Featured

12/recent

Chleb Karkonoski | UliJanka | Piechowice

23.6.16
O tym, że chleb jest jednym z ważniejszych pokarmów ludzi na całym świecie, nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak jego rola wykracza daleko poza rolę podstawowego środka zaspokajania potrzeby głodu. Posiada bowiem także ogromne znaczenie kulturowe – tak w kulturze świeckiej, jak i religijnej. Chrześcijaństwo przydaje mu wymiar sacrum. W polskiej kulturze narodowej chleb także wynosi się do rangi szczególnej.



O ważnej kulturowej roli chleba pisze m. in. Lucjan Kocik, polski socjolog, badacz wsi i jej społeczno-kulturowych przemian: Jeszcze w świadomości naszych babek chleb zawsze był rzeczą świętą. Chlebem błogosławiono nowożeńcom, witano na progu domu dostojnych gości, lecz również, o czym rzadko się wspomina, skrzywdzonych, ubogich, żebrzących właśnie o chleb. Dzielenie się chlebem pozostaje do dziś znakiem braterstwa i przyjaźni. Kromkę chleba dawano na pożegnanie jako znak błogosławieństwa oraz zapowiedź szczęśliwego powrotu. Do nowo wzniesionego domu najpierw wnoszono chleb i wodę, wypowiadając przysłowie „Gdy chleb i woda, to nie ma głoda”. Ręki z chlebem wyciągniętej ku zgodzie nie można było odtrącić.


Chleb okolicznościowy / fot. Jan Klejps
Na przestrzeni lat podejście do chleba jako pożywienia nie zmieniło się wiele, nadal również jego kulturowe znaczenie jest duże, jednak nieco odmiennie traktowany jest cały proces jego produkcji. Dawniej proces ów był zgodny z kosmiczną harmonią zagrody, ziemi, przyrody i nieba. Siew, żniwa, znoszenie zboża, zwózka, młó­cenie, przesiewanie wymłóconego zbo­ża na wiejaczu, wynoszenie w workach na strych domu, mielenie w żarnach, przesiewanie mąki i wreszcie pieczenie chleba – to był logiczny i rzeczowy porządek dnia i roku (...). Każde ogniwo tego łańcucha miało swoje narzędzia, swój rodzaj trudu i zmęczenia, wymagało innej pory połączonej ze stanem słońca i pogody, innych umiejętności, innego działania, innych obyczajów i słów.

Później nastały czasy szybkiej produkcji, maszynowej, odczarowującej proces tworzenia tego szczególnego pokarmu. W większości przypad­ków przetwórstwo nie opie­ra się już na wzorach kultu­rowych czerpanych z przeszłości. (...) Płody rolne utra­ciły swego „ducha”, jakim nasycał je rodzinny zespół zagrodowy.

W ostatnich jednak latach obserwujemy tendencje odwrotne. Widoczny jest powrót do tradycji; zarówno producenci,  jak i konsumenci szukają tego, co „prawdziwe”, „naturalne”. Piekarze sięgają do starych receptur, konsumenci szukają wg tychże przygotowanych wypieków. Do takich dawnych receptur wrócili też Urszula i Jan Klejps – właściciele piechowickiej Pracowni Dobrego Chleba UliJanka.

Przy wypieku / fot. Jan Klejps
Piechowice to nieduża (ok. 6500 mieszkańców) malownicza miejscowość położona nad Kamienną w powiecie jeleniogórskim, rozciągająca się u stóp Karkonoszy, nieopodal ciekawych szlaków turystycznych i atrakcji przyciągających na Dolny Śląsk turystów z kraju i zagranicy. Do Piechowic zaglądają również – między inny­mi odwiedzając pozostający w granicach miejscowości Wodo­spad Szklarki czy Śnie­żne Kotły. Ale nie są to jedyne miejsca, do których przy okazji bytności w tych stronach warto zajrzeć.

Przy ulicy Żymierskiego znajduje się poniemiecki nieduży budynek, w którym mieści się piekarnia i niewielki sklep. To w tych pomieszczeniach przedwojennej zmodernizowanej piekarni co­dziennie wypieka się m.in. Chleb Karkonoski. Piec, który tutaj stoi i służy do dzisiaj piekarzowi, też pamięta czasy sprzed drugiej wojny światowej. Kiedyś odwiedził obe­cnych właścicieli syn tych, których własność budynek stanowił przed wojną. Rozpoznał między innymi kafelki podłogowe, których też reszta ostała się we wnętrzu.


Państwo Klejps piekarnię odziedziczyli po gminnej spółdzielni, która na tych terenach zaczęła działać po wojnie. Jak wspomina p. Jan: Pracowałem w gminnej spółdzielni, rozliczałem technologicznie wszystkie piekarnie. Jak się spółdzielnia likwidowała, to dostałem propozycję objęcia tej piekarni. Propozycja została przyjęta, chociaż wtedy jeszcze bez dalekosiężnych planów. Mielimy być na trochę, ale zostaliśmy – już od 25 lat mamy tę piekar­nię, uśmiecha się p. Urszula. Ćwierć wieku temu p. Jan wraz z żoną rozpoczął zatem nową pracę, która szybko przerodziła się w prawdziwą pasję.


Oczywiście nie na początku. W pierwszych bowiem latach właściciele próbowali działać tradycyjnie, tak jak działała spółdzielnia. Okazało się jednak, że popyt na „spółdzielniane” wypieki jest coraz mniejszy i nie tę tradycję należy kultywować, toteż zaczęto myśleć o niszy rynkowej,  jaką można by wypełnić produkcją niewielkiej lokalnej piekarni. W ten sposób państwo Klejps trafili na dawne receptury piekarnicze i postanowili do nich wrócić. Jak opowiada p. Jan: Sama  produkcja chlebów na zakwasie w latach 80. czy, 90. nie była w modzie. Wchodziły nowe technologie – pieczywa robionego z pro­szków, mieszanek, to było wtedy szybkie i stosunkowo proste, natomiast dawna produkcja na zaczynie, na zakwasie samoczynnie fermentującym była trudna. 

Nowy pomysł był wyzwaniem i wymagał uczenia się wszystkiego od nowa. Ale powrót do dawnej tradycji, tej najwcześniejszej, pozwolił na ponowne wydobycie z procesu tworzenia pieczywa tego magicznego elementu. A najwcześniejsza tradycja oznacza po prostu pieczywo na zakwasie. Najstarszy bowiem w piekarnictwie jest kwas piekarski. I najtrwalszy - jak się już pojawi, to zostaje, byle o niego dbać. Jest nieśmiertelny.

I tak samo jest w UliJance: kwas powstał i pozostał; jest co trzy godziny przetwarzany, odświeżany. Kwas piekarski przebywa z nami ciągle. Stosujemy go we wszystkich naszych chlebach, mówi p. Jan. I dodaje: Piekarnie stosują dodatek drożdży, myśmy wrócili do takich receptur, gdzie tych drożdży jeszcze nie było.   Wyprodukowaliśmy jakiś czas temu taki chleb, spotkał się z dużym zainteresowaniem klientów. Później otrzy­maliśmy za niego nagrodę na wystawie produktów re­gionalnych "Wyprodukowano pod Śnieżką" w roku 2012. Został doceniony jako produkt robiony tutaj, z tutejszych surowców, z tego regionu. Taka jest historia powstania Chleba Karkonoskiego. 

Chleb Karkonoski / fot. Jan Klejps
A jaki jest ten Chleb Karkonoski?

Oczywiście na zakwasie i bez drożdży, ale też z dodatkiem płatków ziemniaczanych. Ten ostatni składnik używany był dawniej głównie po to, by przedłużyć świeżość pieczywa. I ten chleb faktycznie wytrzymuje przez  tydzień, a nawet dłużej. A do tego smakuje wyśmienicie.

Ale nie tylko Karkonoskim Ulijanka stoi: ostatnio doceniono także inny chleb zrobiony tylko na żytniej mące. Receptura trójskładnikowa, prosta i oparta o region: mąka żytnia z młyna z Krzyżowej, woda z ujęcia ze źródeł   na Śnieżnych Kotłach, a do tego sól. Banał? Nie, bo produkcja wcale nie    jest prosta, co wynika głównie ze specyfiki żytniej mąki. Trudno jest z niej wydobyć gluten; żytnie pieczywo jest trudniejsze.

Chleb Żytni 100% / fot. Jan Klejps
Pani Urszula z uśmiechem mówi: Pod względem technologicznym szukania pomysłów i przepisów, to mąż jest pasjonatem. W efekcie tej pasji różnorodność pieczywa, jakie można nabyć w Pracowni, naprawdę robi wrażenie. I ciągle pojawia się coś nowego. Ostatnio na przykład prawdziwy razowiec: chleb na  mące bardzo grubej, razowej.

Chleby na zakwasie są nie tylko smaczne (mają smak zupełnie odmienny od większości chlebów z marketowych półek), ale również zdrowe. Dzięki fermentacji, która dezaktywuje kwas fitynowy zawarty w otrębach zbóż. Kwas ów uniemożliwia wchłanianie z pożywienia wielu cennych mikroelementów, jedynie pieczywo wyprodu­kowane na zakwasie pozwala na sku­teczne zniwelowanie oddziaływania związków kwasy fitynowego.

W procesie fermentacji powstaje także kwas mlekowy, który wywiera bardzo korzystny wpływ na nasz proces trawienny. Warto zdać sobie sprawę, że nie każde pieczywo jest tak samo zdrowe – nie wystarczy zamiana chleba jasnego na ciemny, by uznać, że jemy zdrowiej. Ciężki chleb na zakwasie o  nie­jednolitej  strukturze,  niekruszący się po przekrojeniu, zachowujący długo trwałość – oto najzdrowsze pieczywo.

Chleb Zdrówko / fot. Jan Klejps

Takie pieczywo wymaga jednak cierpliwości i wytrwałości. Z jednej strony dlatego, że sam proces produkcyjny jest stosunkowo długi, z drugiej – bo nie jest on łatwy.

Właściciele wspominają, że samego Chleba Karkonoskiego uczyli się wszyscy przez rok. Włącznie z klientami, bo też nie wszyscy od razu się do niego przekonali, ale promocje i degustacje zrobiły swoje. Obecnie klienci wypieki doceniają – po chleb przychodzą nie tylko mieszkańcy Piechowic, ale także okolicznych miejscowości - Mysłakowic, Karpacza czy Szklarskiej Poręby. Wielu turystów w sezonie również go kupuje, często zamawiają na wyjazd do domu.

Dobry chleb to dobre składniki, cierpliwość, doświadczenie, ale także pasja i serce. W piekarni UliJanka znajdziemy wszystko to i jeszcze więcej. Zajrzyjcie koniecznie.


Pracownia dobrego chleba i ciastek "UliJanka"
Piechowice: Żymierskiego 30
od poniedziałku do piątku od 6 do 16, w soboty od 6:30 do 13



Ten materiał powstał we współpracy z kwartalnikiem Przystanek Dolny Śląsk. Przystanek Dolny Śląsk to magazyn poświęcony krajoznawstwu i historii regionalnej oraz promocji turystyki indywidualnej i transportu publicznego regionu dolnośląskiego.

Kawka u rzeźbiarza | Dom Klahra | Lądek-Zdrój

16.6.16
W niedzielę niewielki lądecki rynek budzi się do życia tak koło południa. Pierwszych turystów i kuracjuszy tego dnia, przyciągał jak zawsze zapach świeżo parzonej kawy i lekko przygrzewające wiosenne słoneczko... 


Lądek-Zdrój to dziś trochę zapomniane dolnośląskie uzdrowisko, choć kiedyś należało do europejskiej I ligi. Do dziś toczy bój o palmę pierwszeństwa i tytuł najstarszego zdroju na ziemiach polskich. To z Lądka związany był jeden z najwybitniejszych śląskich artystów, urodzony w roku 1693 w Bielicach, Michał Klahr (nazwany później „starszym”).

Najbardziej rozpoznawane dzieło Michała Klahra Starszego - piaskowcowa
figura wotywna Trójcy Świętej na lądeckim rynku.
Jak mówi legenda to rektor kłodzkiego konwiktu jezuitów Paul Stralano, gdy spotkał małego Michała rzeźbiącego figurki do bożonarodzeniowej szopki, tak zachwycił się jego dziełem, że zabrał młodego chłopca do szkoły prowadzonej przez zakon w Kłodzku. Później studiował pod kierunkiem sprowadzonego przez jezuitów wiedeńskiego architekta. Mimo iż rzeźbił głównie w drewnie, w Lądku pozostały jego kamienne dzieła i te chyba dzisiaj najbardziej znamy.

Dlaczego o nim piszemy?

Dlatego, że odwiedzając Lądek-Zdrój, zatrzymaliśmy się przy kamienicy, w której artysta mieszkał (Zur Kornecke), a w której dzisiaj znajduje się urocza kawiarnia Dom Klahra. Zajrzeliśmy tutaj jeszcze przed południem.


Niewielki lądecki Rynek budził się do życia, nieliczni turyści, którzy postanowili poza częścią uzdrowiskową obejrzeć również pozostałą część miasta, niespiesznie spacerowali oglądając kamieniczki, słońce przygrzewało łagodząc tym samym przenikliwe zimno wczesnowiosennego wiatru, z wnętrza Domu Klahra wydobywał się zapach świeżo parzonej kawy, zaś umieszczony na potykaczu tekst kusił domowymi ciastami, deserami oraz innymi ciekawymi propozycjami na dzień i wieczór.

Trudno było się oprzeć.

Zapach okazał się nie być mylący i kawa była rzeczywiście pyszna i aromatyczna. Ponadto zamówiliśmy czekoladę (niecodzienna, bo bliżej jej było do budyniu czekoladowego niż czekolady na gorąco, ale naprawdę dobra) oraz ciasto.  Jak na artystyczny w klimacie lokal przystało, podano je tak pięknie, że aż szkoda było jeść.



Siedzieliśmy w ogródku, ale na wieczory i chłodniejsze dni polecamy wnętrze – jedyne w swoim rodzaju, bardzo klimatyczne i z wystrojem, który jednych zachwyci, drugich zaskoczy, jednak nikogo nie pozostawi obojętnym.

Dodajmy, że lokal pełni zarazem rolę kulturalnego serca miasteczka, co kilka dni odbywają się tutaj koncerty i odczyty, można tutaj też podziwiać różne wytwory rąk ludzkich. Będąc w Lądku-Zdroju, zajrzyjcie do Domu Klahra. Z pewnością Wam się spodoba.

Kawiarnia artystyczna "Dom Klahra"
Lądek-Zdrój: Rynek 1
od wtorku do niedzieli od 11 do 22
50-60 miejsc, ogródek letni 20-25 miejsc

Małe jest piękne | Lubavia | Lubawka

9.6.16
Lubawka to jedno z mniejszych dolnośląskich miast, leżące u podnóża Gór Kruczych, w niezwykle malowniczej Bramie Lubawskiej.


Urok miasteczka kryje się w pięknym położeniu i roztaczającym się wokół krajobrazie, ale też w wąskich uliczkach, zabytkowych budynkach i malutkim barokowym ryneczku. Właśnie w Rynku zlokalizowany jest – również niewielki, acz z wieloletnią tradycją – hotel Lubavia. W nim zaś znajduje się restauracja, do której pewnego ciepłego wiosennego dnia zajrzeliśmy na kawę.

Pyszną kawę, którą obsługa zaparzy tak, jak sobie życzymy. Na kawie się jednak nie skończyło, okazało się bowiem, że dzień naszej w Lubawce wizyty był jednym z pierwszych dni pracy nowego kucharza nad nowym menu. A w nim tyle cudów, że trudno było się oprzeć., tym bardziej, że od progu dania zachwalała kelnerka.

Dlatego też, mimo iż wcale nie planowaliśmy, zdecydowaliśmy się coś zjeść. Wybraliśmy dania niewielkie, bardziej lunchowe niż solidne obiadowe porcje. Ale nie pożałowaliśmy.


Zatem pierwsza była smaczna bardzo, delikatna i lekka zupa z soczewicy, podana z chrupiącymi grzankami. Wyraźnie wyczuwalny smak warzyw, konsystencja i świeżość idealnie komponowały się z grzanką i pasowały do wiosennego słonecznego popołudnia.

Drugim natomiast daniem był makaron z łososiem. Porcja niewielka, ale gwarantujemy, że wystarczająca. Zauważyć warto zwłaszcza, że w daniu łososia było dość sporo i wcale nie trzeba było go szukać w sosie. Ryba świeża i delikatna, makaron ugotowany prawidłowo, dzięki czemu się nie kleił i wybornie smakował z sosem.


Zwróćcie też uwagę na estetykę podania potraw – nasze oczy również się najadły. Jeśli odwiedzać będziecie Lubawkę – do czego zachęcamy – wstąpcie do Lubavii na coś smacznego, nawet na małą przekąskę, bo warto.

Restauracja "Lubavia"
Lubawka: pl. Wolności 14 (rynek)
codziennie od 10 do 21
50-60 miejsc, ogródek letni 30-40 miejsc, strój codzienny

Maliny na ciepło i na zimno | Duszniki-Zdrój | Dzień Dobry

2.6.16
Gdy zaczyna się czerwiec, myślimy o lecie. A lato to słońce i wakacje oraz długie spotkania w gronie przyjaciół. By były udane, ważna jest jego oprawa, w tym zwłaszcza odpowiednie miejsce: miłe i przyjemne, z dobrą atmosferą. 


Takim miejscem z pewnością jest Dzień Dobry Cafe w Dusznikach-Zdroju. Kawiarenka zlokalizowana jest w Rynku. Jasny wystrój spodoba się miłośnikom klasyki, bo trochę tutaj mebli w takim stylu, ale też nowoczesności, jako że i nowoczesnych elementów nie brakuje, przede wszystkim natomiast – eklektyzmu, bo właśnie to określenie najlepiej oddaje wygląd wnętrza.

Poza pięknymi meblami uwagę zwraca lada z wystawionymi przysmakami, jakie można tutaj zamówić. A jest na co popatrzeć.


Oferta opisana jest w karcie, która ulega zmianom w zależności od pory roku. Jako że lato to także soczysta zieleń trawy, piękno kwiatów i świeżość dojrzewających w letnie miesiące owoców, właśnie te ostatnie chcemy Wam polecić. A dokładnie: maliny.

Dlaczego? Ponieważ są pyszne i zdrowe.

Te słodkie owoce zawierają sporo witamin i minerałów i od dawna znane są zielarzom i entuzjastom naturalnych terapii jako środek wpływający na dobrostan organizmu. Dobrym pomysłem na letnie dni są koktajle – na bazie mleka, jogurtu lub wody. Taki właśnie koktajl można w Dzień Dobry Cafe otrzymać.

Dla tych, którym gorąco i chcieliby się nieco ochłodzić najlepszy będzie zimny, orzeźwiający, przygotowany na bazie wody. Ci natomiast, którzy mają ochotę na drobną przekąskę i szukają alternatywy dla kanapki na drugie śniadanie, powinni zamówić sycący koktajl na mleku.


Lato to jednak i burze, i chłodniejsze dni, w które myślimy o zbliżającej się jesieni. Czasami są one wytchnieniem po tygodniach lejącego się z nieba skwaru, czasami jednak sprowadzają zły nastrój. Na te momenty ratunkiem jest... herbata z malinami: pyszna, rozgrzewająca , która z pewnością nastrój nam poprawi.

Oczywiście w Dzień Dobry Cafe są i kawy (także w wersji na zimno), i herbaty bardzo różne, soki i koktajle z innych owoców, przysmaki śniadaniowe i słodkie drobiazgi. W ciepłe letnie wieczory, w które zasiąść można w kawiarnianym ogródku, z pewnością chętnie sięgniemy też po piwo – w lokalu dostępne są te z oferty browaru Fortuna. Aczkolwiek mimo iż owocowych smaków nie brakuje, malin jeszcze nie ma. Ale kto wie – może kiedyś się pojawią...


Na rozpoczęcie dnia i jego zakończenie, na spotkania w mniejszym lub większym gronie, na maliny w różnej postaci i temperaturze polecamy Dzień Dobry Cafe.

Dzień Dobry Cafe
Duszniki-Zdrój: ul. Juliusza Słowackiego 1/1c (Rynek)
codziennie od 10 do 22
10-15 miejsc w środku, 20-25 - w ogródku letnim
Obsługiwane przez usługę Blogger.