Featured

12/recent

Osiołek, gąska i muflon | Ośla Brama | Wałbrzych

27.4.17
Do Zamku Książ zaglądamy często. Czasami, by przejść się pięknymi komnatami, czasami – by obejrzeć wystawy (jak ostatnio, gdy poznawaliśmy Książ od kuchni), innym zaś razem – by wziąć udział w różnych odbywających się imprezach. Zawsze nasza wizyta jest stosunkowo długa, toteż zawsze w zamkowych okolicach szukamy dobrego jedzenia.


Miejsc jest wprawdzie kilka, ale w niektórych menu bardzo skromne. Okazuje się jednak, że pozostając do tej pory na zamkowym dziedzińcu dużo straciliśmy, bo dopiero przy ostatniej bytności oddaliliśmy się od niego nieco i trafiliśmy do restauracji Hotelu przy Oślej Bramie. 



Wczesnowiosenna rozkwitająca ledwie roślinność, ładny i dość duży, jeszcze zimowy, ogródek przed lokalem i wypełniony interesującymi pozycjami spis dań zachęciły nas do pozostania. I bardzo dobrze, bo zjedzony tam obiad okazał się smaczny i trafił w nasze gusta. Spośród wielu propozycji, głównie reprezentujących dania polskiej kuchni (chociaż nie brak i innych przysmaków), zamówiliśmy pierogi z farszem z gęsiny oraz placki ziemniaczane z gulaszem.

Gęsina smaczna i dobrze doprawiona, cienie ciasto w pełni pozwoliło delektować się stanowiącym główną atrakcję nadzieniem. Placki świetne usmażone, chrupiące – tak pyszne, że nie zaszkodziłby im brak – równie pysznego – gulaszu. Dość standardowy zestaw surówek też zasługuje na pochwałę, głównie z uwagi na świeżość.


Na dania nie czekaliśmy zbyt długo. Okazały się świeże i ładnie, estetycznie podane. Smak nie był zaskakujący, wręcz przeciwnie – dokładnie taki, jakiego się spodziewaliśmy. Jest to jednak zdecydowanie zaleta, a nie wada miejsca. Nie próbowaliśmy wprawdzie dań wymagających bardziej wyrafinowanej obróbki, np. tych z dziczyzny, ale podstawowe spełniają standardy dobrej kuchni. Obsługa miła i sprawna, nie ma na co narzekać.

W karcie znaleźliśmy także trunki o intrygujących nazwach – nie mogliśmy więc stamtąd odejść nie próbując likieru „Księżna Daisy” oraz „Sztygarówki Wałbrzyskiej”. Pierwsza miała delikatny miodowy kolor, owocowo-kwiatowy zapach i delikatny posmak pomarańczy. Druga była nieco mocniejsza, zaś o jej atrakcyjności przesądzał kolor – była czarna (oczywiście od wegla!) Trunki przygotowywane są w małych partiach, rozlewane ręcznie w krótkich seriach, zatem na pewn nie kupicie ich w żadnym sklepie.


Smaczna kuchnia, ładne otoczenie, bliskość Zamku Książ i jego atrakcji oraz bogate menu to niewątpliwe zalety tego lokalu. Trochę szokuje stojący w ogródku wypchany muflon, aczkolwiek dzieciom się podoba.

Szkoda tylko, że nie wystarczyło nam już miejsca na deser…  Ale może przy innej okazji... Może restauracja Brama pojawi się jeszcze raz w Smakach Dolnego Śląska?



Restauracja Brama w hotelu Przy Oślej Bramie
Wałbrzych: ul. Piastów Śląski 1 (Zamek Książ)
otwarte codziennie, 50-60 miejsc, ogródek letni 40-50 miejsc 

Aromatyczna kawa i tarta drożdżowa | Dwór Piławski | Mietków

20.4.17
Dobra, aromatyczna, porządna, prawdziwa kawa. Żadne tam napoje typu instant, rozpuszczalne lub "kawy" będące mieszankami tłuszczu, cukru i odrobiny aromatu. Kawa z ekspresu ciśnieniowego i to z wyższej półki, to napój, który dostarczy nam odpowiednich doznań smakowych, szczególnie jak zimno i deszczowo za oknem.




Podobno prawdziwa kawa bez cukru to jeden ze zdrowszych i bardzo dietetycznych napojów.  Jeśli więc chcemy napić się kawy poza domem, to lepiej nie wybierać tej z dużą zawartością śmietanki, cukru czy innych dodatków.

Będąc w okolicach Zalewu Mietkowskiego warto wstąpić do Piławskiego Dworu w Piławie. Kawa ze świeżo mielonych, dobrych ziaren powinna przypaść nam do gustu. Mocne espresso, biała kawa czy delikatne cappuccino. Gospodarz dba o renomę lokalu, wysoką jakość napoju i świeże mleko. Jak zapewniali nas znajomi z Mietkowa, w weekendy pojawia się też domowe ciasto, chociaż to jest akurat niespodzianką, bo owocowe tarty, serniki czy drożdżówki pojawiają się nieprzewidywalnie.



Na co dzień warto spróbować tart drożdżowych. Są zapiekane w piecu chlebowym, podawane na gorąco pachną ciastem, dodatkami i ziołami. Na koniec jesieni można było zjeść tartę chlebową z leśnymi grzybami, swojskim jajem czy wędzonym boczkiem. Do tego oczywiście wspomniany już aromatyczna kawa albo gorąca herbata. Albo piwo... gdy tylko zrobi się cieplej!

Dwór Piławski
Piława 44 (gmina Mietków)
czynne popołudniami od wtorku do piątku oraz przez cały dzień w weekendy
20-30 miejsc



fot. Agnieszka Wojciechowska
Piława to jedna z mniejszych i najładniejszych miejscowości gminy Mietków. Jej doskonałe położenie sprawia, że może poszczycić się malowniczymi widokami na pola i górę Ślężę. Dwór Piławski to nowa restauracja działająca od jesieni zeszłego roku. Sercem obiektu jest przestronna sala balowa dostosowana do wesel i zabaw, jednak przy wejściu znajduje się niewielkie bistro.

Wielkanoc u sąsiadów | Czechy i Łużyce

13.4.17
Za chwilę Wielkanoc, którą świętować będziemy m.in. przy stole – dekorując go i racząc się potrawami, z których nie każdą jemy na co dzień. 

O tym, że na naszych dolnośląskich stołach znajdziemy dania przeróżne, reprezentujące szereg lokalnych i regionalnych tradycji i obyczajów, już wiemy. A czy zastanawialiście się kiedyś, jak świętują nasi sąsiedzi? A może sami w te Święta do któregoś z sąsiednich krajów się wybieracie?

Tradycyjny łużycki paradny przejazd oznajmiający światu zmartwychwstanie Jezusa to górnołużyckie procesje są ostatnimi na Zachodniej Słowiańszczyźnie, dawniej powszechnymi również w Polsce / fot. Rico Loeb
Jeśli na przykład do Czech, z pewnością będziecie mieli okazję spróbować szynki pieczonej na otwartym ogniu, polewanej czeskim piwem lub domowych kiełbasek, zaś na deser zapewne z przyjemnością nie mniejszą sięgnięcie po słodkie walcowane ciasto, owijane wokół kija, a następnie grillowane i posypane cukrem wymieszanym z orzechami oraz z cynamonem.

Być może jednak będziecie woleli mazańce (odpowiednik polskiej baby drożdżowej) albo judasze (drożdżówki)? Te ostatnie zwykle występują w formie węzłów lub wałków – mają przypominać powróz, na którym powiesił się Judasz (stąd ich nazwa).

Z kolei Chrystusa przedstawia – podobnie jak i u nas - figurka baranka wykonana z ciasta biszkoptowego, posypana cukrem pudrem. Znana jest także w wersji z polewą przygotowaną na bazie białej lub brązowej czekolady.

Tradycyjne Jidáše / fot. Matěj Baťha (cc-by-sa)
Pokrojony mazanec / fot. Chmee2 (cc-by-sa)
Jedzenie wprawdzie nieco inne niż u nas, ale już symbolika świąteczna jest mocno zbliżona. Najbardziej znanym symbolem Wielkanocy są bowiem pisanki - symbol życia i płodności. Tak jak my, Czesi jajka zdobią poprzez malowanie lub wydrapywanie skomplikowanych wzorów, barwią w wywarze z łusek cebuli, wytrawiają, okuwają i drutują…

Do czeskiej (ale i u nas przecież żywej) tradycji związanej z Wielkanocą należą kołatki, młynki, taczki i inne instrumenty, które mają jedno zadanie: hałasem zastąpić dźwięk dzwonów kościelnych. Te bowiem milkną w Wielki Czwartek i – zgodnie z przesłaniem dawnej legendy - odlatują do Rzymu. Milkną również na Łużycach, również w Wielki Czwartek, w kościołach katolickich, w których gasną także światła. Zamiast dzwonów słychać kołatki – w katolickich kościołach do nocnej mszy z Wielkiej Soboty na Niedzielę Wielkanocną, w kościołach ewangelickich – do niedzieli właśnie.

Katolicy podczas nocnej liturgii święcą ogień i wodę. W katolickich wioskach mężczyźni przygotowują się na świąteczny poranek na tzw. Osterreiten (procesja w siodle), który to zwyczaj spotkać można także u nas (w zmodyfikowanej wersji na przykład na Opolszczyźnie, gdzie procesja konna odbywa się w niektórych wioskach popołudniem w Wielkanocny Poniedziałek).

Na Łużycach Wielkanoc świętuje się wyjątkowo uroczyście. Poza procesjami konnymi odbywa się m.in. Wielkanocne śpiewanie (Ostersingen), o którym wspominają źródła historyczne już z XVII wieku oraz tzw. Ognie Wielkanocne, czyli rozpalanie ognisk (częściej na wsiach, ale czasem też w miejskich ogrodach). Wprawdzie zwyczaj jest przedchrześcijański i ma związek z przepędzeniem zimy oraz zapewnieniem urodzaju, jednak chrześcijaństwo przyjęło go i teraz ogień symbolizuje Zmartwychwstanie Jezusa.

Podobnie jak polskie i czeskie, tak i niemieckie święta nie obejdą się bez pisanek (aczkolwiek drobne różnice w tej tradycji da się zauważyć między regionami katolickimi a protestanckimi), ale już nie ma tu tradycji lanego poniedziałku. Nie święci się także pokarmów w Wielką Sobotę, który to zwyczaj u nas ciągle jest bardzo popularny.

W Niemczech w Wielkanoc nie może zabraknąć na stole wielkanocnego bukietu (zielone gałązki ozdobione wydmuszkami i postawione w wazonie), zaś w ogródku – zajączka, czyli drobnego prezentu, którego dzieci szukają w wielkanocny poranek.

Malowanie serbołużyckich pisanek w Görlitz / fot. Dr. Bernd Gross (cc-by-sa)
Malowanie serbołużyckich pisanek w Görlitz / fot. Dr. Bernd Gross (cc-by-sa)
Podobnie jak polskie i czeskie, tak i niemieckie święta nie obejdą się bez pisanek (aczkolwiek drobne różnice w tej tradycji da się zauważyć między regionami katolickimi a protestanckimi), ale już nie ma tu tradycji lanego poniedziałku. Nie święci się także pokarmów w Wielką Sobotę, który to zwyczaj u nas ciągle jest bardzo popularny.

W Niemczech w Wielkanoc nie może zabraknąć na stole wielkanocnego bukietu (zielone gałązki ozdobione wydmuszkami i postawione w wazonie), zaś w ogródku – zajączka, czyli drobnego prezentu, którego dzieci szukają w wielkanocny poranek.

Z zajączkiem czy bez, z pisankami tylko barwionymi czy przyozdobionymi wymyślnymi wzorami, z żurkiem czy białym barszczem, babą czy mazurkiem – świętujcie przyjemnie i spędźcie miłe chwile, przy wielkanocnych stołach i na spacerach pięknymi (nie tylko) dolnośląskimi traktami!

Wielkanocne tradycje na Dolnym Śląsku

6.4.17
Radosne i ciepłe Święta Wielkiej Nocy pachną nam głównie babką i mazurkiem, chociaż nie są to jedyne świąteczne wypieki, jakie spotkać możemy na dolnośląskich wielkanocnych stołach.

fot. UMiG Myślibórz
Różnie prezentują się też niesłodkie potrawy, bo tu żur, tu zaś barszcz biały; w jednym domu nikt nie wyobraża sobie tych świąt bez białej kiełbasy, podczas gdy nieopodal właściwie nikt jej nie rusza… Mozaika kulturowa i narodowościowa Dolnego Śląska znajduje wyraz najpełniejszy właśnie w kuchni, zwłaszcza tej odświętnej, szczególnej, gdy dawne tradycje i zwyczaje nabierają szczególnego znaczenia i są w wyjątkowy sposób podkreślane.

A jakie to tradycje i jakie potrawy? O tym będzie się można przekonać np. już dzisiaj w Mietkowie, gdzie odbędzie się dziewiąty Mietkowski Stół Wielkanocny (6 kwietnia). Spotkanie w Gminnym Ośrodku Kultury w Mietkowie ma pomóc w kultywowaniu  obrzędowości i tradycji rodzinnych oraz lokalnych związanych z okresem Niedzieli Palmowej oraz świąt Wielkanocnych. Przewidziany jest także konkurs na stół wielkanocny oraz konkurs na babę wielkanocną oraz oczywiście degustacja potraw.

fot. GOK Mietków
Od piątku natomiast, 7 kwietnia, na oławskim rynku można będzie odwiedzić Oławski Jarmark Wielkanocny. Oprócz barwnych stroików, dekoracji wielkanocnych, pisanek i rękodzieł,  kolorowe stoiska świąteczne kusić będą smakołykami i kulinarnymi rarytasami. Wśród produktów można będzie zakupić ciasta, zdrowe oleje tłoczone na zimno, miody i specjały wyrabiane z miodu, staropolskie wędliny z Podlasia, wyroby z wikliny, przetwory z warzyw, soki z Podhala, czekoladę na gorąco, wyroby litewskie. W ostatnich latach dużym powodzeniem cieszyły się również takie kulinarne przysmaki, jak ruskie pierogi, krokiety z pieczarkami z miejscowej pieczarkarni, swojskie wędliny, zakwas na żur oraz oczywiście jaja z ferm ekologicznych.

Na scenie podczas Jarmarku odbywać się będą nie tylko występy artystyczne lokalnych, ludowych zespołów, szkolnych grup artystycznych, orkiestry dętej, chóru czy młodych utalentowanych muzyków z oławskiej Szkoły Muzycznej, ale także spektakularne pokazy kulinarne, czyli tzw. „Kucharzenie na Scenie”, które stało się już tradycją. Podczas tego widowiska na oczach widzów kucharz gotuje regionalne i tradycyjne potrawy, jak na przykład staropolski żur na zakwasie, udzielając przy tym cennych rad i wskazówek. W Jarmarku Wielkanocnym uczestniczą też miasta partnerskie oraz zaprzyjaźnione z Francji, Włoch, Niemiec, Czech, Rumunii, które na stoiskach przedstawiają swoje lokalne produkty.

fot. UM w Oławie
W sobotę, 8 kwietnia, pierwszy raz na Jarmark Wielkanocny zaprosi Zgorzelec, na terenie przed Miejskim Domem Kultury. Swój udział zapowiedzieli dolnośląscy wytwórcy żywności Slow Food, rękodzielnicy, koła gospodyń i stowarzyszenia działające w okolicznych partnerstwach lokalnych. Ręcznie robione palmy wielkanocne, oryginalne pisanki, pyszne jedzenie – także do popróbowania, inspirowane Wielkanocą zabawki, oryginalne ozdoby z papierowej wikliny, muzyka i warsztaty dla dzieci i dorosłych. W sobotę zajrzeć można również do Piławy Górnej czy Krzeszowa, gdzie między innymi przewidziany jest konkurs potraw wielkanocnych.

fot. UM Zgorzelec
W niedzielę, 9 kwietnia, mniejsze lub większe palmy wielkanocne będzie można zobaczyć w większości dolnośląskich miast i miasteczek. Część niedziel palmowych zostanie połączona ze specjalnymi kiermaszami wielkanocnymi. My szczególnie polecamy zajrzeć do Barda, gdzie będzie można wziąć udział w Jarmarku Wielkanocnym na dziedzińcu w Klasztorze Ojców Redemptorystów; na Kaczawski Jarmark Wielkanocny w Paszowicach w gminie Myślibórz; na rynek do Wlenia czy do Domu Kultury w Wąsoszu.

fot. UMiG Myślibórz
Także na trzebnickim deptaku po raz kolejny w Niedzielę Palmową odbędzie się Kiermasz Wielkanocny. Na stoiskach sołectw i artystów z terenu gminy Trzebnica można będzie znaleźć świeże, domowe ciasta, swojskie wyroby wędliniarskie, ale również uszyte, wydziergane i ręcznie namalowane ozdoby. Organizatorzy szczególnie zachwalają malowane przedmioty z drewna Elżbiety Raczyk, wystawę malarstwa Mariny Czajkowskiej, pisanki wielkanocne Elwiry Teski z Komorówka, a także wyroby rękodzielnicze przygotowane przez Siostry Boromeuszki, uczestników Warsztatów Terapii Zajęciowej i panie z Rękodzielni działającej przy Trzebnickim Centrum Kultury i Sportu.  Co roku podziw wśród zwiedzających budzą także kilkumetrowe palmy przygotowane przez sołectwa Gminy Trzebnica. Kolorowa parada z palmami wyruszy z ul. Daszyńskiego w stronę Bazyliki św. Jadwigi, gdzie odbędzie się Msza św. pod przewodnictwem ks. Jerzego Olszówki.

fot. UM w Trzebnicy
Zbliżające się radosne święta warto zacząć już w najbliższych dniach wizytując dolnośląskie jarmarki – być może w tym roku Wasz wielkanocny stół zostanie wzbogacony o nieznaną dotychczas potrawę?

102. Kuchnie polowe | Dolny Śląsk

30.3.17
Jedną z popularniejszych rozrywek w ostatnich latach są różnego rodzaju rekonstrukcje historyczne, stanowiące z jednej strony doskonałą, realizowaną z pasją, interesującą lekcję historii, z drugiej – okazję do obejrzenia wojskowych pojazdów, sprzętu oraz … wypróbowania wojskowej kuchni.


Obok bowiem typowo „festynowego” jedzenia typu hot-dogi, zapiekanki, frytki i popcorn, pojawia się na tego typu imprezach kuchnia polowa. Oczywiście jedna drugiej nierówna; my ze szczególnym sentymentem wspominamy Rajd Arado z roku 2014, kiedy to rekonstruktorom towarzyszył p. Wojciech Minczykow.

Ten pochodzący z Redy chemik, wojskowy specjalista od skażeń, w cywilu rozwija inne zainteresowanie, aczkolwiek w wojskowym obszarze pozostające – wiedzę o kuchniach polowych. Podczas wspomnianego rajdu Arado częstował fasolówką i grochówką (z tej drugiej jest chyba bardziej znany).


Obydwie były pyszne, jedyne w swoim rodzaju… Być może dzięki temu, że przygotowane właśnie na polowej kuchni? Kuchnia wz. 36P, w pełni sprawna, dopuszczona do użytku przez Sanepid (co z pewnością nie było łatwe), w większej swojej części oryginalna (wyprodukowana w kieleckiej Hucie Ludwików), posiada dwa kotły, w których p. Wojtek przyrządza najlepszą grochówkę na świecie!

Spotkanie z nim to zatem okazja do obejrzenia prawdziwej kuchni polowej, używanej w początkowych tygodniach II wojny światowej, ale też możliwość spróbowania prawdziwie wojskowego jedzenia.



To ostatnie, czyli żołnierska strawa, to z pewnością jeden z trendów kulinarnych ostatnich lat. Kuchnie polowe doczekały się nawet swoich festiwali – my polecamy wszystkim Festiwal Kuchni Polowych w Walimiu, która to cykliczna impreza, odbywająca się zawsze w czerwcu, stanowi okazję do spróbowania jedzenia żołnierzy z bardzo różnych okresów historycznych. Jest tam nie tylko grochówka, ale także kapuśniak, niemiecki gulasz, napoleońska zupa polowa zwaną "Le Bouilli" czy carska solianka.

Grochówka jest także hitem wszelkiego rodzaju festynów wojskowych. Podczas ostatniego spotkania z żołnierzami Sojuszu Północnoatlantyckiego na wrocławskim rynku największą popularnością cieszyły się rozstawione na pobliskim placu Solnym kuchnie polowe. Kolejka nie zmniejszała się nawet na chwilę!


PS. Dzisiejszy wpis jest 102. wpisem na naszym blogu. A że 102 u nas zawsze kojarzyć się będzie z Rudym 102 i przesympatycznymi przedstawicielami wojskowego fachu, zapraszamy Was na ucztę przy wojskowym garze. A może znacie inne tego typu festiwale lub podpowiecie nam, gdzie w tym roku możemy spotkać p. Wojtka, za którego grochówką bardzo tęsknimy..?

Do parku na wiosnę | Agawa | Wrocław

23.3.17
Zaczęła się wiosna; wprawdzie słońca jeszcze trochę nam brakuje, ale już z niecierpliwością go wyglądamy, szukamy go między innymi w parkach, do których coraz częściej zaglądamy. 

Park Południowy jeszcze przed nadejściem wiosny...
... i Park Południowy gdy do wiosny został tylko dzień.


W samym Wrocławiu mamy aż 44 parki. Nie wszystkie oczywiście znamy, kilka jest takich, których nazwy mówią coś każdemu mieszkańcowi i turyście. Niewątpliwie jednym z nich jest Park Południowy. Powstał pod koniec XIX wieku na 25 hektarach podarowanych w 1877 roku miastu przez zamożnego kupca i filantropa Juliusa Schöttlandera. Jak w każdym z miejsc spacerowych, tak i w parku powstało miejsce, w którym spacerowicze mogli posilić się, odpocząć, uraczyć aromatyczną kawą.

W Parku Południowym miejscem takim była elegancka restauracja, która niestety uległa zniszczeniu i po II wojnie nie została już odbudowana. Jednak wrocławianie również dzisiaj mogą w Parku Południowym coś zjeść, wypić kawę, spróbować smacznego deseru… To restauracja Agawa, do której warto zajrzeć i latem, i zimą.

Nie istniejąca już dziś restauracja Haasego w Parku Południowym na pocztówce z początku XX wieku.
Gdy na dworze zimno, możemy ogrzać się przy ciepłym kominku w dość przytulnym wnętrzu. Gdy zbyt ciepło, możemy skorzystać z ogródka i zasiąść przy zacienionym stoliku oraz cieszyć oczy okalającą lokal zielenią parku.

My do Agawy zajrzeliśmy w zeszłym tygodniu, szukając pierwszych oznak wiosny na parkowych trawnikach. Restauracja powitała nas niedzielnym gwarem, zapachem świeżo przyrządzanych dań i zaproszeniem na brownie, umieszczonym na potykaczu. Na ciastko wprawdzie się nie skusiliśmy, jednak – jako że szukanie pierwszych oznak wiosny bywa męczące – zamówiliśmy coś do jedzenia.

Idąc zapoczątkowanym w Nel Parco szlakiem pizzy, także tutaj sięgnęliśmy po to danie. Pizza - nomen omen również przy parku - okazała się dobrym wyborem. Cienkie ciasto, dużo dodatków. Może nieco za dużo gotowych mieszanek przypraw, które nieco przykryły smak poszczególnych składników umieszczonych na pizzy. Była to jednak smaczna przekąska, idealna na przerwę w niedzielnym spacerze.



Poza pizzą jest również wiele innych dań, również raczej smacznych, sądząc po szybkości znikania z talerzy gości z sąsiednich stolików. Obsługa, jak na niedzielne popołudnie, kiedy sala była wypełniona, a rotacja przy stolikach dosyć duża, radziła sobie znakomicie. Z pewnością jeszcze do Agawy wrócimy.

A Wy macie swoje ulubione parkowe restauracje?


Restauracja Agawa
Wrocław: ul. Andrzeja Waligórskiego 1 (Park Południowy)
codziennie od 12 do 22
60-80 miejsc, 40-50 miejsc w ogródku letnim
ostatnia wizyta: marzec 2017

Słodkie 43 kilogramy | Książ od kuchni | Wałbrzych

9.3.17
Wydaje się, że chwila jedynie minęła od wrzucenia na nasz blog pierwszego posta, dopiero co wymyśliliśmy Smaki Dolnego Śląska, a tu już dzisiaj prezentujemy post numer 100!

Jest zatem okazja do świętowania, a jak mamy świętować, to konieczny jest tort! I to najlepiej taki, który je się także oczyma, taki, jakiego nikt inny nie ma, jedyny, na specjalne zamówienie przygotowany…


Na przykład taki, jaki niegdyś na Zamku Książ wykonał swą mistrzowską ręką kucharz Hochbergów, Louis Hardouin. Jego królestwo znajdowało się na piątym piętrze Zamku, bo tam właśnie umieszczona została kuchnia. Dodajmy – było to na owe czasy rozwiązanie nowatorskie, gdyż jedzenie gotowano zwykle w dolnych częściach rezydencji zamkowych i pałacowych.

Hochbergowie zdecydowali się na umieszczenie jej wysoko, co zapobiegało przedostawaniu się kuchennych zapachów do pomieszczeń arystokratów. Na piątym piętrze Zamku Książ była także chłodnia, w której oddzielnie przechowywano dziczyznę, warzywa i ryby. Zlokalizowano tam też pomieszczenie ze zbiornikiem na wodę deszczową, używaną w książęcym gospodarstwie.


Właśnie na piątym piętrze powstał tort – dzieło sztuki. Zachwycający i zadziwiający drobiazgowością, starannością wykonania i ilością szczegółów. Powstał przy okazji odbywającego się na zamku wesela, w lipcu – niestety nie wiemy, którego roku.

Czy smak miał równie wyborny? Informacje na ten temat nie zachowały się żadne, jesteśmy jednak pełni podziwu dla kucharza i jego zespołu, który w upalne lipcowe dni potrafił przygotować takie cukiernicze dzieło sztuki.

Kilka tygodni temu, z okazji wernisażu wystawy zdjęć kucharza-fotografa Luisa Hardouina (o której też Wam jeszcze opowiemy, zaglądajcie na Przystanek Dolny Śląsk), na Zamku Książ cukiernicze dzieło pojawiło się ponownie. Tort ważył 43 kilogramy, a pracowali nad nim przez 8 dni cukiernicy z wrocławskiego hotelu HP Park Plaza pod przewodnictwem szefa kuchni, Zbigniewa Koźlika.






Wprawdzie, jeśli przyjrzymy się zdjęciom, widzimy, że zdobień miał nieco mniej niż oryginał, jednak i tak robił wrażenie! Z opowieści wiemy, że trudno było znaleźć zespół, który podjąłby się odtworzenia wypieku mistrza Hardouina. Nic dziwnego, przedsięwzięcie okazało się trudne nawet dla doświadczonych fachowców, było tez niezwykle czasochłonne - samo składanie tortu z poszczególnych elementów na wernisaż zajęło cukiernikom prawie 10 godzin.

Ach, dostać taki tort…

Za historię niezwykłego wypieku dziękujemy przewodniczce po Zamku Książ, pani Magdalenie Włodarskiej, dzięki której mieliśmy okazję nie tylko obejrzeć zdjęcia, ale i poznać kilka historycznych ciekawostek. Zaś pani Dorocie Karolewskiej dziękujemy za udostępnienie zdjęć, które pozwoliły zaprezentować Wam wszystkim tutaj zaglądającym jeszcze jeden skarb kulinarny Dolnego Śląska.
Obsługiwane przez usługę Blogger.