Featured

12/recent

Schadzka z pigwą | Legnica | Tarninów

18.10.18
W tak słoneczną, piękną jesień trudno o lepsze miejsce na spacer niż legnicki Tarninów. Przepiękna dzielnica budowana w drugiej połowie XIX wieku z myślą o najbogatszych mieszkańcach miasta, po II wojnie światowej została wydzieloną dzielnicą dowództwa Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej. 





Poza majestatycznymi willami i przepięknymi ogrodami, ulokowano tam w latach 30. XX w. koszary. Uwagę przykuwa przede wszystkim budynek ZUS-u: od 1937 roku mieścił się tu sztab 18. Dywizji Piechoty armii niemieckiej, po II wojnie światowej został siedzibą dowództwa Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej. Właśnie w tym budynku w pamiętnym roku 1968 został wydany rozkaz rozpoczęcia operacji "Dunaj" - inwazji na Czechosłowację.

Dzielnica określana bywa mianem „legnickiego kwadratu”. Nazwa ta wynika z aktu, że po 1945 roku Rosjanie ogrodzili Tarninów tworząc właśnie kwadrat na miejskiej mapie. Wojska radzieckie opuściły Legnicę 13 września 1993 roku, jednak do dzisiaj można się jeszcze natknąć na betonowe i ceglane mury oddzielające niegdyś ogromny "kwadrat" (ponad 40 ha) od reszty miasta.

Spacerując szerokimi ulicami i podziwiając przepiękne budynki, dotrzemy zapewne w okolice Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. Ta mieści się również w pokoszarowych budynkach, które jednak – co nietrudno zauważyć – powstały znacznie wcześniej. Już bowiem w drugiej połowie XIX wieku ulokowano w nich pierwszych mieszkańców – członków batalionu fizylierów, który dotychczas stacjonował w Lwówku Śląskim.

Kompleks koszarowy grenadierów został przekazany powstałej w roku 1998 Wyższej Szkole Zawodowej w formie darowizny przez Skarb Państwa. Prace remontowe i rewitalizacyjne zostały przeprowadzone wzorowo, z dbałością o zachowanie zabytkowego charakteru obiektów. Teren uczelni jest otwarty – warto zajrzeć.

A już po jego opuszczeniu koniecznie przysiądźcie na chwilę w Schadzce. Ten niewielki, mieszczący się przy ul. Sejmowej 3 lokal, oferuje pyszne naleśniki w wersji zarówno na słodko, jak i na słono. 




Poza słodkimi naleśnikami są też inne słodkości (np. lody), kawa i herbata oraz cała gama zimnych napojów. Jeśli o takim właśnie pomyślicie, zamówcie bez wahania pigwoniadę. Produkowany w Grajewie na bazie owoców pigwowca napój wypróbowany został przez nas w dwóch wersjach: klasycznej i z miodem. Pierwsza przypomina lekko gazowaną, domową lemoniadę, druga natomiast jest znacznie delikatniejsza, słodko-kwaśna w smaku z wyraźnie wyczuwalnym miodem.

No ale do Schadzki przychodzi się głównie na naleśniki. Wybraliśmy wersję słoną (pikantną), czyli naleśniki z farszami na bazie warzyw, wędlin i sera. Ciasto dobre (nie mieliśmy niestety okazji spróbować tych z mąki gryczanej), farsz znacznie lepszy, dobrze doprawiony i smaczny.

Zamówiliśmy dwa włoskie, różniące się tak naprawdę jednym składnikiem. Miłym zaskoczeniem okazał się fakt, że mimo podobieństwa składników, smak był zupełnie inny. Lokal jest niewielki, ale gustownie urządzony, obsługa miła i szybka. Ma też ogródek, z którego mogliśmy jeszcze skorzystać, mimo iż odwiedziliśmy Schadzkę w październiku. Poza nami mnóstwo gości, gwarno, wesoło i smacznie. Miejsce warte odwiedzenia!



Schadzka
Legnica: Sejmowa 3 (koło PWSZ)
codziennie od 9 do 19, w soboty od 10, w niedziele od 11
ok. 20 miejsc, ogródek letni ok. 20 miejsc
atmosfera swobodna, strój nieformalny
kawa od 6 zł, herbata od 6 zł
śniadania od 10 zł, naleśniki na słono od 12 zł, pankejki na słodko od 14 zł
ostatnia wizyta: październik 2018

Być, doświadczać i przeżywać | Turystyka kulinarna

11.10.18

W Świdnicy w dniach 10-11 października br. odbywa się konferencja Kongresu turystyki Polskiej pt.: "Sieciowe produkty turystyczne". Podczas pierwszego dnia obrad, pośród wielu inspirujących i ciekawych wystąpień, dwa w sposób szczególny poświęcone zostały kwestiom kulinariów i turystyki kulinarnej. Z oczywistych względów nie mogło nas tam zabraknąć, a dzisiaj chcemy podzielić się z Wami wnioskami ze wspomnianych referatów.

W pierwszym z nich dr Iwona Batyk zaprosiła nas do smakowania życia – i na co dzień, i podczas podróży. Zachęcając do próbowania, odkrywania i poznawania, przedstawiła pokrótce znaczenie doznań kulinarnych w podróżach.

Obecnie już odchodzimy od modelu, w którym jadąc w dane miejsce coś „przy okazji” jedliśmy. Dzisiaj kulinaria są równie ważnym elementem oferty wyjazdowej jak na przykład nocleg czy atrakcje turystyczne, nierzadko także to właśnie możliwość spróbowania nowych smaków stanowi inspirację do podróży.

Ma to związek ze zmianą trendów w turystyce, zmianą zachowań prezentowanych przez turystów. Współcześnie liczy się emocjonalne podejście do turystyki – chcemy nie tylko być, ale i doświadczać, przezywać. Jesteśmy w coraz większym stopniu zorientowani na jakość, a doświadczenia, jakie towarzyszyć nam będą w podróżowaniu, mają stanowić o naszej wyjątkowości, świadczyć o prestiżu.

Emocje i doznania to dzisiaj znacznie cenniejsze pamiątki niż atrybuty materialne. Jedzenie jest jednym z tych elementów, które w znaczący sposób wpływają na nasze emocje podczas wyjazdu i po nim – chwalimy się ciekawymi daniami znajomym, opowiadamy o nich przy kawie, ale umieszczamy też zdjęcia i opinie w mediach społecznościowych.

Istotne jest zatem, by takie „podróżne smaki” znalazły swoje miejsce w regionie, w jego wizerunku; by te regionalne smaki nie były przypadkowymi odkryciami. Turysta w dany region jedzie po to, by doświadczyć tego, co dla tego regionu charakterystyczne, a zarazem w innych regionach niespotykane. Stąd duża i ciągle rosnąca popularność rekonstrukcji kulinarnych i wyrobów, których twórcy odwołują się do tradycji.

Nic więc dziwnego, że tak istotna jest dzisiaj turystyka kulinarna. Oznacza ona nie tylko poznawanie tradycji kulinarnych, ale też możliwość uczestniczenia w nich – przez smakowanie, ale także samodzielne wytwarzanie. Żywność związana z historią miejsca nie tylko dobrze smakuje w tym miejscu, często staje się też pamiątką, którą zabieramy z wakacji i przywozimy członkom rodziny, znajomym, by i oni „spróbowali” tego regionu, który odwiedziliśmy.

Obok powrotu do tradycji istotny jest także powiew nowości i oryginalność – nowe smaki i nowe kreacje kulinarne, uciekanie od stereotypów, przekraczanie pewnych granic uwarunkowanych kulturowo i łamanie zasad. Istnieje wyraźna potrzeba wyróżnienia się poprzez (dosłownie rozumianą) konsumpcję i to właśnie ona warunkuje nasze turystyczne działania.

W efekcie obecnie w ramach turystyki kulinarnej wyróżnić można cztery podstawowe wymiary, wzajemnie się przenikające i uzupełniające, stanowiące razem wyraz doznań stanowiących konsekwencję konsumpcji. Pierwszym z nich jest edukacja (np. zwiedzanie winnic), drugi to zaangażowanie (czyli możliwość uczestnictwa w procesie tworzenia jedzenia, np. ubijanie masła czy pieczenie chleba), trzeci to z kolei doświadczanie przez zmysły (i tutaj niezmiernie istotna jest estetyka podania, aranżacja stołu czy szerzej – wystrój lokalu), wreszcie wymiar ostatni to rozrywka. 

Nawiązując do wystąpienia dr Batyk Rajmund Papiernik, prezes Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej, zaprezentował najnowszy, liczący ledwo rok, projekt DOT, czyli Szlak Kulinarny Smaki Dolnego Śląska jako odpowiedź na ten nowy – choć obecny już od jakiegoś czasu – turystyczny trend. Szlak zakłada, jak wskazują jego twórcy, nie tylko ułatwienie wędrówek kulinarnych, w które mogą wyruszać polscy i zagraniczni turyści – smakosze, ale przede wszystkim promocja dolnośląskich kulinariów: kunsztu kucharzy oraz regionalnych i lokalnych przysmaków.

W ramach projektu, poza całkiem ładnym logo, powstała m.in. strona internetowa oraz publikacja (niestety nie wiadomo, jak można ją zdobyć), a organizatorzy dają możliwość uczestnictwa w różnych szkoleniach zarówno profesjonalistom, jak i amatorom. Ciekawie została zaprezentowana kampania promocyjna Cztery Pory Roku, niestety jednak na stronie internetowej szlaku (www.smakidolnegoslaska.pl) pod odnośnikiem do niej otrzymujemy póki co jedynie komunikat, że „nie znaleziono żadnych wyników”. Mamy nadzieję, że wkrótce się to zmieni.

Obecnie na szlaku znajdują się 54 obiekty oferujące produkty wysokiej jakości nawiązujące do regionalnych tradycji. Są tutaj nie tylko restauracje, ale także sami producenci i sklepy, w których można nabyć poszczególne wyroby. Minusem jest, że za znalezienie się na szlaku właściciele obiektów muszą zapłacić składkę, która choć relatywnie niska (500 zł/rok), zapewne wykluczy wielu lokalnych producentów, sklepikarzy i restauratorów z uczestnictwa w projekcie. A szkoda.

Czy ten szlak ma szansę stać się rozpoznawalnym sieciowym produktem turystycznym Dolnego Śląska? Jak na razie nie spełnia nawet podstawowego warunku (nie mamy możliwości kupienia pakietu, w którym moglibyśmy np. w ciągu tygodnia „zaliczyć” obiady w kilku lokalach znajdujących się na szlaku), miejmy jednak nadzieję, że tak się kiedyś stanie.


Dolnośląskie ślady | Rybna Chata | Świnoujście

4.10.18
Migracje ludności są wpisane w jej historię od zawsze, nic więc dziwnego, że podróżując po kraju spotykamy dolnośląskie ślady także poza tym regionem. Ostatnio na taki – bardzo smaczny – ślad trafiliśmy w... Świnoujściu. 

W dzielnicy nadmorskiej tego niezwykle interesującego i pięknego miasta znajduje się wiele pięknych budynków o wyjątkowej architekturze. Jeden z nich to dawny Klub Garnizonowy Marynarki Wojennej, który w otoczeniu pastelowych willi przyciąga wzrok surową cegłą i wieżyczką zwieńczoną postacią Merkurego.

 Budynek ten nosił nazwę "Willa Merkur" i należał do miejscowej rodziny kupieckiej o nazwisku Ossig. Jej przedstawiciele przybyli do Świnoujścia w połowie XIX wieku właśnie z Dolnego Śląska z miejscowości Osiek.




Ossig z rodziną zamieszkał w domu, który wcześniej funkcjonował jako apteka dzierżawiona od miasta przez przybyłego z Neuruppin aptekarza nazwiskiem Louis Fontane (ojca Theodora Fontane, głośnego niemieckiego pisarza). Znajdował się na rogu obecnej ulicy Marynarzy i Placu Wolności. Ossig założył tam sklep towarów kolonialnych, jednak rozglądając się za nowymi inwestycjami i pomysłami na życie, włączył się aktywnie w plan budowy dzielnicy nadmorskiej. Zakupił w tym celu działkę na rogu późniejszych ulic Fridrichstrasse i Viktoriastrasse (obecnie Piłsudskiego i Słowackiego), planując wzniesienie na niej okazałego domu, mieszczącego w sobie część mieszkalną na wynajem dla kuracjuszy, lokatorów całorocznych oraz lokale handlowe (m.in. winiarnię i trafikę).

Budynek oddano do użytku w maju 1903 roku i od samego początku cieszył się powodzeniem; eksponowany był we wszystkich wydawanych prospektach reklamowych przez zarząd uzdrowiska. W willi mieściła się także restauracja o nazwie "Bodyga", którą prowadził Wilhelma Ecke. Właściciel domu i całej posesji Hermann Ossig z rodziną mieszkał tutaj niemal do końca kwietnia 1945 roku.

Doskonale zachowany budynek został po wojnie zagospodarowany na cele kulturalne i gastronomiczne i przekazany polskim władzom administracyjnym a następnie Marynarce Wojennej. Po kilkudziesięciu latach restauracja doczekała się nowych właścicieli, którzy zapraszają gości i kuracjuszy na swoją propozycję regionalnej nadmorskiej kuchni.

Izabela i Zbigniew Rzońca, bo o nich mowa, dążą do odtworzenia dawnej świetności budynku "Willa Merkur", promując świeżą rybę pochodzenia lokalnego. Jako pierwsi w Świnoujściu uzyskali certyfikat MY FISH, przyznawany restauracjom i obiektom, które promują regionalne i świeże produkty. Lokal może poszczycić się również certyfikatem Sieci Dziedzictwa Kulinarnego Pomorza Zachodniego, który wyróżnia restauracje z tradycją regionalną.





A co można zjeść w „Rybnej Chacie”? 

Pyszne dania z ryb (i nie tylko), którymi ze smakiem zajadają się i dorośli, i dzieci. Spośród wielu propozycji zdecydowaliśmy się na gołąbki z dorszem oraz pierogi z nadzieniem również z tej ryby jako produkty reprezentujące dziedzictwo kulinarne Pomorza Zachodniego oraz przyrządzone z lokalnych ryb.

Smaczne i delikatne ciasto wypełnione dużą ilością farszu to dla każdego miłośnika niecodziennych pierogów nie lada gratka. Gołąbki zaś zaskakują – mięso dorsza w towarzystwie suszonych pomidorów i delikatnego sosu to naprawdę niecodzienne doznanie smakowe, przy tym naprawdę dobre i sycące.

W gorącym letnim powietrzu ochłodę przyniosła lemoniada na bazie czarnego bzu z rozmarynem, a apetyty przed głównym daniem zaostrzyły wyśmienite i ładnie podane sardynki. Jak na miejsce, które posiada jakieś związki z Dolnym Śląskiem przystało, potrawy podane zostały w bolesławieckiej porcelanie. Zatem drodzy mieszkańcy i miłośnicy Dolnego Śląska, jeśli zajrzycie do Świnoujścia, koniecznie odwiedźcie „Rybną Chatę”, bo naprawdę warto!

Rybna Chata
Świnoujście: ul. marsz. Józefa Piłsudskiego 45 (dawny klub garnizonowy Marynarki Wojennej)
codziennie od 11 do 22
około 20-30 miejsc, ogródek letni około 20-30 miejsc
atmosfera swobodna, strój nieformalny
średnia cena dania głównego około 30 zł
ostatnia wizyta: wrzesień 2018




Z biegiem Odry | Szczecin | Pływające Ogrody

13.9.18
Płynąc wzdłuż naszej zachodniej granicy Odra dociera do Szczecina. Tam uchodzi do Roztoki Odrzańskiej - zatoki Zalewu Szczecińskiego, przy północnej granicy miasta Police. Do Szczecina zajrzeć warto o każdej porze roku, zwłaszcza jednak w tym czasie, który pozwala nam się cieszyć urokami miasta związanego z wodą.


Restauracje i bary zlokalizowane w okolicy Odry, Wały Chrobrego pozwalające cieszyć się widokiem portowego życia i wreszcie mariny, w których zawsze tłoczno to wszystko tworzy niepowtarzalny klimat tego miasta, tak podobnego do naszych dużych miast w zachodniej części kraju, a zarazem – tak od nich różnego.

Po przyjeździe w klimat miasta pozwoli Wam się wczuć… pasztecik. Tak, pasztecik z barszczem, dostępny m.in. na dworcu, cieszący się niesłabnącą popularnością, z różnym nadzieniem (mięso, kapusta, ser), ale zawsze smaczny i sycący. Pasztecik szczeciński to smażone ciasto drożdżowe z nadzieniem.

Pierwszy lokal serwujący paszteciki powstał w 1969 roku i używał radzieckiej maszyny z demobilu, która wcześniej służyła do karmienia wojska. 22 grudnia 2010 roku na wniosek Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego pasztecik szczeciński znalazł się na Liście produktów tradycyjnych chronionych przez unijne prawo.

Jeśli będziecie w Szczecinie, koniecznie pójdźcie na śniadanie na pyszności oferowane przez Bajgle Króla Jana. Obłędne bajgle (wiosenny Lord Asparagus w tym roku był naprawdę wyjątkowy!), fajny klimat, luźna atmosfera i absolutnie nieprawdopodobna historia bajgla, w którą jednak w końcu chcemy wierzyć.




Jeśli zamiast bajgli wolicie tradycyjną jajecznicę, polecamy Piekarnię Francuzka, czynną już od 7 rano i wabiącą zapachem świeżego pieczywa. A tym, którzy preferują bardziej wyrafinowane smaki, proponujemy Małą Francję. Różowy wystrój może sprawiać nieco przesłodzone wrażenie, ale lokal jest bardzo sympatyczny, z głośników lecą francuskie piosenki, a w menu widać rękę rodowitego Francuza, który wraz żoną prowadzi lokal. Smacznie i stylowo.






Po konkretnym śniadaniu można spacerować i zwiedzać – a jest co oglądać. Atrakcji dostarcza samo miasto ze swoim układem urbanistycznym i architekturą oraz jego przeszłość, którą warto poznać. Przerwa w tym zwiedzaniu to czas na kawę i ciastko, na przykład w Cafe 22. To jest miejsce obowiązkowe na krótki postój w centrum miasta. I chociaż zarówno kawa, jak i ciasta są tutaj naprawdę bardzo dobre, to nie jedzenie chcemy Wam polecać, ale samo miejsce, a właściwie widok, jak z niego się roztacza.

Lokal mieści się w biurowcu Pazim (określanym mianem termosu, lubianym i krytykowanym, mogącym się jednak poszczycić tytułem Mister Szczecina, jaki mieszkańcy nadali mu w konkursie na najciekawszy budynek w 50-leciu polskiego Szczecina), którego budowa rozpoczęła się w roku 1990. Liczący 22 piętra budynek właśnie ostatnie z nich udostępnił na kawiarnię i w efekcie możecie podziwiać zachwycającą panoramę miasta z wysokości ok. 80 metrów.

Przeszklenia zachęcają do spacerowania wokół i oglądania dachów Szczecina z każdej strony – na szczęście ani obsłudze, ani innym gościom to nie przeszkadza. Będąc tam pomyślcie też o tym, że jesteście w budynku, który był pierwszym „nowoczesnym” budynkiem miasta – tam mieściły się pierwsze ekskluzywne butiki, kawiarnia, w której wypadało się pokazać oraz pierwsze ruchome schody!



Jak już zejdziecie na ziemię, to warto pospacerować szerokimi szczecińskimi arteriami i oglądać piękne kamienice i imponujące budynki użyteczności publicznej (jak na przykład ten, który stanowił dawniej siedzibę władz Prowincji Pomorskiej, a dzisiaj należy do urzędu miasta) oraz nowoczesną architekturę, m.in. nagrodzony w najważniejszym w Europie konkursie architektonicznym (przyznawana od 1987 roku co dwa lata Nagroda Unii Europejskiej im. Miesa van der Rohe) budynek filharmonii szczecińskiej.

Kiedy poczujecie głód, skorzystajcie z oferty licznych w tym rejonie restauracji i barów, może takiego, który oferuje dania z ziemniaka? Ziemniak i Spółka to szereg wariacji na temat tego warzywa. Smaczne i różnorodne ziemniaczane dania, w tym nasze ulubione placki, przede wszystkim jednak – ziemniaki pieczone z różnymi dodatkami. Dla smakoszy polecamy regionalny specjał: sałatka śledziowa towarzysząca plackom po szczecińsku. Pycha!

Jeśli jednak zamiast na obiad, wolicie wstąpić na coś mniejszego, to polecamy kolejny przystanek zrobić w jednej z kawiarenek przy Alei Papieża Jana Pawła II, gdzie można zamówić na przykład pyszny owocowo-warzywny koktajl w Cinnamon Garden.





Jeśli skierujecie swoje kroki w stronę Wałów chrobrego (a to punkt, o którym nie można zapomnieć, zwiedzając Szczecin), pomyślcie o krótkim przystanku na przekąskę lub kolację w jednej z położonych na ich krańcach restauracji - Columbus (bliżej centrum) lub Colorado Steakhouse.

Dzisiejsze Wały Chrobrego powstały w latach 1902-1921, ich budowa zlecona została przez nadburmistrza Hakena (skąd ich wcześniejsza nazwa – Tarasy Hakena). Te 500-metrowej długości tarasy spacerowe to zlokalizowane wzdłuż Odry nasypy ziemne zakończone małymi placami. W środkowej części posadowiono posąg przedstawiający walkę muskularnego mężczyzny z centaurem (jego autorem jest Ludwig Manzel). Różne style, różne obiekty tworzą interesujące architektoniczno-urbanistyczne założenie przyciągające zarówno mieszkańców, jak i turystów. To jest to, czego zazdrościmy Szczecinowi najbardziej!





Zazdrościć można jednak też pięknego widoku na Odrę na spokojnym i pięknym, chociaż niestety mocno zaniedbanym Gocławiu, który otwierał ten artykuł. Jeśli tutaj zawędrujecie (naprawdę warto), wstąpcie do Jachtowej. Powstały w 1860 roku budynek dawnej bazy rekreacyjnej dla żeglarzy ma niepowtarzalny klimat, Bosman na tarasie Jachtowej smakuje, jak nigdzie indziej, a z samego tarasu podziwiać można zarówno wpływające do szczecińskiego portu jednostki, jak i najstarszą szczecińską marinę i cumujące tam żaglówki.

A jeśli nie będziecie chcieli tego miejsca opuszczać, nie martwcie się – Jachtowa oferuje noclegi i przy odrobinie szczęścia obudzicie się w pokoju z oknem na Odrę.

Nasze Kulinarne Dziedzictwo | Smaki Regionów

6.9.18
Lubicie regionalne przysmaki? Wyroby lokalnych producentów, które nie tylko świetnie smakują, ale są też kulinarną wizytówką regionu? Jeśli tak, to z pewnością zainteresuje Was, jakie dolnośląskie specjały mogą trafić na Wasze stoły. 

Dnia 25 sierpnia 2018 roku w Pasażu Grunwaldzkim odbyła się XVIII Edycja Konkursu "Nasze Kulinarne Dziedzictwo – Smaki Regionów", którego organizatorem był Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego wraz z Polską Izbą Produktu Regionalnego i Lokalnego oraz Dolnośląską Izbą Rolniczą.

Konkurs odbywa się co roku i ma na celu zgromadzenie wiedzy o oryginalnych regionalnych produktach żywnościowych, wytwarzanych w gospodarstwach i przez lokalnych rzemieślników. Pozwala to na identyfikację produktów specyficznych, charakterystycznych dla danego regionu, które mogą stać się jego wizytówką.

W eliminacjach regionalnych Dolnego Śląska uhonorowano w kilku kategoriach następujących producentów:

Produkty i przetwory mięsne:
Nagroda: "Nasza Domowa" - Masarnia Bronisław Urbanowski
Wyróżnienia: Polędwica Golędzinowska - Wyrób wędlin naturalnych, Zakład "Pod Bukami" Piotr Czajkowski, Kiełbasa z sowiogórskiego niedźwiedzia - Gospodarstwo rolne Szczypiorki

Produkty mleczne:
Nagroda: Ser kwasowo-podpuszczkowy typu tylżeckiego - Przetwórstwo Farmerskie – Sery Ślubowskie Igor Pietrzyk
Wyróżnienia: Ser ciepłowodzki z ziołami - Gospodarstwo Rolne w Ciepłowodach Halina Gulej

Miody:
Nagroda: Miód ze spadzi liściastej - Bogusława i Jerzy Nawara, Pasieka "Zuzia" oraz Miód leśny z Ogrodu Botanicznego w Wojsławicach - Maciej Turek, Pasieka "Miód od Turka"
Wyróżnienie: Miód faceliowy - Jolanta Michułka-Pietrzyk

Przetwory owocowe:
Nagroda: Płatki róży w syropie - Gospodarstwo Pasieczne Elżbieta Malinowska
Wyróżnienie: Ekopowidła malinowe górskie - Zofia Kowalczyk, Ocet wiśniowy - Ewelina Karczewska

Przetwory warzywne: 
Nagroda: Ogórek kiszony dębowy - Krystyna Michułka
Wyróżnienie: Kiszony czosnek z Doliny Baryczy - Gospodarstwo Rolne Michał Sznajder Kiszone Warzywa z Doliny Baryczy,

Produkty zbożowe: 
Wyróżnienie: Chleb Vitafit gryczany - Vitafit Piotr Buszko

Wyroby cukiernicze:
Wyróżnienie: Placek drożdżowy z owocami - "Wiem co jem", koło kulinarne w Ciepłowodach,

Napoje bezalkoholowe: 
Nagroda: Kwas chlebowy "Słodka Maryśka" - Vitafit Piotr Buszko
Wyróżnienie: Tłoczony sok jabłkowo-truskawkowy - Maciejowy Sad, Przedsiębiorstwo Prywatne KAR, Tłoczony sok jabłkowo-aroniowy - Grupa Producentów Owoców i Warzyw "Trzebnickie Sady"

Napoje alkoholowe: 
Nagrody: "Żenicha" - Maria Mazur, "Wino gronowe - SEY" - Winnica Świdnicka
Wyróżnienie: Browar wieżyca - jasne - Biskupia Kopa s.c.. R. Leśniewski, D. Kacprzyński

Inne produkty regionalne Wyróżnienie: Farsz z sera i ziemniaków - Gospodarstwo rolne w Ciepłowodach Andrzej Gulej

Podczas konkursu odbywają się również nominacje do Nagrody "Perła" o którą Laureaci poprzednich edycji konkursu mogą ubiegać się w trakcie Targów "Smaki Regionów" w Poznaniu gdzie odbywa się wielki finał. Do tej nagrody zostały nominowane takie produkty, jak:

Golędzinowska Sucha
Wyrób Wędlin Naturalnych "Pod Bukami" Piotr Czajkowski 
Szynka przygotowana jest z klarownej szynki wieprzowej, z której uzyskuje się 25% mięsa klasy I extra. I extra jest krojona ręcznie w kostkę. Spoiwem dla Golędzinowskiej suchej jest mięsień golonki wieprzowej zmielonej 2-krotnie na sitku 2mm. Sklarowane mięso na wędlinę dojrzewa po peklowaniu.

Miód leśny z Masywu Śnieżnika
Hello Yellow – Igor Antolak
Miód leśny wytwarzany przez pszczoły z nektaru roślin i spadzi jest miodem mieszanym określanym mianem „dwa w jednym”, ponieważ łączy w sobie właściwości lecznicze miodów nektarowych ze zwiększoną aktywnością antybiotyczną miodów spadziowych. Roślinność leśna pozwala na korzystanie pszczołom z pożytku specyficznego eko-systemu leśno-łąkowego, dostarczając zasoby nektaru i spadzi.

Miód Lipowy – zwany "Złotem Domaszkowa"
Jerzy Nawara, Pasieka "Zuzia"
Miód lipowy zawiera wiele cennych enzymów, substancji biotycznych, takich jak: lizozym, inhibinę, apidycynę. W swoim składzie ma wiele mikroelementów – potas, chlor, magnez, fosfor, wapń, żelazo, molibden, kobat oraz witaminy A, B1, B2, C, kwas foliowy, pantotenowy, biotynę.

Dżem z maliny leśnej bez cukru na parze
Zofia Kowalczyk 
Dżem jest przygotowany wyłącznie z maliny leśnej zebranej z miejsc nasłonecznionych wzbogaconej własnym sokiem z brzozy. Malina leśna, która do przygotowania dżemu uzyskiwana jest z Kotliny Kłodzkiej okolic górzystych lasów, słynie z właściwości zdrowotnych.

Sok z kiszonych buraków z Doliny Baryczy
Gospodarstwo Rolne Michał Sznajder Kiszone Warzywa z Doliny Baryczy
Sok z kiszonych buraków powstaje podczas kiszenia buraków, które w ciągu kilku miesięcy nieustannie wytwarzają kwaśny sok, jako efekt fermentacji kwasu mlekowego, który jest naturalnym procesem. Dzięki temu sok ma bardzo dużą zawartość witamin, szczególnie witaminy C oraz substancji pro biotycznych, wspierając odporność, trawienie, pracę jelit oraz oczyszczenie organizmu. Sok jest surowy, niepasteryzowany, rozlewany do butelek na bieżąco, na świeżo, tłoczony jest ręcznie. Dzięki temu nie traci swoich cennych zdrowotnych walorów.

(materiały Departamentu Obszarów Wiejskich i Zasobów Naturalnych UMWD)
















Z biegiem Odry | Przedwojenna biała flota

30.8.18
Kiedy w XIX wieku ludzie zyskali coś, co dzisiaj określamy mianem „czasu wolnego”, zaczęli szukać rozmaitych, ciekawych sposobów jego spędzania; pomysłów na wypoczynek. Nic więc dziwnego, że mieszkańcy miast położonych nad wodą to właśnie w rejony rzek kierowali swe kroki – na spacery bulwarami, do zlokalizowanych nierzadko w jej pobliżu etablissements, ale także do statków pasażerskich, które pozwalały poznać rzekę z innej strony.

We Wrocławiu początki żeglugi pasażerskiej sięgają 1870 roku, kiedy wybudowano pierwszy statek pasażerski. Od tego też czasu zaczęły powstawać towarzystwa żeglugowe zajmujące się obsługą ruchu pasażerskiego na Odrze. Przełom XIX i XX wieku to czas, gdy Odra była szeroko wykorzystywana w tym celu – w użyciu było kilkanaście statków, wśród nich m.in. „Fürst von Hatzfeld, Herzog zu Trachenberg” zabierający ponad 500 pasażerów!

Dzisiaj mieszkańcy i turyści znowu chętnie korzystają z możliwości podziwiania miasta z wody, choć daleko nam jeszcze do ruchu, który odbywał się tutaj w początkach XX wieku.































Obsługiwane przez usługę Blogger.