Featured

12/recent

Stoły wigilijne | Dolny Śląsk

22.12.16
Kulinarna różnorodność Dolnego Śląska znajduje odzwierciedlenie w różnorodności i bogactwie potraw – tych serwowanych na co dzień i tych podawanych od święta. Nie inaczej jest w przypadku stołów wigilijnych. 

fot. Mazurkowa Chata 
Przybywający po II wojnie światowej na dolnośląską ziemię z różnych strona kraju i z zagranicy przywozili ze sobą tradycyjne przepisy i przyzwyczajenia do określonych potraw. Z czasem te tradycje poczęły się przenikać wskutek mieszanych małżeństw, ale i kontaktów sąsiedzkich. Dzisiaj mamy tutaj potrawy charakterystyczne dla dawnej kuchni śląskiej, ale i takie, które stanowią o specyfice kuchni kresowej.

Zapraszamy do stołu!

Zestaw stałej liczby określonych dań to tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie i w wielu rodzinach nadal ściśle przestrzegana. Czy potraw na Waszym stole jest dwanaście? Jeśli tak, jesteście wśród większości, bo w prawie każdym domu zwyczajowi temu się hołduje, chociaż tak naprawdę badacze kultury i obyczajowości nie do końca wiedzą, dlaczego akurat taka liczba.

Ma być dwanaście, bo tylu było apostołów – to chyba najczęstsze uzasadnienie, z którym się spotykamy. A co wśród tych dwunastu?

Oczywiście karp. I mimo że większość potraw wykazuje przedchrześcijańskie pochodzenie (zboża, rośliny strączkowe, grzyby, suszone owoce), to właśnie ryby, które wraz z chrześcijaństwem przywędrowały do naszych domów, są jedną z najczęściej kojarzonych z Wigilią potraw. Karpia robimy różnie: smażymy, pieczemy, podajemy w galarecie lub faszerujemy. Śląska rdzenna kuchnia to podobno karp w śmietanie duszony z grzybami – czy takiego jednak gdzieś się jeszcze jada?

Ze wschodu przywędrowała do nas kutia, którą jeszcze kilka pokoleń wstecz dzielono się na rozpoczęcie wigilijnej wieczerzy w miejsce dzisiejszego opłatka. Ten pojawił się tu dopiero w wieku XX i w niektórych miejscach ludność do dzisiaj pamięta, że dawniej wypiekano te opłatki w różnych kolorach (żółte dla drobiu, różowe dla bydła) – zwyczaj kontynuowano jeszcze w czasach powojennych w części dolnośląskich wsi, później jednak zarzucono.

Kutia / fot. Zserghei
Ludność z Wileńszczyzny przywiozła ze sobą zwyczaj jadania przy Wigilii kisieli owsianych, którym smaku dodawano żurawiną. Niewiele jest jednak już domów, w których pojawia się ta potrawa. Kresową proweniencję ma też barszcz z uszkami, z Lubelszczyzny zaś pochodzi zupa grzybowa. Bardzo rzadko pojawia się na naszych stołach barszcz biały. Bez względu jednak na to, którą zupę jemy, powinny pojawić się w niej grzyby, umożliwiające podobno łączność z zaświatami (co też jest przeświadczeniem z czasów przedchrześcijańskich zresztą).

Z magią urodzaju wiąże się natomiast spożywanie roślin strączkowych, toteż ich także obfitość gości na naszych stołach. Groch z kapustą to potrawa najczęściej spotykana, fasola ze śliwkami oraz bób smażony z czosnkiem to dania niewątpliwie ciekawe, ale znacznie rzadsze, zwyczaj ich jadania przywieźli górale czadeccy, z kolei przybysze z Polesia przywieźli ze sobą przepis na fasolę z cebulką.

Pierogi / fot. Wojciech Głodek
Niemal wszędzie na Dolnym Śląsku pojawiają się pierogi (zwykle te z kapustą i grzybami, choć Podolanie faszerują je także … śledziem).  Podobnie popularna jest kapusta, występująca w różnych wersjach i z różnymi dodatkami (na przykład z kaszą gryczaną, z grzybami albo w formie nadzienia – do kulebiaków, tak popularnych w kuchni kresowej).

Tradycyjna potrawa na tę wyjątkową wieczerzę to także kołacz drożdżowy (czasem po prostu świąteczny chleb). Według zwyczajów m.in. górali czadeckich tego wigilijnego pieczywa, które ma najczęściej postać plecionki, nie można kroić nożem, a łamać się nim.

Chleb okolicznościowy / fot. Jan Kleps Piekarnia Ulijanka
Wigilia to także specjalne ciasta – z nadzieniem makowym lub owocowym. W wielu dolnośląskich domach pojawiają się kluski z makiem. I tutaj też nie ma jednego przepisu: czasem jest to drobny makaron lub łazanki z makiem, innym razem przygotowuje się ciasto podobne jak na kluski śląskie i nadziewa farszem makowo-bakaliowym. Są też makiełki (na sąsiedniej Opolszczyźnie zwane makówkami), potrawa rodem z wielkopolski, którą przygotowuje się z maku, bakalii i namoczonej w mleku, pokrojonej bułeczki pszennej, a słodzi cukrem lub miodem. Są przepyszne.

Na Wigilii święta się nie kończą, a wręcz przeciwnie, toteż i na kolejne dni wiele jest specjalnych dań i smakołyków. Dość przypomnieć charakterystyczne dla tych terenów pierniczki, maślane ciasteczka tak popularne w niemieckiej kuchni (Plätzchen) oraz znane i w innych krajach ciasteczka korzenne (w wersji niemieckiej funkcjonujące pod nazwą Spekulatius).

Plätzchen / fot. Tommy Rumrich
Nie można zapomnieć też o dawnym specjale regionalnym – legnickich bombach, czyli piernikowego ciasta w polewie czekoladowej o kształcie zbliżonym do bomby właśnie. Legenda mówi, że pierwsze tego typu ciasto stworzył ubogi legnicki czeladnik cukierniczy przygotowując się do egzaminu mającego uczynić z niego cukierniczego mistrza i szukając pomysłu na przysmak niecodzienny, oryginalny i zachwycający, a przepis zdradzić miał mu sam Liczyrzepa…

Bomby Legnickie / fot. SKopp (cc-by-sa)
Tak naprawdę jednak w 1853 roku Eduard Mueller po raz pierwszy stworzył to ciasto i początkowo przygotowywano je i pieczono tylko i wyłącznie w okolicy Świąt Bożego Narodzenia. Z czasem przepis się rozpowszechnił, uległ rozlicznym modyfikacjom i na Dolnym Śląsku legnickich bomb pojawiało się całkiem sporo. Może też o nich słyszeliście?

Na naszym stole przysmaki mieszane, z różnych stron pochodzące, odwzorowujące skomplikowane losy naszych rzuconych w wiry historii rodzin. Cieszymy się smakami, śledzimy ich pochodzenie i szukamy pierwowzorów. A co pojawia się na Waszych Wigilijnych stołach?


Wrocławski Bazar Smakoszy | Browar Mieszczański | Wrocław

15.12.16
Browar Mieszczański to miejsce szczególne na mapie Wrocławia. Zlokalizowany na osiedlu Huby piękny, dziewiętnastowieczny budynek (czy też właściwie – kompleks budynków) funkcjonował przez ponad 100 lat zgodnie z jego pierwotnym przeznaczeniem, tj. jako miejsce, w którym produkowano piwo. 


Produkcji zaprzestano w roku 1996. Opuszczone budynki zaczęły powoli niszczeć i gdyby nie nowy właściciel, czekałby je być może los wielu innych poprzemysłowych opuszczonych obiektów. Na szczęście w roku 2003 Krzysztof Wojtas odkupił obiekty i zaadaptował je na centrum kulturalno-rozrywkowo-szkoleniowe. Od tego czasu Browar zamienił się w przestrzeń szkoleniową, eventową, biurową i teatralną - któż z nas przynajmniej nie słyszał o odbywających się tutaj przedstawieniach Ad Spectatores!

Od pewnego czasu co niedzielę Browar Mieszczański we Wrocławiu zmienia się w gwarną halę targową pełną smakołyków z regionu, kraju i zagranicy, których wspólnym mianownikiem jest wyśmienity smak i zdrowie. Są przeróżne wędliny, pieczywo, sery, wysokogatunkowe herbaty, ekologiczne wina, zdrowe wypieki i dania obiadowe – na miejscu i na wynos.




Bazar odwiedziliśmy w minioną niedzielę. Latem zapewne znacznie bardziej tu gwarno, okres przedświąteczny jednak zapewnił bonus w postaci kiermaszu prezentów.

Obok smakołyków można było nabyć rękodzieło – ładne, nietuzinkowe drobiazgi w sam raz na prezent. Również w najbliższą niedzielę, 18 grudnia, będzie taka możliwość, więc jeśli jeszcze szukacie jakiegoś drobiazgu pod choinkę, zajrzyjcie na Hubską.






Oczywiście odwiedzając Browar, spróbowaliśmy bazarowego jedzenia. Skusiły nas przysmaki znanej nam miejskich wycieczek Kozackiej Chatki (lokal znajduje się na Wejherowskiej). Pyszne bliny z gęstą śmietaną, pierogi i różne inne ukraińskie i krymskie specjały zawsze smakują i można się nimi najeść.

Do picia polecamy przygotowywane na bieżąco soki lub, jeśli wolicie coś na ciepło, aromatyczne herbaty i kawy – stoiska z tymi napojami nigdy nie zawodzą.

Na wynos natomiast, do niedzielnej kawy, kupiliśmy sernik na stoisku z serami cypryjskimi. Ciasto okazało się strzałem w dziesiątkę. Pyszne, aksamitne, z chrupką posypką i owocami pod białkową pierzynką, umiarkowanie słodkie – po prostu wyśmienite! Jeśli będziecie na Bazarze, zakupcie koniecznie!




Wrocławski Bazar Smakoszy
Wrocław: Browar Mieszczański, ul. Hubska 44
w każdą niedzielę

Jarmarki bożonarodzeniowe | Dolny Śląsk

8.12.16
Aromat prażonych orzechów i grzanego wina miesza się z zapachem kiełbasy i kiszonej kapusty. Bombki i dzwoneczki, choinki i światełka, to wszystko pokazuje, że szykujemy się do Świąt. W niektórych miejscach rozpoczynamy te przygotowania bardzo wcześnie, bo gdy tylko znikną listopadowe znicze, w wielu sklepach pojawiają się świąteczne produkty. 

Świdnicka Kolęda / fot. UM w Świdnicy
Niedaleko w tyle pozostają miasta, które w chwilę później zaczynają prześcigać się w stawianiu choinek i ozdabianiu ulic, a ostatecznie organizowaniu na rynkach świątecznych i adwentowych jarmarków. Niektóre tak wcześnie, że nawet jeszcze przed Adwentem!

A jeszcze 10 lat temu jarmarki bożonarodzeniowie nieodmiennie kojarzyły się tylko z naszym zachodnim sąsiadem...

Chemnitz w sąsiedniej Saksonii / fot. gravitat-OFF cc-by
Budziszyński Jarmark Wacła­wa (od Wacława IV, który w 1384 roku nadał przywilej jego organizowania) rzeczywiście większość Niemców uważa za najstarszy. Nie ustępuje mu jednak zbytnio i Śląski Jarmark Bożonarodzeniowy w przygranicznym Goerlitz, na który najłatwiej dotrzeć uruchomionym od grudnia zeszłego roku bezpośrednim pociągiem Kolei Dolno­śląskich z Jeleniej Góry i Węglińca oraz Wrocławia.

Śląski Jarmark Bożonarodzeniowy w Goerlitz
fot. Wojciech Głodek / Przystanek Dolny Śląsk
Na jarmarku w Goerliz co roku nie braknie oryginalnych towarów, kulinarnych specjałów i atrakcyjnych warsztatów, które wybrani wystawcy przywożą z Czech, Saksonii i Dolnego Śląska. Na świąteczny program trwającego aż 17 dni jarmarku składają się przede wszystkim występy artystyczne, można zagrać w curling, stworzyć coś własnoręcznie w wozie do zabaw plastycznych, poczytać w namiocie-czytelni, zobaczyć zwierzątka w żywej szopce i spróbować, codziennie o 17, innego dania przygotowywanego przez jeden z 17 zespołów kucharskich.

Kolejnym świątecznym jarmarkiem, którego nie można nie odwiedzić, jest Kiermasz Adwentowy w Pałacu i na Folwarku Łomnica. Jeszcze kilkanaście lat temu nic nie zapowiadało, że zespół pałacowy w Łomnicy nie podzieli smutnego losu wielu dolnośląskich zabytków. Stało się jednak inaczej. Dokładnie pod koniec ubiegłego wieku pałac, a potem reszta majątku, powrócił do mieszkającej tam przed wojną rodziny von Küster. Urlich von Küster, którego babka urodziła się w Schloss Lomnitz, i jego żona Elisabeth przez prawie 10 lat pracowali nad przywróceniem świetności pałacowi i otaczającym go budynkom.

Kiermasz Adwentowy na Folwarku w Pałacu Łomnica
fot. Wojciech Głodek / Przystanek Dolny Śląsk
Obecnie majątek należy do jednego z bardziej zadbanych, a na pewno jest najbardziej otwartym pałacem w całej Dolinie Pałaców i Ogrodów. Poza działającym cały rok hotelem, dwoma restauracjami oraz kilkoma sklepikami, właściciele majątku co rusz zapraszają mieszkańców i turystów na weekendowe imprezy.

Jedną z najpopularniejszych, na którą przyjeżdżają wycieczki – głównie zza naszej zachodniej granicy – całymi autokarami, jest Kiermasz Adwentowy, trwający aż trzy weekendy. Kulinarne specjały, swojskie wędliny i sery łomnickie, regionalne rękodzieło i ręcznie robione ozdoby świąteczne prezentowane są głównie przez lokalnych wystawców. W sumie jeśli mielibyśmy sobie wy­obra­zić obraz dolnośląskiego dworku szlacheckiego w XXI wieku, to chyba właśnie tak.

Największy dolnośląski jarmark bożonarodzeniowy stawia oczywiście co roku Wrocław. Podobnie jak w innych europejskich miastach, także tu tradycja organizowania jarmarków sięga wczesnego średniowiecza, chociaż nie były to akurat jarmarki bożonarodzeniowe.

Choinka na Jarmarku Bożonarodzeniowym we Wrocławiu
fot. Wojciech Głodek / Przystanek Dolny Śląsk
Najstarsza wzmianka o wrocławskim targu pochodzi z 1149 roku, kiedy to książe Bolesław IV Kędzierzawy nadał benedyktynom z nieistniejącego już opactwa na Ołbinie prawo organizowania Jarmarku w dniu ich patrona św. Wincentego i osiem dni po nim.

Kolejne wrocławskie targi odbywały się już na lewym brzegu Odry w dniu św. Jana Chrzciciela, patrona Wrocławia, w dniu św. Elżbiety i w dniu św. Barłomieja. W Breslau, na wzór innych niemieckich miast, zaczęto organizować jarmarki bożonarodzeniowe stosunkowo późno, bo dopiero w początku XIX wieku.

Jak można było przeczytać w berlińskim "Zeitung für die elegante Welt. Mode, Unterhaltung, Kunst und Theater" w styczniu 1837 roku: tutejszy jarmark bożonarodzeniowy odróżnia się zewnętrznie od innych nie tylko handlem trwającym w budach wieczorną porą w świetle lamp, ale przede wszystkim tym, jak wielki skutek ma ta mała różnica na frekwencję o tej porze dnia. Ów jarmark stał się prawdziwym świętem mieszkańców miasta, a jego osobliwość wypływa z wewnętrznego stylu bycia wrocławian, jak i z ich jedynej w swoim rodzaju wrażliwości. Jest nierozerwalnym zespoleniem interesów rzemiosła i handlu z potrzebą rozrywki, jaką niesie ze sobą kupowanie prezentów. To czyni go odmiennym od wszystkich innych jarmarków.

Ostatni Kindelmarkt na wrocławskim rynku w 1903 roku (fragment pocztówki)
Tu warto wspomnieć, że słowo "Jarmark" trafiło do polszczyzny właśnie z języka niemieckiego, od wyrazu "Jahrmarkt", czyli targ doroczny. Niejako podobnie jak to słowo, w ostatnich kilkunastu latach do Polski trafiły z  Niemiec Jarmarki Bożonarodzeniowe. Wrocławski jarmark w Polsce otwarto po raz pierwszy w 2008 roku, nawiązując częściowo do przedwojennej tradycji.

Feria barw i ozdób świątecznych poraża zarówno w rynku, jak i na sąsiadujących uliczkach. Znajdziemy tutaj wszystko... wszystko, co w każdej dobrej galerii handlowej. Jeśli nigdy nie byliście we Wrocławiu na Jarmarku Bożonarodzeniowym, to koniecznie przyjedźcie. Warto raz to zobaczyć. Ale jeśli już byliście, to spokojnie możecie sobie darować kolejne odwiedziny, bo każdego roku wygląda dokładnie tak samo, zmieniają się tylko ceny. Są już niestety wyższe nawet niż u naszych zachodnich (zdecydowanie lepiej zarabiających) sąsiadów – w Goerlitz czy Budziszynie grzanego wina napijemy się już od 2 euro (czyli ok. 8-9 zł), a we Wrocławia za nie mniej niż 12 zł!

Drugim największym jarmarkiem na Dolnym Śląsku jest jarmark świdnicki, organizowany ostatnio wraz z cyklem imprez imprez okołoświątecznych pod wspólną nazwą Świdnicka Kolęda. W tym roku stanęło na nim prawie 50 drewnianych domków, w których znalazły się ozdoby choinkowe, światełka, stroiki, zabawki, również drewniane - ręcznie robione, miody, różnego rodzaju słodkości, tra­dy­cyjne wędliny, litewski chleb, oscypki, obwarzanki, oleje roślinne tłoczone na zimno, góralskie paputki, imienne skarpetki, dla kobiet srebrna biżuteria, galanteria skórzana.

Świdnicki Jarmark Bożonarodzeniowy / fot. UM w Świdnicy
Jest jeszcze kilka długich jarmarków, chociażby w Wałbrzychu, Legnicy, Świebodzicach czy Głogowie, który - skojarzony z dniem św. Mikołaja - właśnie się kończy. Na każdym z nich można kupić świąteczne pyszności i prezenty, zjeść smakowite pierogi czy zaopatrzyć się w choinkę. Jednak większość miejscowości decyduje się na jedno lub dwudniową imprezę w ostatni lub przedostatni weekend Adwentu.

I tak na przykład 11 grudnia magię Bożego Narodzenia można poczuć w Ścinawce Średniej gdzie pojawiają się zarówno polskie, jak i czeskie stragany. Stałym elementem tego jarmarku jest Stół Wigilijny Ziemi Radkowskiej, oddający kulturę oraz zwyczaje, kultywowane przez mieszkańców, które ich dziadkowie lub rodzice przywieźli z Podhala, Kresów i centralnej Polski.

Tydzień później warto zajrzeć do Zą­bkowicac Śląskich. Na ząbkowickim rynku kilkadziesiąt straganów wypełni się regionalnymi potrawami i rękodziełem prosto od lokalnych przedsiębiorców i  rzemieślników. Świąteczną atmosferę stworzą pierniki, miody, kartki, stroiki, ciasta, zabawki oraz wiele innych potraw, produktów i ozdób świątecznych.

Ząbkowicki Jarmark Bożonarodzeniowe / fot. UM Ząbkowice Śląskie
10 grudnia na warsztaty dekorowania bombek i wykonywania dekoracji choinkowych zaprasza Kudowa-Zdrój. W pijalni wód mineralnych oraz "Teatrze pod Blachą" staną stragany z rękodziełem polskich i czeskich artystów oraz regionalne produkty z aronii. W poprzednich latach nam szczególnie przypadły do gustu choinki wykonane z papieru i słomy, gdyż trudno było uwierzyć, że tak piękne rzeczy można zrobić z tak prostych materiałów.

W ostatni przedświąteczny weekend halę zabytkowego Domu Zdrojowego w Uzdrowisku Świeradów-Czerniawa wypełnią kolędy, regionalne ozdoby świąteczne i bożonarodzeniowe przysmaki w ramach corocznego Izerskiego Jarmarku Rękodzieła i Sztuk Wszelakich. Dwudniowy jarmark świąteczny w Hali Spacerowej, najdłuższym tego rodzaju obiekcie na Dolnym Śląsku, łączący dwa budynki Domu Zdrojowego, to nie tylko kulminacja przedświątecznej atmosfery w Górach Izerskich, ale szansą dla dolnośląskich artystów, by zaprezentować swoje prace: kartki, albumy, biżuterię, obrusy, bombki, stroiki, choinki i wiele innych. Na stoiskach można kupić unikatowe, ręcznie wykonane ozdoby świąteczne lub produkty codziennego użytku z naturalnych surowców, a także zobaczyć proces ich tworzenia i samemu podjąć taką próbę.

Lubański Jarmark Bożonarodzeniowy / fot. Łuzyckie Centrum Rozwoju
Będąc w Świeradowie-Zdroju, w sobotę warto zahaczyć o Lubań. W samym sercu polskie stolicy Łużyc już po raz kolejny kramarze zaoferują rozmaite smakołyki, zaczynając się od tradycyjnych wędlin, szynek, pasztetów, a kończąc na aromatycznych piernikach i przepysznych ciastach (także domowej roboty). Można będzie też podejrzeć niektórych rękodzielników przy produkcji ich wyjątkowych cudeniek.

W ostatni weekend przed Bożym Narodzeniem na wspólne świętowanie zaprasza nas Długołęka, gdzie przez cały dzień będzie można usłyszeć muzykę na żywo, a na wszystkich zmarzniętych będzie czekał gorący, aromatyczny grzaniec i co nieco z grilla. Zapraszają Jawor, Duszniki-Zdrój, Jelenia Góra i... zapewne jeszcze wiele innych miast i miasteczek Dolnego Śląska, gdzie nie zabraknie regionalnych produktów, bożonarodzeniowych pierników i świątecznych makowców czy gwiazdkowych ozdób z duszą, których próżno szukać w sieciowych sklepach. Jeśli tylko odwiedzicie któryś z nich lub taki o którym nie wspomnieliśmy, koniecznie o tym do nas napiszcie: smaki@przystanekd.pl

Właściwie to nieważne do którego, nawet z najodleglejszych krańców Dolnego Śląska w grudniu zajrzycie, wszędzie można poczuć atmosferę zbliżających się świąt. Bożonarodzeniowe światełka i aromat jedyny w swoim rodzaju, i może będzie właściwie brakowało tylko tego jednego co co roku... Śniegu! 

Ukraińskie smaki | Hortyca | Wrocław

1.12.16
Powojenne zmiany dolnośląskiego krajobrazu objęły całokształt życia społecznego, w tym także kuchnię. Rewolucja kulinarna, jaka wówczas zaszła, wprowadziła do dolnośląskich jadłospisów dania kresowe, a my, Dolnoślązacy, do dzisiaj lubujemy się w kresowych smakach. 



Nic więc dziwnego, że powodzeniem wielkim cieszą się u nas m.in. restauracje serwujące dania kuchni ukraińskiej. Jedną z nich jest Hortyca, zlokalizowana we Wrocławiu przy ul. Więziennej.

Jej nazwa nawiązuje do ukraińskiej wyspy – największej na Dnieprze, z której mieszkańcy tego kraju są bardzo dumni i dla których ma ona znaczenie niejako symboliczne, związane ze starożytnymi kultami. Tam bowiem stoi posąg starosłowiańskiego Chorsa, tam odnaleziono kamienny posąg skołockiej bogini z VII wieku p.n.e., tam też znajduje się kopiec - kurhan z czasów starożytnych. 

Kierowniczką lokalu jest mieszkająca od kilku lat w Polsce Ukrainka, która, postanowiwszy zaznajomić mieszkańców miasta z prawdziwą ukraińska kuchnią, otworzyła niewielką restaurację, serwującą przepyszne, starannie przygotowywane dania. W menu mnóstwo smaków: pielmieni, solianka, buraczki po kozacku, czebureki, ale też – wydawałoby się: dobrze nam znane – barszcz ukraiński i gołąbki, smakujące jednak nieco inaczej niż te, które robimy w domu.




W karcie właściwie nie ma dania, którego byśmy Wam nie polecili. Spróbowaliśmy już wielu przysmaków, bo Hortyca jest położona wygodnie, w centrum miasta; w miejscu, które latem stosunkowo szybko staje się zacienione, dzięki czemu można uciec przed palącym słońcem i schłodzić się zimnym pysznym ukraińskim piwem lub kwasem chlebowym, zimą zaś - kusi przytulnym i ciepłym wnętrzem. Dekoracje – od tych dużych po najmniejsze fragmenty – nawiązują do Ukrainy, charakterystycznych dla tego kraju barw, wzorów i przedmiotów.

Porcje w Hortycy nie są specjalnie duże, ale w sam raz na obiad, ceny zaś adekwatne do wielkości i jakości posiłku. Do tego przyjazna atmosfera, miła i szybka obsługa – gorąco polecamy!


Hortyca
Wrocław: Więzienna 18/1
codziennie od 12 do 22
20-25 miejsc, ogródek letni 15-20 miejsc


Jedyna - Czeska | Kłodzko

24.11.16
Kuchnię czeską zazwyczaj lubimy, kojarzy nam się ona z knedlikami czy smażonym serem, który często bywa jedynym bezmięsnym daniem w czeskich restauracjach.


Ważnym daniem obiadowym kuchni czeskiej są zupy bazujące na mięsnych wywarach. Występuje w niej też wiele potraw z ziemniaków, gotowanych albo pieczonych oraz dań mącznych na bazie ziemniaków, jak škubánky, chlupaté knedlíky, bramboráki czy zapiekanki ziemniaczane. Pisaliśmy o nich przy okazji imprezy Bramborové ukončení sezóny organizowanej w przygranicznym Kořenovie.

Pizzeria Pub Jedyna - Czeska w Kłodzku to lokal, do którego być może nie zajrzelibyście przechodząc obok. Z zewnątrz bowiem – ot, zwykła pizzeria, nic zachwycającego; osiedlowy pub, dobry na piwo, ale czy na jedzenie też..? Może niekoniecznie.


Jest to jednak myślenie zupełnie błędne – omijając ten niepozorny lokal, pozbawilibyście się możliwości spróbowania smacznego (nie tylko czeskiego) jedzenia i zacnego piwa. Wnętrze lokalu jest zupełnie inne niż sugeruje fasada: lekko mroczny wystrój czeskiego przytulnego pubu, w którym miło spędzić można niejeden wieczór. Na przykład przy piwie – w ofercie m.in. wysokogatunkowe niepasteryzowane piwo Novopacké. Do tego naprawdę dobre jedzenie.


W karcie oczywiście pizza (podobno bardzo smaczna, może być na przykład w postaci urodzinowego tortu), ale ponadto specjały kuchni czeskiej. I na tych właśnie chcieliśmy się skupić. Nazwa przecież do czegoś zobowiązuje!

Można zamówić pyszną zupę cebulową, doskonale rozgrzewającą po wycieczce mrocznymi korytarzami kłodzkiej twierdzy. Są także, oczywiście, knedliki i smażony syr (z frytkami, a jakże), czyli czeskie klasyki.




Jako przekąskę polecamy zapiekane na grzance śliwki owijane boczkiem, świetnie komponujące się z wybornym piwem. Są tutaj również specjały kuchni polskiej, w tym m.in. ruskie pierogi, gołąbki czy po prostu nasz ulubiony schabowy. Każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Porcje są dość duże, jeśli jednak zostanie Wam nieco miejsca, warto spróbować i deserów, bo i te znajdują się w karcie.

Zaskakują ceny – okazuje się, że dobre jedzenie i wyśmienite piwo nie zawsze muszą kosztować majątek. Jeśli nie mieliście jeszcze okazji odwiedzić, gorąco zachęcamy – jedyna taka czeska restauracja w Kotlinie Kłodzkiej!


Pizzeria Czeska - Jedyna
Kłodzko: ul. Tumska 4
codziennie od 12 do 22
20-30 miejsc

Dolnośląskie pierniki | Świdnica - Bardo - Niemcza - Jawor - Łomnica

17.11.16
W miniony weekend w Łomnicy odbyło się Święto Pierników. Impreza odbyła się na leżącym naprzeciwko pałacu Łomnickim Folwarku. 


Na turystów czekał bogaty kiermasz producentów pierników, miodów, przypraw i wielu specjałów kulinarnych rodem z Dolnego Śląska. Ponadto szereg możliwych do realizacji aktywności, z warsztatami pieczenia i zdobienia pierników na czele. Wszystko to na folwarcznym dziedzińcu, w Kuźni, Spichlerzu, Sklepie Lniarskim, Piekarni i oczywiście serwującej przepyszne jedzenie restauracji „Stara Stajnia”.


Przepięknie zdobione pierniki w rozmaitych kształtach zdecydowanie zdominowały imprezę, ale można też było nabyć ozdoby świąteczne, pełne kunsztu wyroby ceramiczne, gustowne drewniane naczynia oraz pyszne ciasta, miody, nalewki i wędliny. A skoro tradycyjnie pierniki kojarzymy z Toruniem, skąd wzięły się one w naszym regionie? Tak naprawdę nie wie tego chyba nikt, są jednak przypuszczenia, że pierwsza w dzisiejszej Polsce piernikowa receptura powstała właśnie na Dolnym Śląsku!

Najwcześniejsza bowiem wzmianka o kimś, kto zajmuje się wypiekiem pierników, o samym zwyczaju ich wypiekania, pochodzi z 7 lutego 1293 roku ze Świdnicy. Jest to obecnie najstarsza znana wzmianka o wypiekaniu pierników w Europie Środkowej. Ze Świdnicą wiąże się też na poły legendarna historia o mieszkańcach, którzy którzy w 1707 roku podziękowali szwedzkiemu królowi Karolowi X Gustawowi za pomoc w wyjednaniu na Habsburgach zgody na budowę Kościoła Pokoju właśnie darując mu pierniki.

Najbardziej znane dzisiaj są chyba jednak w naszym regionie pierniki bardzkie. W Bardzie wypiekano je prawdopodobnie od XV wieku, doskonaląc przez lata kunszt i recepturę. Powojenna historia tych ziem i związane z nią zmiana granic oraz niemal całkowita wymiana ludności spowodowały jednak na pewien czas zanik tradycji, zapomniany został też przepis. Na szczęście nie na zawsze.

źródło: Bardzkie Pierniki
Kilka lat temu bowiem Tomasz Karamon, miłośnik lokalnej historii, natrafił na wzmiankę o piernikarskich tradycjach miasteczka. W mieście zwanym przed rokiem 1945 Wartha działało siedem piernikarni, zaś ich wypieki były podobno wyjątkowym przysmakiem, robiącym furorę i w kraju, i za granicą (eksportowano je nawet do USA). Dzisiaj Warthaer Pfefferkuchen rozsławiają i miejscowość, i rodzinę Prause, której członkowie byli w posiadaniu receptury tych pierników idealnych.

Nie tylko jednak Bardo ma w temacie pierników coś do powiedzenia. Otóż bowiem w Niemczy znajduje się Piernikarnia Śląska, czyli niewielkie żywe muzeum, które powstało w 2016 roku. W tym miejscu również możemy poznać tajniki śląskiego rzemiosła piernikarskiego oraz obejrzeć drewniane formy wykonane według starych wzorów i wypiec z nich z ciasta wykonanego wedle sekretnej receptury różnorodne przedstawienia postaci, zwierząt i roślin o bogatej symbolice.


W Oleśnicy z kolei powstają przepyszne pierniki pszenno-żytnie, na bazie receptury warszawskiej, przywiezionej na Dolny Śląsk przez babkę dzisiejszej ich twórczyni. Artystka pięknie je zdobi i przywozi m.in. na kiermasz do Łomnicy.

W Jaworze także pamiętają o tym wypieku. Co roku w ostatni weekend sierpnia odbywa się Święto Chleba i Piernika, upamiętniające tradycje piernikarskie regionu. Ale i w okresie przedświątecznym można w okolicy nabyć smakowite pierniczki.

Bicie rekordu na najdłuższy piernik w Polsce / fot. UM Jawor

Piernikarskie rzemiosło nieobce było również na terenie Łużyc. Już z 1558 roku pochodzą pierwsze informacje o piekarni pierników z Pulsnitz, w którym to mieście dzisiaj znajduje się Muzeum Piernika.

Pierniki nie zawsze smakowały tak samo. Najpierw wypiekano wyśmienite miodowniki, ale z czasem, gdy potaniały przyprawy korzenne, zaczęto robić pierniki. O ich popularności może świadczyć fakt, że piernik można było dostać na przykład w prawie każdym wrocławskim lokalu, a każdy właściciel dbał o to, by sprzedawane u niego pierniki miały oryginalny, rozpoznawalny kształt. Tych kształtów było tyle, ile pomysłów.

W ubiegłym roku we wrocławskim Muzeum Etnograficznym prezentowano kolekcję aż 250 drewnianych form, z których przez wieki wyrabiało się pierniki! Przez lata zmieniała się receptura. Te pierwsze bardzkie pierniki miały w składzie właściwie tylko miód i mąkę, jak wspomniane już miodowniki. W późniejszych dopiero wiekach dochodziły kolejne specyficzne składniki, decydujące o ich wyjątkowym smaku i aromacie.

W piernikowych recepturach znajdujemy mnóstwo składników, istnieją rozliczne przepisy, zawierające wiele przeróżnych przypraw: cynamon, kardamon, muszkatołowiec korzenny, kolendra, koper włoski i anyż. Od nich zresztą pochodzi nazwa wypieków: te mało znane przyprawy w średniowieczu określano jako »pierne«, czyli pieprzne. Małe czy duże, zdobione finezyjnymi wzorami czy po prostu lukrowane, stanowią prawdziwą ozdobę świątecznego stołu oraz przysmak, bez którego Boże Narodzenie jest po prostu niepełne.

Rozejrzyjcie się wokół siebie - może nieopodal znajdziecie jeszcze inne, smaczne i pachnące, dolnośląskie pierniki?



Kawka i tost | Szugar Bejb Cafe | Wałbrzych

10.11.16
W Wałbrzychu nie tak łatwo znaleźć, zwłaszcza w centrum, miejsce z pysznymi, sycącymi przekąskami, dobrą kawą i smakowitymi, cieszącymi oczy i podniebienie, deserami.

Nam się to jednak udało – pod numerem 4 przy al. Wyzwolenia zlokalizowana została niewielka, klimatyczna kawiarenka: Szugar Bejb Cafe, do której trafiliśmy kilka dni temu.


Po zamknięciu drzwi oddzielających nas od ruchliwej ulicy znaleźliśmy się w przyjemnym, wypełnionym ładnymi przedmiotami wnętrzu. Naszą uwagę przykuła śliczna stylizowana zastawa. Zamówiliśmy kawę (i mogliśmy się jej napić z takich ładnych filiżanek, jak możecie zobaczyć na zdjęciu). Jako że byliśmy głodni, zamówiliśmy tosty. W ciągu niespełna kwadransa na nasz stolik trafiły zarumienione, ciepłe kanapki ze świeżymi warzywami i dodatkiem sera oraz szynki. Smaczne i niedrogie – kosztują 4,99zł.

Ale doskonała kawa i znakomicie radzące sobie z niewielkim głodem kanapki to nie wszystko. W ofercie lokalu bowiem znajdują się jeszcze, a może – przede wszystkim – lody i ciasta własnego wyrobu. Te ostatnie, wystawione w witrynie, obok zdrowych deserów jogurtowych, wyglądają tak, że trudno im się oprzeć. Są przeróżne, z dodatkiem owoców bądź zupełnie bez nich, z kremem, bitą śmietaną lub bezową pierzynką...

Kawa jest nie tylko czarna – można zamówić m.in. latte lub capuccino, to ostatnie także w wersji XXL. Są rozmaite herbaty, zdrowe, świeżo wyciskane soki owocowe, smoothie i musy owocowe. Naprawdę jest tutaj czym poprawić sobie samopoczucie lub świętować jakieś – bardziej lub mniej przełomowe – życiowe wydarzenie; przyjść ze znajomymi na ploteczki lub z sympatią na randkę, uczcić zdany egzamin lub po prostu – odetchnąć po lekcjach, zajęciach lub pracy.

Miłe i przyjemne miejsce, z którego nie chce się wychodzić. Zachęcamy do odwiedzenia!





Sugar Bejb Cafe
Wałbrzych: Aleja Wyzwolenia 4
od poniedziałku do piątku od 9 do 19
10-15 miejsc

Chleb codzienny | Piekarnia AGA | Mietków

3.11.16
Piekarnia AGA istnieje od 1991 roku. Zlokalizowana przy wjedzie do Mietkowa od strony Wrocławia kusi zapachami świeżego chleba i pączków. 


Piekarnia to biznes rodzinny prowadzony przez Annę Wójcik, która wraz z mężem Tomaszem i synami od lat zajmuje się produkcją pieczywa. Receptury rodzinne zostały przekazane przez ojca - pasjonata, który bez doświadczenia i zawodu postanowił otworzyć jedyną w Mietkowie piekarnię. Na początku lat dziewięćdziesiątych zatrudnił u siebie starej daty mistrza piekarnictwa, który hodował zakwas wg własnych receptur.

Budowanie i hodowla zakwasów w oparciu o różne mąki i proporcje, wypracowanie własnych technologi wymagało wiele czasu, jak i codziennej, żmudnej pracy. Chleb żytni upieczony tylko z dodatkiem drożdży był zbity i niesmaczny. Chleb pszenny na zakwasie jest dużo bardziej aromatyczny i znacznie dłużej świeży niż ten pieczony tylko przy pomocy drożdży. Dlatego też do dzisiaj dba się o te podstawy, miesza systematycznie co 4 godziny zakwas i przygotowuje ciasto w oparciu tradycyjne przepisy.


Co ciekawe, chleby bez drożdży – ciężkie, pełnoziarniste nie cieszyły się popularnością i od lat nie ma ich w ofercie. Piecze się natomiast chleby mieszane pszenno-żytnie, słonecznikowe (z ¾ składu nasion słonecznika), chleby razowe, graham, pełnoziarnisty, 7 ziaren, bułki, rogale, pieczywa półsłodkie – drożdżówki, babki, pączki, ciastka półfrancuskie i francuskie z własnego ciasta. Dostępne są także ręcznie robione ciastka na wagę: anatolki, maczki, okazjonalnie pierniczki, bo cześć zakładu stanowi cukiernia.


Piekarnia jako biznes rodzinny jest przedsięwzięciem bardzo czasochłonnym, wymagającym wyrzeczeń, systematyki i stałej obecności. Jest związana ze sporym wysiłkiem fizycznym, gdzie godzinami pracuje się na stojąco i w wysokich temperaturach. Pracę wykonuje się wszystkimi zmysłami – dotyka, wyrabia, sprawdza ciasto, wdycha zapachy, podgląda proces wypiekania, kosztuje i próbuje smaków. Jest to działalność narzucająca konieczność dużego zaangażowania, ale też dająca satysfakcję.

W zakładzie nie stroni się od nowin smakowych czy wprowadzania nowych produktów. Ulepsza się istniejące przepisy, próbuje, kosztuje, ale też wycofuje wyroby nie cieszące się już popularnością. Od lat piekarnia AGA wspomaga Kuchnię Charytatywną przy parafii rzymsko-katolickiej pw. św. Elżbiety we Wrocławiu, gdzie cyklicznie przekazuje wyroby z Mietkowa.


Pani Anna lubi osobiście piec i przygotowywać torty, doglądać ciastek, bo firma to nie tylko miejsce zarobku, ale i zamiłowanie odziedziczone po ojcu. Praca na produkcji czy podnoszenie kwalifikacji z zakresu piekarnictwa cieszą właścicielkę bardziej, niż prowadzenie spraw biurowych. Jest jeszcze coś, co lubi robić i co sprawia, że życie nabiera kolorów i rumieńców. Szkoli się w grze na saksofonie altowym! Efektem tego jest zadowolenie, uśmiech i chęć do ciężkiej pracy - zobaczcie sami.

[Agnieszka Wesołowska]



Piekarnia AGA Anna Wójcik
Mietków: ul. Bystrzycka 5
www.piekarnia-cukierniawojcik.pl

Wegańska uczta | Ahimsa | Wrocław

27.10.16
Weganie. Roślinożercy. Osoby, które nie jedzą żadnych produktów pochodzących od zwierząt. Czy taka dieta w ogóle może być smaczna? Przyjemna? Warzywa z warzywami i do tego owoce. Nuda i monotonia...

Otóż nie! Aczkolwiek trudno uznać nas za znawców kuchni wegańskiej i miłośników bezmięsnej diety, z prawdziwą przyjemnością prezentujemy dzisiaj właśnie wegańską restaurację (w hinduskiej wersji) – zapraszamy do Ahimsy.

Jeśli ktoś jeszcze nie wie, spieszymy z wyjaśnieniem, że to znani już od wielu lat Najadacze, tylko w nieco innej odsłonie. Jeszcze Was to nie zachęciło? Czytajcie zatem dalej. Ahimsa mieści się przy ulicy Św. Antoniego i kusi (a niektórych może odstrasza) roślinnymi dekoracjami. Nas zaciekawiła, weszliśmy.


Bogate menu z ciekawie nazwanymi daniami to jeden plus, wygląd, zapach i przede wszystkich smak tych dań – drugi. Trochę trudno jest dokonać wyboru, zwłaszcza, jeśli wegańskich smaków się po prostu nie zna. Ale jeśli chcecie zjeść coś smacznego i relatywnie niedużego, polecamy np. Wolną Palestynę. Hummus (pasta z ciecierzycy i masła sezamowego Tahini), 5 falafeli (kotlety z ciecierzycy z natką pietruszki), chlebek arabski, oliwki i surowe dodatki. Pyszne, bardzo sycące, a jednocześnie lekkie. Nam smakował przede wszystkim hummus, ale falafele też polecamy (można je zamówić oddzielnie, po 1,50zł za sztukę, więc nawet, jeśli wybieracie inne danie, warto chociaż spróbować), bo niby w nich tylko ciecierzyca i pietruszka, a smak zaskakujący.

Jeśli natomiast zaglądnęliście do Ahimsy bardzo głodni, z nadzieją na prawdziwą wegańską ucztę, nie pozostaje nic innego, jak zamówić Thali dnia. Cóż to takiego? Nazwa Thali pochodzi od dużego, metalowego talerza, na którym serwowane jest danie składające się z ryżu, pieczywa i różnego rodzaju dodatków np. dal, curry, czatneje.



W większości indyjskich jadłodajni Thali jest daniem, które oryginalnie jest wegetariańskie lub wegańskie. Mamy tutaj wszystkiego po trochu, na ciepło i na zimno, fuzja zapachów, smaków i kolorów. A, i jeszcze słodki dodatek. Bo thali to danie całościowe, więc i deser być musi. Dzięki temu już wiemy, że wegańskie słodycze też są niczego sobie...

Wystrój Ahimsy jest nieco surowy, ale na plus zaliczyć należy fakt, że jest bardzo czysto. Obsługa miła (i cierpliwa w tłumaczeniu kolejnym amatorom zawiłości wegańskich smaków), dania bardzo ładnie podane – jak przygotowane do zdjęć! Bardzo gorąco polecamy wszystkim miłośnikom dobrego jedzenia. Jest niecodziennie, smacznie i zdrowo. A o to przecież chodzi!



Ahimsa Vegan Restaurant
Wrocław: św. Antoniego 23
codziennie od 12 do 22, w niedziele od 13 do 21
50-80 miejsc (2 poziomy), ogródek letni 20-30 miejsc 
Obsługiwane przez usługę Blogger.