Featured

12/recent

Międzynarodowy Dzień Sernika | Dolny Śląsk

27.7.17
Sernik jest ciastem znanym od setek lat (serwowano go już w starożytnej Grecji i Rzymie), również na naszych polskich stołach od dawna pozostaje jednym z popularniejszych przysmaków. W jego przygotowywaniu wyspecjalizowały się kraje niemieckojęzyczne (najbardziej rozpoznawalny sernik wiedeński, zresztą spod Wiednia wraz z królem Janem III Sobieskim dotarł podobno do Polski), ale właściwie każdy region świata ma swoją odmianę serowego ciasta.


Prawie każdy lubi sernik, prawie każda gospodyni ma swoje tajne dodatki i ulepszenia tradycyjnego przepisu, które sprawiają, że powstaje ciasto niepowtarzalne (podobno istnieje ponad 1000 oficjalnych przepisów!).

Z okazji zbliżającego się Międzynarodowego Dnia Sernika (30 lipca) zapraszamy na przegląd serników i serniczków oferowanych przez dolnośląskie lokale.

Jednym ze smaczniejszych serników, które mieliśmy okazję spróbować w ostatnim czasie, był ten zakupiony na wrocławskim Bazarze Smakoszy. Nieoczywisty w smaku, przygotowany na bazie cypryjskiego sera, przykryty delikatną białkową pierzynką oraz kruchą posypką… Pyszny!

Wrocław
Przeglądając nasze fotograficzne pamiątki z wizyt w różnych kawiarniach odkryliśmy, że sernik jest ciastem najczęściej przez nas zamawianym. I możecie wierzyć – ile lokali, tyle różnych rodzajów sernika…

I tak na przykład jeśli będziecie w Lwówku Śląskim, możecie zajrzeć do Cafe Paris i tam zamówić klasyczny sernik z bitą śmietaną. W Dusznikach-Zdroju natomiast klasyka smaku jest nieco przesłonięta czekoladową zebrą na wierzchu – takie ciasto zamówicie w Kaskadzie. Tradycyjny, z dodatkiem skórki pomarańczowej, jest też sernik serwowany w Caffe Perfetto w Kłodzku. No i oczywiście w naszej ulubionej jak na razie sieci piekarni-cukierni, czyli Frąckowiak (na przykład w lokalu w Świebodzicach, który już Wam polecaliśmy).

Lwówek Śląski (sernik na drugim planie)

Duszniki-Zdrój

Kłodzko

Świebodzice

Pyszny jest również podobno sernik podawany w Herbaciarni Teatralnej w Szczawnie-Zdroju: siedząc przy stoliku i delektując się innymi smakołykami, usłyszeliśmy opinie, że sernik w tym miejscu jest po prostu bezkonkurencyjny!

W najbliższą niedzielę można sernika w tradycyjnej wersji spróbować również w lokalu w Hucie Julia w Piechowicach. Może zachęci Was pyszne ciasto podane na pięknym kryształowym talerzyku?

Piechowice

Nieco odbiegające od klasyki wersje też oczywiście na Dolnym Śląsku znajdziemy. Między innymi serniki na zimno. Robiły swego czasu furorę z uwagi nie tylko na lekkość samego ciasta, ale i łatwość przygotowania. Ale są też inne modyfikacje mające urozmaicić wygląd i smak.

I tak na przykład w Fantazji w Szklarskiej Porębie można zjeść sernik posypany z góry cukrem pudrem, nieco przypominający śląski kołacz, trochę zbliżony do sernika wiedeńskiego, ale podawany z towarzyszeniem owoców (my na przykład dostaliśmy kawałki brzoskwini). W La Kalorii jedliśmy sernik przygotowany na ciemnym, kakaowym spodzie, z którym cudownie komponował się smak miękkiej, delikatnej masy serowej. Niby tradycyjny, niby bez dodatków, ale nieco odbiegający od dominującej klasyki.

Szklarska Poręba

Szklarska Poręba

Złotoryja
W Złotoryi natomiast dostaliśmy sernik nieco przypominający napoleonkę. Wydawało się, że to sernik krakowski, jednak góra nie była pokryta charakterystyczną dla tej odmiany kratką, zabrakło też cytrynowego lukru na górze. Nie odbiło się to jednak niekorzystnie na jego smaku – gwarantujemy, że był bardzo dobry.

A co dla tych, którym znudziły się wszystkie: krakowski, wiedeński, lekki sernik nowojorski...? Może wizyta w Zamku Topacz, który ma aż dwie restauracje? W restauracji Spichlerz można w najbliższych dniach spróbować sernika na zimno z musem owocowym i chrupiącym słonecznikiem. Zważywszy, że na sernikowe święto meteorolodzy prognozują wysoką temperaturę, wydaje się to idealnym wyborem. Polecamy!

Zamek Topacz

Kolacja w królewskim stylu | Zamek Topacz | Ślęza

20.7.17
Czy Wy też czasem tak macie, że marzy Wam się kolacja w iście królewskim stylu? Nam się ostatnio marzenie o niej spełniło – mieliśmy okazję spróbować menu degustacyjnego w Restauracji Zamku Topacz. 



Menu degustacyjne ma swoje prawa. Jeden zestaw to zwykle kilka dań (zawsze więcej niż trzy, które obejmuje całkiem przyzwoity, lecz standardowy obiad), ale porcje są nieco mniejsze niż w zestawach serwowanych z karty, dzięki czemu nie trzeba w tych daniach wybierać, lecz można delektować się każdym z nich. No właśnie… Delektować.

Spróbowaliśmy kilku dań, z których każde dostarczyło nam fantastycznych wrażeń smakowych i estetycznych. Doprawdy, trudno wskazać najlepsze!

Oczekiwanie na potrawy z menu degustacyjnego skracał wyśmienity, wypiekany na miejscu chleb z kminkiem podany z również wyrabianym przez kucharzy masłem o cudownej śmietanowej konsystencji.

Jako pierwsze z zestawu dań na stół trafiło gazpacho. Wśród składników: pomidory, ogórki i cebula. Wyważone proporcje i wyraziste nuty sprawiają, że smak pozostaje w pamięci na długo, a zarazem świetnie zaostrza apetyt na kolejne potrawy. Idealne danie na gorący letni dzień.



Następnym daniem, które spróbowaliśmy, było carpaccio wołowe. Cieniutko pokrojona wołowina, kalarepa i rukola, do tego truflowy dressing, przepyszny, lekko ostry, najznamienitszy z włoskich serów Parmigiano Reggiano oraz lody musztardowe. Tak, dobrze przeczytaliście – lody musztardowe, które zachowując smak tradycyjnej musztardy są znacznie od niej delikatniejsze i przez to lepiej komponują się z tak podaną wołowiną.

Po carpaccio przyszedł czas na przepyszne ravioli z warzywami. Myli się, kto sądzi, że to zwykła potrawa. Ravioli to danie wymagające i jeśli jednak chcecie przekonać się, jak powinno smakować to idealne, zajrzyjcie do Restauracji Zamku Topacz. Poza warzywami pierożkom towarzyszył także Parmigiano Reggiano, nadając potrawie niepowtarzalnego smaku.



Ryba, której nie zamówimy w każdej restauracji, czyli kulbin, stanowiła główny punkt kolejnego dania. Towarzyszyła jej brązowa pieczarka, młody szpinak, kapusta włoska, cukinia, marchewka i seler. Mnóstwo smaków, genialne wprost zestawienie wielu różnych dodatków, które jednak nie przesłoniły smaku - delikatnej przecież - ryby. W następnym daniu najważniejsza była sarnina. Delikatna, miękka, doskonale przyrządzona – dla niej samej warto specjalnie do Topacza się wybrać!

Wreszcie czas na desery! I oto otrzymujemy galaretkę na bazie białego wina z dodatkiem borówki amerykańskiej. Nie przekonuje Was? Jesteście zatem w błędzie! Delikatna galaretka, nie mająca nic wspólnego z tymi, jakie zwykle dostajemy w kawiarniach (czyli twardymi i bez smaku). Wyraźna nuta białego wina bardzo dobrze współgra z owocami, tworząc idealne połączenie na ciepły, letni, wakacyjny wieczór.

Na koniec królewski deser, stanowiący doskonałe podsumowanie całego wytwornego i wybornego posiłku: crème brulee w nieco odbiegającej od powszechnie nam znanych, kawowej wersji. Jego smak trudno opisać – trzeba go po prostu spróbować!


Kuchnia w restauracji Zamku Topacz nie jest zwykłą kuchnią. Dania nie są po prostu smaczne. Są przyrządzone w sposób doskonały, w każdym kęsie czuć rękę mistrza, a nie zawsze oczywiste połączenie smaków dostarcza nowych doznań. Trudno też nie wspomnieć w tym kontekście o ich podaniu: dopracowanym układzie, estetycznym i idealnym ułożeniu. w końcu jemy też oczami.

Kuchnia jest naprawdę wyjątkowa, a dania niecodzienne. Skąd pomysły na nie? Na dzień dzisiejszy inspirację czerpię zewsząd. Inspiracją może być np. młody kucharz, który dopiero co przyszedł do pracy i ma dziwne, ale świeże pomysły. Coś ciekawego wpada nam w oko, gdzieś zobaczymy jakieś zdjęcie lub poczujemy smak z dzieciństwa. Inspiracje są tak naprawdę wszędzie – mówi Rafał Borys, szef restauracyjnej kuchni, który wcześniej pracował m.in. jako sous chef, czyli zastępca szefa kuchni w restauracji hotelu Hilton w Laicester pod okiem Gordona Ramsay'a oraz w Brasserie Roux, gdzie uczył się tajników kuchni francuskiej od jednego z najznakomitszych kucharzy – Alberta Roux.



Menu jest zmieniane co trzy miesiące – każda pora roku to okazja na spróbowanie nowych smaków. Zmianom ulega także menu degustacyjne. Warto przy tym podkreślić, że jest ono zawsze dostosowywane do gustów klientów i przyrządzane na ich oczach - kuchnia jest otwarta, co umożliwia podglądanie kucharzy przy pracy. w przypadku Restauracji Zamku Topacz jest to obserwacja mistrzowskich popisów!

My również zostaliśmy zapytani o to, co lubimy jeść, a czego nie chcielibyśmy zobaczyć na naszym talerzu i na podstawie naszych odpowiedzi powstała kompozycja stworzona dla nas. Specjalnymi względami cieszą się też najmłodsi goście: Pytając dziecko o to, na co ma ochotę, wyczarowujemy pełnowartościowe, pyszne danie, któremu nie oprze się nawet największy niejadek – mówi Rafał Borys.

Może chcecie sami spróbować i pochwalić się, jakie menu dla Was skomponował szef kuchni Restauracji na Zamku Topacz? Gorąco zachęcamy!

Restauracja w Zamku Topacz
Ślęza: ul. Główna 12
od poniedziałku do piątku lunche od 13 do 16, kolacje od 18 do 23 (ostatnie zamówienia do 22)
w weekendy od 13 do 23 (ostatnie zamówienia do 22)
ok. 100 miejsc, ogródek letni ok. 50 miejsc
ostatnia wizyta: czerwiec 2017

Przerwa kawę... lub wino | Międzylesie | Długopole-Zdrój

6.7.17
Wakacyjne spacery i wycieczki potrafią nieźle zmęczyć, a na zmęczenie nie ma nic lepszego niż… łyk aromatycznej kawy lub kieliszek orzeźwiającego wina. 


Na miejsca takie właśnie przerywniki wycieczkowe trafiliśmy podczas naszych ostatnich wojaży. W ostatnich dniach maja postanowiliśmy zajrzeć do Międzylesia. Niewielkie, pełne uroku miasteczko zachwyca przede wszystkim zamkiem – tam też skierowaliśmy swoje kroki.

Zamek robi wrażenie i ma naprawdę ciekawą historię (o czym jednak napiszemy innym razem i w innym miejscu), zaś dodatkowy plus należy się za to, że na słonecznym dziedzińcu rozstawiono kilka stolików, przy których można usiąść, odpocząć i wypić dobrą kawę, co też zrobiliśmy.


W ofercie są też i ciasta i ciasteczka, jest również piwo – dla każdego coś się znajdzie.

Zwiedzając międzyleskie okolice, przebywaliśmy w Długopolu-Zdroju, w którym – jak się okazuje – również jest kilka przyjemnych miejsc na niewielką przerwę. Wśród nich chcemy polecić Wam dwa.

Pierwszym będzie kawiarnia Horus zlokalizowana, uwaga, w budynku dawnego kościoła, której jednak poświęcimy nieco więcej miejsca w którymś z kolejnych wpisów.

Drugim natomiast – „typowa” i stylowa Kawiarnia Zdrojowa, z ogródka której możemy spoglądać na przeuroczy, niewielki deptak i park, delektując się winem i ciesząc spokojem okolicy.


A jakie są Wasze ulubione miejsca na wycieczkowe przerywniki? Co odwiedziliście?
Piszcie w komentarzach!

Więcej niż hashtag | #zjedzburgera | Wrocław

29.6.17
Lokali serwujących bułkę z mięsem oraz przeróżnymi dodatkami (a także tych, co wspomniane danie proponują w wersji vege) jest we Wrocławiu (i nie tylko) bardzo dużo.


Mamy renesans (ham)burgerów, które dzisiaj nie oznaczają już płaskiej bułki z cienkim mielonym, kilkoma plastrami ogórka i wyciekającym zewsząd keczupem. Dzisiaj to małe dzieł(k)a sztuki kulinarnej, tak pod względem estetycznym, jak i - smakowym. 

Dlatego też jak trafiamy na jakiś lokal serwujący tego typu dania, które jednak oferują coś bonusowego lub proponują odmienność, z przyjemnością próbujemy.

Takim właśnie sposobem trafiliśmy ostatnio do #zjedzburgera przy ul. Strzegomskiej we Wrocławiu. Już na sama nazwa zaintrygowała, bo idealnie wpisała się jakże dziś popularne media społecznościowe.

Estetycznie urządzony lokal zachęcił nas (poza atrakcyjnymi cenami) przede wszystkim ofertą ciekawie nazwanych burgerów (np. Lucky Lucke, Burger Billy, Burger Sebastian) oraz ładnym podaniem - wszystkie burgery serwowane są na patelniach (zobaczcie zdjęcia).
Odwiedziwszy, spróbowaliśmy kilka burgerów, z których spokojnie możemy polecić Carlosa (ale tym, co lubią papryczki jalapeno) oraz Christiano - bardzo ciekawa wersja vege z kotletem z soczewicy (chociaż tutaj trzeba nieco samemu doprawić).

Można domówić frytki, można zjeść też zupę. Do picia standardowy zestaw napojów (chociaż bez piwa).Burgery są smaczne, mięso przyzwoite, ceny niewygórowane i wybór dość spory - warto zajrzeć. Jesteś głodny? #zjedzburgera !





#zjedzburgera
Wrocław: ul. Strzegomska 3B-3C (na przeciw Green Towers)
od poniedziałku do soboty od 11 do 20
burgery od 15 zł, kawa/herbata 5 zł, napoje zimne od 3 zł
ogródek letni 12-20 miejsc

Obiad na dworcu kolejowym | Pub Opole Główne

22.6.17
Jest ciepło, świeci słońce, za chwilę zaczynają się wakacje i sezon urlopowy – nadszedł czas na wycieczki krótsze i dłuższe. A jak wycieczki, to najlepiej pociągiem, koleją po Dolnym Śląsku, a nawet koleją po Śląsku. 

Dworzec Opole Główne. Bistro Opole Głównej znajduje się w widocznym po prawej dawnym budynku magazynowym, a na rampie stoją nawet stoliki
Skoro zaś tak, to warto przyjrzeć się temu, co można zjeść w miejscach, w których amatorzy kolei spędzają relatywnie dużo czasu – na dworcach kolejowych i w ich najbliższym sąsiedztwie. Dzisiaj chcemy polecić Wam miejsce, które wprawdzie nie znajduje się na Dolnym Śląsku, jednak w bezpośrednim tego regionu sąsiedztwie – w Opolu.

Zapewne wielu z Was pamięta remont opolskiego dworca, podczas którego nie tylko zniknęły lokale z wnętrza budynku, ale i wiele z tych zlokalizowanych wokół niego przestało działać. Dzisiaj na szczęście czas ten mamy już za sobą, dworzec jest piękny (pod warunkiem, że zapomnimy na chwilę o przykrej sprawie frontowych drzwi), a czekanie na pociągi nie jest już tak uciążliwe, gdy podziwiać można np. wystawę zlokalizowaną w jednej z hal lub architektoniczne i konstrukcyjne detale.

Nie każdy jednak lubi na dworcu przesiadywać. Nie jest to problem, gdy nie mamy takiej potrzeby, tzn. gdy na przesiadkę jest czasu dużo lub nie ma go wcale. Gorzej nieco mają ci, którzy muszą zagospodarować pół godziny lub trochę dłużej, a chcieliby zasiąść w miejscu bardziej przytulnym, kameralnym, milszym po prostu. Na szczęście działa teraz Opole Główne Bistro, które naprawdę gorąco polecamy.


Wnętrze Bistro i drugi ogródek od strony podjazdu z widokiem na płytę dworca autobusowego w Opolu

Nie tylko jako alternatywę dworcowej poczekalni. W bistro jest mnóstwo pysznych dań. Są fajne zupy i dobre dania główne, ciekawe desery (m. in. fantastyczne ciasta) i do picia wiele różności, od kawy i herbaty poprzez soki i lemoniadę po piwa.

Podczas ostatniej podróży przesiadaliśmy się w Opolu i spędziliśmy nasze 40 minut dzielące nas od odjazdu pociągu właśnie w Bistro. Zamówiliśmy cepeliny oraz danie dnia, którym były wtedy klopsiki w sosie musztardowym z zielonym koperkiem i ziemniakami. Dania świeże, ładnie i szybko podane; w smaku tradycyjne, dobre, domowe.



Piękna pogoda sprawiła, że wybraliśmy ogródek, jednak chcemy zauważyć, że wewnątrz lokalu jest przyjemnie, klimatycznie i po prostu ładnie, jeśli więc nie przepadacie za jedzeniem na świeżym powietrzu – lub nie pozwoli na to pogoda – w środku również jest dużo przyjaznej przestrzeni.

Ceny przystępne, szczególny jednak plus dla lokalu za przemiłą obsługę. Wszystkich, dla których Opole będzie przystankiem na trasie lub miejscem docelowym podróży, zachęcamy do odwiedzenia Bistro Opole Główne.



Pub Opole Główne
Opole: ul. Krakowska 48 (budynek dworca kolejowego, wejście od strony podjazdu)
codziennie od 10 do 24, w niedziele od 11, w piątki i soboty do 1 w nocy
obiad od 13 zł, przekąski od 7 zł, kawa od 5 zł, piwo od 7 zł
20-30 miejsc w środku, ogródek letni 30-40 miejsc
(ostatnia wizyta: czerwiec 2017)

Restauracja Hotelu Fado | Świdnica

8.6.17
Czy zdarzyło Wam się nie wejść do restauracji tylko dlatego, że była restauracją hotelową? Czy rezygnowaliście ze spróbowania ciekawie nazwanego dania tylko i wyłącznie przez to, że serwowane było przez lokal będący lokalem hotelowym? Czy podczas turystycznych wypadów szukaliście miejsca, które nie będzie hotelową restauracją, która z definicji jest zbyt elegancka na plecak i wygodne trampki?


Tak, my też zwykle omijamy miejsca tego typu, bo wydają nam się jakoś niepasujące do naszych wycieczek i luźnych ubrań, zaś serwowane tam dania – zbyt wyszukane i przede wszystkim za drogie jak na nasze turystyczne gusta.

Ostatnia jednak wizyta w restauracji hotelowej skłoniła nas do zmiany zdania. W zeszłym miesiącu zajrzeliśmy do Świdnicy, w której bywaliśmy już nieraz i która zajmuje wysoką pozycję na liście naszych kulinarnych destynacji. Już przy poprzednich wizytach zerkaliśmy w stronę restauracji mieszczącej się w hotelu Fado, jednak dopiero tym razem postanowiliśmy przekroczyć jej progi.


Eleganckie wnętrze wbrew naszym przypuszczeniom nie przytłoczyło nas, a przeróżne, interesująco nazwane i kuszące intrygującym doborem składników dania okazały się wcale nie aż tak drogie, jak zakładaliśmy.

Jako że była to nasza pierwsza w tym miejscu wizyta, zdaliśmy się na kelnera, który polecił m.in. żołądki i polędwiczki. Żołądki drobiowe podawane są z pikantnym sosem pomidorowym i pieczywem, znakomite zarówno jako przystawka, jak i danie główne dla mniej głodnych gości. Polędwiczkom zaś towarzyszyła znakomicie przyrządzona i przyprawiona kasza i jedyny w swoim rodzaju sos piernikowy.




Znakomicie przyprawione, sycące i przepyszne dania obiadowe nieco nas rozleniwiły, toteż postanowiliśmy zostać jeszcze na deserze. Zamówionej czarnej kawie towarzyszył fondant czekoladowy, jeden z najlepszych, jakie jedliśmy (a jedliśmy niemało, bo czekolada znajduje się na szczycie listy naszych ulubionych produktów spożywczych).

Restauracja hotelu Fado, to kolejne miejsce na kulinarnej mapie Świdnicy, do którego warto zajrzeć przy okazji bytności w okolicy, ale które jednocześnie samo stanowić może okazję (by nie rzec pretekst) do odwiedzenia miejscowości.

Jeszcze kilka lat temu kamienica, w której się znajduje, była ruiną i zamiast przyciągać oczy przechodniów barwną elewacją, straszyła pustymi oczodołami okien. Na szczęście zapał właścicielki, Kamili Suchorzewskiej, architekta i dyrektorki hotelu, uratował budynek i dał mieszkańcom i turystom jeszcze jedno miejsce, w którym można smacznie zjeść i przyjemnie spędzić na przykład niedzielne popołudnie.



W karcie znajdziemy dania bardzo różne, nie powinniśmy się jednak do nich przyzwyczajać, ponieważ co jakiś czas są zmieniane. Gdy my odwiedzaliśmy Bacalhau, właśnie trwały przygotowania do wprowadzenia nowej karty, w której obok potraw znanych i lubianych miały pojawić się zupełnie nowe, przede wszystkim jednak – pozwalające się cieszyć regionalnymi smakami.

Nieprzesadna elegancja, niewymuszona uprzejmość i przede wszystkim bardzo dobre jedzenie to określenia najpełniej oddające charakter tego miejsca. A o tym, że tak jest, przekonajcie się sami. Gorąco polecamy!



Restauracja Hotelu Fado
Świdnica: ul. Marii Konopnickiej 6
codziennie od 12 do 22
40-50 miejsc

Filmowa Europa na widelcu | Wrocław

25.5.17
2 czerwca w Kinie Nowe Horyzonty rozpocznie się - i potrwa do 4 czerwca - "Filmowa Europa na widelcu". To wyjątkowy przegląd filmowy prezentujący produkcje poświęcone sztuce kulinarnej, odsłaniające kulisy produkcji jedzenia oraz uświadamiające jego wielkie znaczenie społeczne i kulturowe. 


fot. BPUMW
Wszystkim pokazom w kinie towarzyszyć będą poczęstunki związane z tematyką filmów. Przegląd jest elementem programu Festiwalu Europa na widelcu – największego, organizowanego we Wrocławiu od 2009 roku święta kulinariów. Przygotowany został przez FILMS for FOOD – inicjatywę, która od listopada 2016 roku prezentuje w kinach w całej Polsce filmy o tematyce kulinarnej.

 W programie trzydniowego wydarzenia znalazły się najlepsze filmy fabularne i dokumentalne traktujące o szeroko pojętej tematyce jedzenia. Filmy, które do tej pory zobaczyć można było wyłącznie na festiwalach filmowych i pojedynczych pokazach. Obejrzymy między innymi historię międzynarodowego ruchu Slow Food pt. „Slow Food Story” oraz filmy „Głód mięsa” i „W obronie jedzenia” poruszające tematykę jakości współcześnie produkowanego jedzenia, jego wpływu na nasze zdrowie, przemiany społeczne i środowisko naturalne. Będzie też opowieść o kobietach produkujących naturalne wina we Włoszech – „Natura, kobiety i wino” oraz „Wtajemniczeni” – dokumentujący pobyt kilkunastu światowych szefów kuchni na Suwalszczyźnie .

FILMS for FOOD proponuje w swoim przeglądzie przede wszystkim filmy dokumentalne ale będą też dwie fabuły: „Uczta Babette” – wyreżyserowane przez Gabriela Axela arcydzieło światowego kina z 1987 roku, oraz lubiany – zwłaszcza przez najmłodszych widzów – film Tima Bartona „Charlie i fabryka czekolady”. Przed każdym seansem widzowie poczęstowani zostaną przekąskami i napojami nawiązującymi do tematyki filmów.

Filmów podejmujących szeroko rozumiany temat jedzenia powstaje na świecie coraz więcej. Wpisują się one w niezwykle popularny w ostatnich latach trend zainteresowania kulinariami, który przejawia się nie tylko popularnością książek, gazet i blogów o gotowaniu, ale też wciąż rosnącą liczbą restauracji. Bohaterami tych filmów są producenci jedzenia, rolnicy, szefowie kuchni, sommelierzy, aktywiście i społecznicy.

Dziś możemy już mówić o osobnym gatunku filmowym – „food film”, w którym jedzenie stanowi samą istotę filmu i znacząco oddziałuje na widza. Gatunek ten od dziesięcioleci doskonale rozwija się na najważniejszym filmowym rynku, czyli w Stanach Zjednoczonych, ale coraz więcej filmów o tematyce kulinarnej powstaje też w Europie.


W obronie jedzenia / In Defense of Food
reż. Michael Schwarz, USA 2015, 78'

Natura, kobiety i wino / Senza Trucco - Le donne del vino naturale
reż. Giulia Graglia, Włochy 2011, 77'

Wtajemniczeni
reż. Maciej Kowalczuk, Polska 2012, 45’

Slow Food Story
reż. Stefano, Włochy 2013, 74'

Charlie i fabryka czekolady / Charlie and the Chocolate Factory
reż. Tim Burton; obsada: Johnny Depp, Freddie Highmore, Charlie Bucket, David Kelly, Helena Bonham Carter, Noah Taylor; USA, Wlk. Bryt. 2005, 115'

Głód mięsa / Need for Meat 
reż. Marjin Frank, Holandia 2015, 74'

Uczta Babette / Babettes gæstebud
reż. Gabriel Axel; obsada: Stéphane Audran, Birgitte Federspiel, Bodil Kjer,Jarl Kulle, Jean-Philippe Lafont, Dania 1987, 102'
Obsługiwane przez usługę Blogger.