Featured

12/recent

Osiem Misek | Wrocław

26.1.17
Osiem Misek dało się poznać przede wszystkim jako food truck, który po prostu zachwycił mieszkańców Wrocławia niecodziennymi wersjami dań z makaronem. Od niedawna działa też lokal stacjonarny, znajdujący się przy ul. Włodkowica.


Z uwagi na świetne opinie, wielokrotne polecenia i interesujące menu postanowiliśmy sprawdzić, co i jak serwują w Ośmiu Miskach. Sprawdziliśmy i na pewno jeszcze tam wrócimy. 

Po wejściu do lokalu znaleźliśmy się w nowoczesnym bistro, tętniącym gwarem rozmów, pachnącym egzotycznymi przyprawami i czarującym uśmiechami obsługi. Zamówiliśmy Pad thai w wersji vege oraz oczywiście maślaną bułkę, specjalność lokalu, w połączeniu z wolno pieczoną wieprzowiną. 

Makaron świetny, zachowujący specyficzny smak makaronu smażonego po tajsku, z dużym dodatkiem przypraw zarówno świeżych, jak i suszonych. A na wierzchu – orzechy nerkowca, które na przykład my bardzo lubimy i z pewnością podniosły nam walory smakowe całości. Danie jest dość ostre, w związku z czym warto przemyśleć, czy nie zamówić na przykład pysznej lemoniady lub … przejść się parę kroków, by zamówić piwo z AleBrowaru (o którego ofercie napiszemy jednak innym razem).


Buła z wieprzowiną chyba jeszcze lepsza. Na uwagę zasługuje bardzo dobre mięso, ale napisać trzeba przede wszystkim coś na temat buły. Bo nie jest to taka zwykła bułka. Nieco przypomina bułkę na parze, trochę zaś – czeskiego knedlika. Żadnym jednak nie jest tak do końca, stanowi coś pomiędzy – i jest smaczna. Dodajmy do tego interesujący w smaku sos, świeże warzywa – czegóż więcej wymagać? 

Jest też możliwość zamówienia deseru, a do niego kawy. Bardzo dobrej, aromatycznej kawy, komponującej się dobrze tak ze słodkim, jak i wytrawnym menu. Dania są dosyć duże, sycące, przez to ceny nie są wcale tak wysokie, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Zaglądnijcie do Ośmiu Misek!


Osiem Misek
Wrocław: ul. Pawła Włodkowica 27
codziennie od 12 do 22
30-40 miejsc
ostatnia wizyta: styczeń 2016 

Powrót do przeszłości | Gold Cafe | Wrocław - Karłowice

19.1.17
Gdyby zadać pytanie o to, ile we Wrocławiu jest rynków, ktoś mógłby wykonać wymowny gest stukając się palcem w czoło i odpowiedzieć, że przecież rynek, jak to rynek, jest jeden. 


Sprawa jednak nie jest taka prosta. Już na Starym Mieście pojawiają się wątpliwości, bo funkcję rynku spełniał też Nowy Targ czy Plac Solny. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że niektóre dzisiejsze wrocławskie dzielnice i osiedla były dawniej oddzielnymi miejscowościami, to sprawa jeszcze bardziej się komplikuje i znajdziemy tych placyków rynkowych nieco więcej.

Przykładem może być chociażby plac marszałka Józefa Piłsudskiego (proszę nie mylić z położoną w centrum i prowadzącą do dworca ul. marszałka Józefa Piłsudskiego, ulica i plac chociaż tego samego imienia, leżą bardzo daleko od siebie). Na pierwszy rzut oka plac, jakich wiele, ale tak naprawdę rynek dawnego Carlowitz.




Karłowice, bo o nich mowa, do Wrocławia dołączyły dopiero w roku 1928, jednak jeszcze przez wiele lat ich mieszkańcy nie czuli się wrocławianami. Nawet w pierwszych latach powojennych wybierając się do centrum Wrocławia jeździli „do miasta”, zaś ich codzienne życie płynęło wśród niewysokich kamieniczek i przepięknych budynków willowych z ogromnymi ogrodami. Mieli swoje kina, sklepy, mieli później też zamknięty, przeznaczony dla wojska obszar…

Ale nie o tym chcemy pisać. Do niedawna wydawało się, że serce Karłowic przestanie już za chwilę bić. Na szczęście powstało kilka nowych miejsc, między nimi zaś urokliwa kawiarenka Gold Cafe. Jeśli lubicie tradycyjne kawiarniane wnętrza, przytulny wystrój i spokojną atmosferę niedzielnego popołudnia, jest to miejsce dla Was wymarzone.

Jeśli jesteście miłośnikami aromatycznej kawy, sezonowej herbaty lub grzanego wina, również zdecydowanie możemy Wam Gold Cafe polecić. Gdy marzy Wam się spotkanie w ładnym wnętrzu, z dala od wielkomiejskiego zgiełku, przy dobrej kawie i fenomenalnych ciastach, śmiało tu wstąpcie.

Warto wspomnieć, że Gold Cafe powstała na parterze narożnego budynku, który ma witryny zwrócone zarówno w stronę placu marsz. Józefa Piłsudskiego, jak i ul. Jana Kasprowicza. Jest tak dlatego, że gdy powstawał on w 1914 roku cały parter przeznaczono właśnie na cukiernię. Dziś kawiarnia zajmuje tylko połowę dawnego lokalu, tę wychodzącą na plac. W części wychodzącej na ulicę funkcjonuje sklep spożywczy "Swojskie Wyroby".




Zajrzawszy do Gold Cafe niespełna tydzień temu, zamówiliśmy słodkie czarno-białe ciastko oraz fantastyczny tort bezowy z malinami. Oczywiście jest też sernik, jabłecznik, są także inne smacznie wyglądające wypieki, ponadto lody, po które chętniej sięgać będziemy zapewne za kilka miesięcy. Kawa też nie tylko czarna (chociaż taką zdecydowanie polecamy, bo jest naprawdę dobra).

Wyjątkowe miejsce w wyjątkowej okolicy – spacer po Karłowicach jest dobrym pomysłem tak zimą, jak i latem, a po spacerze nie ma nic przyjemniejszego niż pyszna kawa, ciasto i chwila zadumy przy zdjęciach z dawnych czasów, które zdobią wnętrze Gold Cafe. Odwiedzajcie i dzielcie się wrażeniami!


Gold Cafe
Wrocław: pl. marsz. Józefa Piłsudskiego 1
codziennie od 11 do 20
15-20 miejsc

Karnawał w kuchni | Dolny Śląsk

12.1.17
Za nami już okres świąteczny – czas leniuchowania, spędzania czasu w domowym zaciszu i objadania się świątecznymi potrawami. Nie oznacza to jednak, że nadszedł już gorszy okres dla łasuchów. Wręcz przeciwnie – karnawał, który rozpoczął się kilka dni temu, też ma im dużo do zaoferowania.

"Stillleben mit Bockbierglas", olej na płótnie 1839 | Johann Wilhelm Preyer
Tradycyjnie w dniu 6 stycznia, czyli Trzech Króli, kończyły się bożonarodzeniowe gody, trwające od Wigilii Bożego Narodzenia „święte wieczory”, a rozpoczynały się tzw. Zapusty, czyli karnawałowe zabawy. Ten dzień też miał dla siebie właściwą kulinarną oprawę, m.in. właśnie na 6 stycznia przygotowywano placek lub tort migdałowy (ten, kto trafił w swoim kawałku ciasta na migdał, był później zobowiązany zorganizować karnawałową zabawę). I właściwie te migdały towarzyszyły dawniej m.in. mieszkańcom Dolnego Śląska przez cały karnawał.

Tort orzechowo-migdałowy | Alexander Baxevanls | cc-by
Zupa migdałowa | Cyclonebill | cc-by-sa
I tak na przykład w dużym stopniu urozmaicona karnawałowa kuchnia Wrocławia przesycona była zapachem przepysznej zupy migdałowej. Obok niej w kartach dań i na stołach wielu domostw pojawiała się zupa kasztanowa i mnóstwo przeróżnych dań: od przypominających o dopiero co minionych świętach karpia przez pieczeń wieprzową i sarni comber po steki jagnięce.

Ten karnawał w naszym regionie był podobno dawniej z jednej strony słodki, z drugiej zaś – obfitujący w mięso. Tak, tak, właśnie w czasie karnawału mieszkańcy stolicy Dolnego Śląska jedli znacznie więcej mięsa niż w pozostałe miesiące. Powodów takiego stanu rzeczy szukać należy zapewne w trwającym od listopada do lutego okresie świniobicia, ale przede wszystkim – w przekonaniu, że przed zbliżającym się Wielkim Postem można i należy sobie pofolgować i najeść się do syta.

Stek jagnięcy | Naotake Murayama | cc-by

Knackwurst | fot. Monstourz | cc-by-sa
Iście wrocławskim przysmakiem były tzw. Knackwursty – małe kiełbaski podawane najczęściej w charakterze piwnej przekąski. W XIX wieku na karnawałowe stoły trafiła biała pieczona kiełbasa w sosie piwnym, którą określano mianem "dumny Henryk" – na cześć Henryka Pruskiego, młodszego brata króla Prus Fryderyka II Wielkiego, wybitnego stratega wojskowego i utalentowanego dyplomaty. Zresztą wywodzące się z języka włoskiego słowo „karnawał” znaczy tyle, co … „pożegnanie mięsa”. No i wszystko jasne!

Ale spożywano i inne specjały, na przykład precle, pączki, faworki i … „karpie krawca”, czyli bardzo tłuste śledzie, które najchętniej jadano w śmietanie z posiekaną cebulą lub szczypiorkiem Oczywiście nie tylko jedzono – dolnośląskie stoły uginały się także pod ciężarem przeróżnych napitków spożywanych w nie mniejszej niż słodycze i mięso obfitości. Wśród nich zaś prym wiodło piwo. W tym czasie wypadało też święto piwa – Bockbierfest (którego nazwa wywodziła się od piwa określanego mianem koźlaka), obchodzone w różnym miejscach już od pierwszych dni nowego roku (np. w Kunicach czy Miłkowicach) lub dopiero od połowy stycznia (Przemków, Bolesławiec).

Do czasów I wojny światowej w każdej właściwie miejscowości, w każdej gospodzie obchodzono Bockbierfest; często imprezy nie sprowadzały się li i jedynie do lania i picia piwa, ale i tańców, obdarowywania prezentami towarzyszących mężom pań, przebieranek, pokazów filmów i przeróżnych występów.
Obsługiwane przez usługę Blogger.