane tradycyjną jak i nowoczesną metodą - ceramikę, koronki, decoupache, biżuterię, witraże, obrazy, pluszaki, bombki, skrzaty, choinki, stroiki, ozdoby świąteczne. Nie zabraknie ciepłych posiłków i małej kawiarenki. Pyszne ciasta, zapach pierniczków, owoce w czekoladzie oraz kolędy wyśpiewane przez ludowe zespoły muzyczne Błękitne Kamizelki i Kwiatowianki przeniosą w cudowny nastrój oraz wyjątkową świąteczną atmosferę.



Gdy już będziemy po wizycie w łużyckich Jerzmankach, warto też pomyśleć o drugim regionie, który kiedyś Śląskiem nie był, a dziś stanowi pełnoprawną część województwa dolnośląskiego i odwiedzić ziemię kłodzką. Tam w trzecią niedzielę grudnia warto zajrzeć na Bystrzyckie kolędowanie. To całodzienna impreza realizowana przez Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury w Bystrzycy Kłodzkiej w zimowej scenerii placu rekreacyjnego i klimatycznej Sali Widowiskowej. Niepowtarzalny klimat tworzą polskie i czeskie grupy muzyczne i teatralne prezentujące kolędowy repertuar, świąteczne spektakle oraz jasełka. Podczas imprezy, każdego roku organizowany jest jarmark świątecznych ozdób, smakołyków, produktu regionalnego, prezentowane są również wyroby rękodzieła artystycznego.



A gdzie Wy wybierzecie się w przedświątecznym okresie na Dolnym Śląsku? Koniecznie napiszcie nam o tym w komentarzu. A jeśli chcecie dostać drobny upominek od naszej redakcji, to prześlijcie nam swoje przedświąteczne zdjęcie z Dolnego Śląska na adres konkurs@przystanekd.pl wpisując w tytule maila "smaki na święta" (nagrodzimy autorów najciekawszych zdjęć, którzy napiszą do nas przed 24 grudnia, pełny regulamin konkursu).

W jednym stali bloku | Strzelin

29.11.18
Najgłębsze wyrobisko granitu w Europie, wieża ratuszowa bez ratusza i najstarsza na Śląsku romańska budowla to tylko niektóre atrakcje, jakimi może pochwalić się Strzelin.

Liczące ok. 12 tys. mieszkańców, położone nad Oławą na granicy Wzgórz Strzelińskich miasto jest jednym z tych na Dolnym Śląsku, które w największym stopniu ucierpiały wskutek wydarzeń II wojny światowej. Sięgające 85% miejskiej tkanki zniszczenia na trwałe odcisnęły piętno na wyglądzie miasta i do dzisiaj przypominają o sobie m.in. właśnie nieobecnym ratuszem, ale też całym kwartałem na północ od rynku pozostającym niezabudowanym do dziś.

Pogodny jesienny dzień warto więc przeznaczyć na wycieczkę do tego miasta – może zechcecie udać się szlakiem turystycznym przez nieodległe wzgórza bądź wybierzecie Szlak Historyczny Strzelina, rozpoczynający się koło stacji kolejowej, kończący zaś w Rynku.





A jeśli na rynek już dotrzecie, warto wstąpić na Kawę u Drania, którą tam właśnie znajdziecie. Nowoczesny, przestronny lokal z gustownym wystrojem pomieści wszystkich chętnych do wypicia kawy, a że będzie ich wielu, nie wątpimy ani chwili, bo kawa tam przednia. „Firmowy” kubek zawartością zadowoli wszystkich, którzy doceniają smak świeżo palonej kawy bardzo dobrej jakości.

Do niej warto zamówić kawałek ciasta – na przykład jagielnik. Wprawdzie nam się trafił nieco suchy, jednak był to prawdopodobni efekt zbyt długiego jego pobytu w ladzie chłodniczej, więc przymykamy lekko oko. A jeśli nie jagielnik, to może kawałek pysznego, delikatnego, nieco bardziej wytrawnego w smaku ciasta? Na pewno znajdziecie coś dla siebie.






Kawau Drania
Strzelin: Rynek 19
codziennie od 9 do 20, w weekendy od 10, od czwartku do niedzieli do 21
ok. 20-30 miejsc
atmosfera swobodna, strój nieformalny
kawa od 5 zł, herbata od 8 zł, ciasto od 11 zł
ostatnia wizyta: listopad 2018


Głód natomiast zaspokoicie zaraz obok – Bistro Przepis ma w ofercie wiele dań domowej kuchni, porcje zaś tak duże, że nie warto tutaj zaglądać z uczuciem lekkiego tylko ssania w żołądku. Podczas wycieczki do Strzelina zajrzeliśmy do Przepisu na zupy i za niespełna 13 złotych (razem) dostaliśmy po solidnej porcji domowego rosołu i sycącego żurku.

A Wy jakie macie ulubione kulinarne punkty w tym mieście?





Przepis Bistro & Cafe
Strzelin: Rynek 21
codziennie od 10 do 19, w weekendy od 12
ok. 20-30 miejsc
atmosfera swobodna, strój nieformalny
zupa od 6 zł, dania obiadowe od 16 zł, burgery od 17 zł, sałatki od 14 zł, przekąski od 6 zł
ostatnia wizyta: listopad 2018

Jak w szklarni | Szklana Chata | Szklarska Poręba

22.11.18

Jako że w górach już nieco zimy, stoki dośnieżane, nic tylko brać narty i rozpocząć tegoroczne szusowanie. Na przykład w Szklarskiej Porębie, która stwarza warunki idealne zarówno dla tych, którzy dopiero rozpoczynają narciarską przygodę, jak i tych, którzy nie po raz pierwszy założą narty.

Aktywność fizyczna zaś spowoduje, że prędzej czy później pomyślimy o jedzeniu. Na przykład takim obiedzie. A wtedy warto wiedzieć, dokądsię w Szklarskiej Porębie udać. Wprawdzie lokali z tej miejscowości kilka różnych już Wam polecaliśmy, jednak ostatnio odwiedziliśmy nowy, który przyciąga przede wszystkim wyglądem i obietnicą świetnego widoku na ten piękny kurort. Dzisiaj zaglądamy do Szklanej Chaty.




Stanęła ona przy ul. 1 Maja i zaprasza na dania kuchni polskiej i europejskiej. Po wejściu trafiamy do dwukondygnacyjnego lokalu utrzymanego w dość surowym wystroju z cegły i drewna, łagodzonym ciepłym światłem lamp i świec oraz ciekawie zaaranżowaną roślinnością. Polecamy udać się na piętro, gdzie ładne widoki gwarantuje nie tylko oszklona elewacja, ale i szklany dach (jak na Szklaną Chatę przystało). Uprzedzamy jednak, że bywa tam gorąco jak w szklarni – na dole jest znacznie przewiewniej i po prostu chłodniej.

Menu dość rozbudowane, wybór spory, ceny przystępne (przy czym na razie nie dało się płacić kartą), a porcje – jak okazuje się za chwile – bardzo duże.  Podstawową zaletą jedzenia jest fakt, że zostało ono podane bardzo szybko. Chyba jednak dlatego też nie wszystko jest idealne. Mimo iż w smaku poprawne, potrawy robiły wrażenie „podgrzanych” (i pewnie takie były). Wyszliśmy najedzeni, dość zadowoleni, ale do zachwytu było daleko.

A co jedliśmy?

Ser w panierce z żurawiną, frytkami i zestawem surówek oraz „karkonoską” wariację na temat schabowego z pieczonymi ziemniakami również w towarzystwie surówek. Było smaczne, ładnie podane i sycące, chociaż frytki nieco za miękkie i letnie, a ziemniakom też nieco brakowało do ideału. Za to schabowy pierwsza klasa. Poza daniami obiadowymi są i desery, podobno bardzo dobre.



Nam się w Szklanej Chacie podobało i jesteśmy ciekawi, jak rozwinie się ten lokal, bo przecież funkcjonuje dopiero od kilku miesięcy. Podzielcie się swoimi wrażeniami!

Szklana Chata
Szklarska Poręba: 1 Maja 5 (koło dworca autobusowego)
codziennie od 11 do 22
ok. 50-60 miejsc
atmosfera swobodna, strój nieformalny
danie obiadowe 20-30 zł
ostatnia wizyta: wrzesień 2018


6+1 miejsc na Dzień Placka Ziemniaczanego

15.11.18
Gdzie na Dolnym Śląsku można zjeść najlepsze placki ziemniaczane? Pytanie stawiamy nie bez przyczyny, bo za nami właśnie 13 listopada 2018, czyli tegoroczny Dzień Placka Ziemniaczanego. 

Danie to już od XVII wieku obecne jest na naszych stołach, jednak nadal się nie nudzi, smakuje świetnie zarówno z dodatkiem tylko kefiru lub cukru, ale i jako składnik nieco bardziej wyszukanych potraw.

Jeszcze jakiś czas temu pytając o najlepsze placki ziemniaczane we Wrocławiu, trafić mogliśmy tylko i wyłącznie w jedno miejsce – do plackarni nieopodal dzisiejszego pl. Jana Pawła II, gdzie codziennie gromadziły się tłumy po placki jedzone na słono lub słodko, na miejscu i na wynos. Dzisiaj w tym miejscu powstaje już jakaś nowa inwestycja deweloperska, a najlepsze chyba placki w mieście nie są już dostępne.




Jakiś czas temu trafiliśmy do Lviva – lokalu, który najpierw powstał niemal vis a vis kultowej plackarni, następnie przeniósł się na Włodkowica i gdzieś się zagubił na kulinarnej mapie Wrocławia. Licząc, że wróci (bo takie były obietnice), przypominamy, że Lvivskie placki były placuszkami bardzo delikatnymi, o kremowej wręcz konsystencji, ale można je było zamówić także z dodatkiem szpinaku i jajka sadzonego. Wówczas robiły się już sporych rozmiarów daniem, którym można było naprawdę solidnie się najeść.

Jeśli nie we Wrocławiu, to może w okolicy? Bardzo smaczne placki ziemniaczane podaje się również w Obornikach Śląskich, w restauracji Retro – pyszne i chrupiące w towarzystwie nie tylko śmietany, ale i świeżej surówki.

Z dodatkiem niewielkiej ilości sera na wierzchu, równie smaczne i świeże placki można zjeść w Jeleniej Górze. W tamtejszej restauracji Kucie Smaku warto jednak zamówić nie tylko placki – wyśmienity staropolski grzaniec będzie idealnym do nich towarzyszem.

Chrupiące placki ziemniaczane ze śmietaną zjecie także w Szczawnie-Zdroju. Tam znajdują się w karcie restauracji Pod Lwami. Zajadając, możecie rozkoszować się widokiem na piękne szczawieńskie krajobrazy.





Od dłuższego już czasu popularna jest u nas wersja placka ziemniaczanego podawanego z gulaszem. Zarezerwowana dawniej dla bogatszej części społeczeństwa, dzisiaj powszechna potrawa nosi miano placka po węgiersku i podawana bywa w rozmaitych konfiguracjach, z różnie przyrządzanymi gulaszami. Możemy wam polecić tę z Chaty Karkonoskiej. Jak na lokal w Szklarskiej Porębie przystało, porcja jest zacna.

Jeśli wolicie nieco mniejszych rozmiarów, zajrzyjcie może do Oślej Bramy w Książu – tutaj gulasz nieco bardziej delikatny, a i porcja mniejsza. Na dobre trawienie warto sięgnąć po podawaną tutaj sztygarówkę, czyli wytwarzaną w małych, limitowanych partiach lokalną wódkę smakową.



Dla prawdziwych fanów tego przysmaku nie ma jednak jak wycieczka do naszych sąsiadów – Czechów. Zachęcamy do odwiedzenia corocznej imprezy odbywającej się w miejscowości Kořenov, a noszącej nazwę Bramborové ukončení sezóny na Zubačce. Wprawdzie związane jest z koleją, jednak i miłośnicy dobrych smaków znajdą tutaj coś dla siebie.

Na przykład sejkory, czyli regionalny rodzaj placka ziemniaczanego, bardzo popularny na różnego rodzaju uroczystościach i jarmarkach, pieczony bezpośrednio na płycie (nie na patelni). Specyficzny smak, często z dodatkiem czosnku, ma swoje grono wielbicieli, które z roku na rok się powiększa. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji próbować, gorąco namawiamy.




A Waszym zdaniem gdzie podają najlepsze placki ziemniaczane na Dolnym Śląsku?
Obsługiwane przez usługę Blogger.