Featured

12/recent

Winnica Celtica | Szlakiem dolnośląskich winnic

22.8.19
Jak już zapewne dowiedzieliście się z wcześniejszych artykułów tego cyklu, po to by spróbować dobrego wina i spotkać niezwykłych ludzi nie trzeba jeździć za granicę. Czasem wystarczy dosłownie zrobić dwa kroki poza własne podwórko… No i mieć rower.

Ślęży nie trzeba nikomu przedstawiać. Widać ją doskonale z każdego zakątka Dolnego Śląska. Góra sławna od najdawniejszych wieków do dziś. Dla jednych miejsce tajemnicze i magiczne, od pradziejów otoczone kultem z ponoć jednym z najsilniejszych czakramów w Polsce. Dla innych miejsce niedzielnej rekreacji czy to w formie grilla ze znajomymi, czy też rowerowego rajdu po górach. Dla jeszcze innych centrum kultury chrześcijańskiej, z rewitalizowanym ostatnio zabytkowym kościółkiem na szczycie. Do tej listy dorzućmy jeszcze jedną atrakcję, która pojawiła się stosunkowo niedawno – winnicę.

"Pojawiła się" lecz w zasadzie należałoby napisać "została reaktywowana", gdyż już począwszy od V wieku p.n.e. Celtowie, którzy wówczas zamieszkiwali te ziemie, posiadali umiejętność wyrobu wina i produkcji drewnianych beczek. W ten sposób historia zatoczyła koło i znowu w Masywie Ślęży możemy delektować się tym napojem.

Dojechać do Sobótki można na wiele różnych sposobów, my dotarliśmy tam rowerowo z Wrocławia (trasa przedstawiona jest pod koniec). Jeżeli Urząd Marszałkowski dotrzyma słowa, już niedługo będzie można ponownie dostać się tu pociągiem po wyremontowanej trasie, co jeszcze bardziej przyczyni się do popularyzacji tego pięknego rejonu.

Kierujemy się na ulicę Czystą, gdzie w lekkim oddaleniu od jej biegu znajdziemy klimatyczny zabytkowy budynek z czerwonej cegły. To właśnie Winiarnia Celtica, miejsce, o którym dziś chciałbym opowiedzieć.







Budynki winiarni to dawny kompleks gazowni miejskiej w Sobótce, która działała nieprzerwanie od roku 1902 aż do lat 80-tych XX wieku. Wewnątrz można podziwiać doskonale zachowane elementy wyposażenia: piec, kocioł, wanny do odsiarczania gazu. Samo pomieszczenie winoteki to niegdysiejszy skład węgla.

Po tej niezwykłej scenerii oprowadza nas sam właściciel i mistrz ceremonii, którego w tym miejscu należy przedstawić. Wysoki, świetnie zbudowany 40-latek, zapalony zawodnik górskich ultramaratonów oraz miłośnik wszystkiego, co tyczy się Masywu Ślęży, pan Przemysław Demków. Wraz z żoną 16 lat temu porzucili wielkomiejski Wrocław oraz dobrze prosperujące przedsiębiorstwo branży budowlanej i wraz z trójką dzieci osiedli w Sobótce. W 2012 roku zakupili zabytkową gazownię, którą z czasem przeobrazili w obiekt restauracyjno-hotelarski. Pomysł założenia winnicy pojawił się nieco później, jak mówi pan Przemysław z fascynacji winem i winiarstwem oraz chęci posiadania własnego produktu w miejsce kupowanego w sklepie…

Winorośl jest uprawiana kilkaset metrów dalej, już poza granicami miasta. Na działce o powierzchni 1,5 ha rośnie ponad 5 tys. krzewów, głównie szczepów Merlot, Regent, Pinot Noire, Gewurztraminer, Solaris… Pan Demków uważa, że okolica Sobótki jest szczególnie predysponowana do uprawy winorośli ze względu na specyficzny mikroklimat i gleby lessowe. Ponadto w pobliżu znajduje się także uprawa 2 tys. krzewów czarnej porzeczki, gdyż Winnica Celtica jest jedynym na Dolnym Śląsku zarejestrowanym producentem wina z tegoż owocu.

Po oprowadzeniu po kompleksie gazowni i zwiedzeniu winnicy gospodarz zaprasza na degustację swoich produktów oraz szalenie interesującą rozmowę o winie ale również o Sobótce i Ziemi Ślężańskiej, o której jest kopalnią wiedzy.

Jakich win można spróbować w tym miejscu?

Merlin – czerwone półwytrawne, nawiązujące nazwą do celtyckiego czarownika znanego z legend o Królu Arturze;

Rosslyn – różowe półwytrawne, nazwa pochodzi m.in. od sławnej kaplicy w Szkocji, wybudowanej w miejscu niegdyś otoczonym kultem przez Celtów;

Arthan – białe półsłodkie, wprost nawiązujące w nazwie do Króla Artura;

oraz dwa okręty flagowe tej celtyckiej flotylli:

Rubea-Gofert – markowe wino z czarnej porzeczki, zdobyło wyróżnienie w konkursie Nasze Kulinarne Dziedzictwo;

Złoty Merlin – czerwone wytrawne, laureat brązowego medalu na Międzynarodowym Konkursie Win w Tuchowie w roku 2016.

Od pana Przemysława dowiadujemy się też o tym jak trudno w naszym kraju zostać producentem wina. Jeżeli ktoś postanowi mieć tak oryginalne hobby musi godzić się na kontrolowanie przez 10 różnych instytucji oraz płacić 6 rodzajów podatków. Z kolei potencjalny nabywca każdą zakupioną butelką wzbogaca skarb państwa kwotą wynoszącą aż 46 proc. jej wartości. Trudno się dziwić, dlaczego wciąż jako nacja wolimy inne trunki...

Na degustację połączoną ze zwiedzaniem należy się umówić nieco wcześniej. Winnica oferuje ponadto organizację imprez okolicznościowych a na miejscu można przenocować w hotelowej części obiektu. Państwo Demków organizują w miarę dostępnych terminów imprezy typu podróżniczego oraz tematyczne, poświęcone np. winom z różnych stron świata, tak więc oferta jest naprawdę szeroka i interesująca.



Propozycja wycieczki (76 km)

Do Sobótki jako popularnego miejsca weekendowego wypoczynku można rowerowo dojechać na wiele różnych sposobów, oto kilka sprawdzonych:

  • bezpośrednio z Wrocławia przez Galowice (proszę wystrzegać się bardzo ruchliwych tras nr 35 na Wałbrzych i E40 na Kłodzko!), powrót tą samą trasą (2 x ok. 42 km)
  • pociągiem do Mietkowa, następnie rowerem przez Sobótkę do Strzelina i koleją z powrotem do Wrocławia (ok. 41 km),
  • pociągiem do Świdnicy a potem rowerem przez Sobótkę do Wrocławia (ok. 63 km).
tekst Maciej Ciura zdjęcia Zbigniew Guziak





Ten materiał powstał we współpracy z kwartalnikiem Przystanek Dolny Śląsk. Przystanek Dolny Śląsk to magazyn poświęcony krajoznawstwu i historii regionalnej oraz promocji turystyki indywidualnej i transportu publicznego regionu dolnośląskiego.

Wielki Dzień Pszczół | 8.8 | Dolny Śląsk

8.8.19
Gdyby nie pszczoły musielibyśmy pożegnać się z kawą, grejpfrutami, arbuzami, słonecznikiem, truskawkami, kiwi czy migdałami... Nigdy więcej też nie moglibyśmy zjeść miodu. 

Pszczoły żyją na Ziemi od jakichś 150 milionów lat i od mniej więcej tego czasu produkują miód. Nie wiemy kiedy człowiek po raz pierwszy go spróbował, ale na pewno było to dawno temu. Najstarsze ślady miody w wnętrzu glinianych naczyń pochodzą ze starożytnego greckiego grobowca sprzed 5 tysiącleci. Aczkolwiek na pochodzącym sprzed 8 tysięcy lat malowidle naskalnym w hiszpańskiej jaskini widać już zbieracza miodu.

Dziś, 8 sierpnia, obchodzimy Wielki Dzień Pszczół! 🐝🐝🐝


Rozmaitych miodów na Dolnym Śląsku można znaleźć bez liku. Dziś jednak chcemy Wam przedstawić sześć z nich: ryczyński lipowy, sudecki wielokwiatowy, ząbkowicki lipowy, sudecki wielokwiatowy, sudecki gryczany, wielokwiatowy z Doliny Baryczy i wrzosowy z Borów Dolnośląskich. Co je łączy? Wszystkie znalazły się już na prowadzonej przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi Liście Produktów Tradycyjnych. 

Ryczyński miód lipowy jest gęsty i ma barwę od jasnożółtej do złocistej. Krystalizuje szybko i pojawiają się w nim wtedy drobne grudki. Jest słodki, choć z gorzkawym posmakiem. Pachnie mocno lipą. Pozyskiwany jest na obszarze rezerwatu przyrody Grodzisko Ryczyńskie koło Oławy. Rezerwat o powierzchni 1,82 ha został utworzony w 1958 r. Jego nazwa pochodzi od historycznego grodu kasztelańskiego Ryczyn, który miał się w tym miejscu kiedyś znajdować. Obecnie jest to nadrzeczne siedlisko na obszarze starorzecza, gdzie dominują zarośla wierzbowe, olsy, łąki zalewowe oraz wilgotne lasy łęgowe i grądowe. Znajdujące się tu lipy wąskolistne mają od 90 do 150 lat. Pierwsza polska organizacja pszczelarska powstała tu już w 1945 r. i liczyła 30 członków. Szybko jednak zwiększała swoją liczebność, bo w 1965 r. należało do niej już 120 pszczelarzy, który mieli 6500 pszczelich rodzin. Obecnie dominują tu pasieki stacjonarne, choć jest też tu ponad 30 pasiek wędrownych.

Miód lipowy z Ziemi Ząbkowickiej jest słodki z lekko gorzką nutą, ma silny zapach kwiatu lipy. Gdy jest płynny ma kolor od jasnożółtego do bursztynowego z zielonkawym odcieniem. Po skrystalizowaniu wyraźnie wyczuwalne są drobne grudki a kolor staje się jaśniejszy. Ziemia Ząbkowicka położona między Górami Złotymi, Bardzkimi i Sowimi a wzgórzami Niemczańsko-Strzelińskimi dzięki bogatym lasom lipowym ma długą tradycję pszczelarską.

Sudecki miód wielokwiatowy ma barwę od jasnokremowej do ciemnobrązowej. Zależy ona głównie od czasu, kiedy powstał - miody wczesnowiosenne i letnie mają barwę jaśniejszą, miody późnoletnie i jesienne - ciemniejszą. Sudecki miód gryczany krystalizuje już po miesiącu. Ma mocny zapach, a jego smak jest słodki i łagodny. Jest doskonały w leczeniu alergii dróg oddechowych i kataru siennego. Obniża ciśnienie, hamuje proces miażdżycowy, polepsza przemianę materii, działa dobrze na serce. Pszczelarstwo na obszarze sudeckim rozwija się co najmniej tysiąca lat, największa zmiana nastąpiła jest w 1945 r. Nowi osadnicy przejmowali miejscowe gospodarstwa, ale też wielu z nich przywiozło ze sobą swoje własne pasieki. W latach 60. i 70. XX w. na terenie Sudetów Zachodnich istniało ponad 14 tysięcy rodzin pszczelich, z których pozyskiwano nawet 85 ton miodu rocznie. Był to miód wielokwiatowy z dodatkiem spadzi. W latach 90. nastąpił gwałtowny wzrost ilości pozyskiwanego, ustalono szczegółowe zasady kontroli jakości.

Sudecki miód gryczany należy do ciemnych miodów letnich. Ma kolor jasnobrunatny z lekko czerwonym odcieniem, a jeśli jest przechowywany w niezaciemnionym miejscu to ciemnieje osiągając barwę ciemnobrunatną, prawie czarną. Sudecki miód gryczany krystalizuje powoli. Przy krystalizacji przyjmuje postać gruboziarnistą i nieco jaśnieje. Bardzo często spotyka się rozwarstwienie sudeckiego miodu gryczane na część stałą na dole i płynną u góry. Ma bardzo silny słodki, zdecydowanie ostry, piekący smak i utrzymujący się bardzo długo zapach kwiatów gryki. Miód gryczany polecany jest jako lek ochraniający i odtruwający wątrobę (zwłaszcza świeży), w leczeniu niedokrwistości, w rehabilitacji po zabiegach operacyjnych z utratą krwi w zaburzeniach na tle nerwowym oraz w stanach wyczerpania psychicznego. Na Dolnym Śląsku uprawę gryki spopularyzowali osadnicy z kresów wschodnich i centralnych regionów Polski.

Miód wielokwiatowy z Doliny Baryczy jest gęsty i nieprzejrzysty, początkowo o barwie od jasnokremowej do herbacianej, a po skrystalizowaniu - jasnożółtej, jasnoszarej lub jasnobrązowej. Smak miodu wielokwiatowego z Doliny Baryczy jest słodki, nieraz lekko piekący i gorzkawy. Dolina Baryczy leży w obszarze Natura 2000, dzięki czemu nie ma tu ryzyka ponad progowego skażenia miodu pyłami przemysłowymi i metalami ciężkimi. Od wielu wieków urządzano tu barcie w żywych drzewach, o czym świadczą nawet nazwy niektórych miejscowości, jak choćby Barniki koło Gądkowic i Milicza. W latach 1945-1948 pośród ludności autochtonicznej zamieszkali tu osadnicy głównie z terenów wschodnich i centralnej polski. Niektórzy przywieźli ze sobą pszczoły, inni zajęli miejscowe opuszczone pasieki. Gospodarowano wtedy w ciężkich ulach leżakach i pozyskiwano miód wielokwiatowy. Do dziś zachowały się nieliczne zabytkowe ule oraz urządzenia np. miodarki, podkurzacze. Miód z Doliny Baryczy zawiera nektar z setek gatunków roślin (stwierdzono występowanie 513 gatunków roślin naczyniowych, jednak nie wszystkie nektarują). Różny jest miód z różnych pasiek, gdyż zależy to od miejsca ich postoju.

Miód wrzosowy ma barwę bursztynowo-herbacianą występującą w jaśniejszych i ciemniejszych odcieniach. Po skrystalizowaniu staje żółto-pomarańczowy albo nawet brunatny. Odróżnia to miód wrzosowy od innych miodów. Im więcej w miodzie karotenoidy, tym ciemniejsza jest jego barwa. Najciemniejsze odcienie (przeważnie brunatne) ma miód wrzosowy z Borów Dolnośląskich. Miód ten ma konsystencję gęstą i galaretowatą, krystalizuje się średnioziarniście. Jest mało słodki, ostry i gorzkawy, natomiast zapach ma silny, podobny do zapachu wrzosu. Zawartość pyłku wrzosowego w miodzie wrzosowym z Borów Dolnośląskich wynosi często aż do 80% (minimalnie wymagane jest dla miodów wrzosowych 50%). Cenione przez pszczelarzy wrzosowiska pojawiły się w Borach Dolnośląskich wraz z wojskiem. Działające tu od końca XIX w. poligony prowadziły do degradacji drzewostanu i rozrastania się wrzosowisk. Już od początku XX w. intensywnie wykorzystywano te tereny na przełomie sierpnia i września, czyli w okresie kwitnienia wrzosu.

Less-waste | Maraton Kawy | Wrocław & Jelenia Góra

1.8.19
Dziś rozpoczyna się we Wrocławiu kolejny Urban Coffe Marathon. Tym razem pod hasłem "Green", czyli odpowiedzialności społecznej wobec Planety. Zmniejszanie śladu węglowego, zrównoważony rozwój i filozofia less-waste to tematyka przewodnia tej edycji największego w Europie cyklu festiwali kawy.




Co to takiego "maraton kawy"? To festiwal, w którym uczestniczy od kilku do nawet kilkudziesięciu kawiarni, które przygotowują specjalne zestawy - deser i kawa - dla swoich klientów. Wszystkie zestawy są dostępne w tej samej cenie i często nie znajdują się na co dzień w menu. Festiwal trwa zawsze tydzień i kończy się głosowaniem uczestników na najlepszy zestaw w edycji. Koleje edycji mają też swój temat przewodni. Są bardzo różne, od tak oczywistych jak "cappucino" lub "kawa mrożona", po pozwalające na większą inwencję - "wycieczki" czy "trendy".

Każda kawa - niezależnie od lokalu - i każdy deser kosztuje tylko 7 zł. Jeśli zaś zdecydujemy się na cały zestaw - a raczej warto - zapłacimy zamiast 14 zł tylko 12 złotych. Ceny są więc przystępne, a propozycje zazwyczaj bardzo ciekawe, stąd staramy się uczestniczyć w każdej kolejnej dolnośląskiej edycji. Pozwala nam to często odkryć nowe i ciekawe lokale, co i Wam polecamy.

W tej edycji Coffee Marathon na Dolnym Śląsku także po raz pierwszy poza Wrocławiem - dołączyły trzy lokale z Jeleniej Góry, do których serdecznie zapraszamy (w dwóch byliśmy już wcześniej, więc wiemy, że warto!)

A oto co nas najbardziej zaciekawiło w tej edycji kawowego maratonu:










Obsługiwane przez usługę Blogger.